Lv bet zakłady bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez ministra finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem.

Scenariusz idealny dla Roberta Lewandowskiego

Wiele zamieszania, podróże władz czterech najlepszych obecnie klubów na Starym Kontynencie, mnóstwo przemów i budowania napięcia, a trwało to wszystko minutę. Wylosowano pary półfinałowe Ligi Mistrzów, które ułożyły się znakomicie dla polskiego napastnika.

Dla obiektywnych kibiców los utworzył najlepsze możliwe pary 1/2 finału Champions League. Z jednej strony: równy bój Romy i Liverpoolu, który zaowocuje ogromną niespodzianką w finale. Nieważne, jak skończy się ten dwumecz – obecności ani Rzymian, ani „The Reds” nikt przed startem tej edycji nie zakładał. Zwycięzca zmierzy się w kijowskim finale z gigantem. Kto nim będzie? Rywala „underdoga” wyłoni wyczerpująca, wyniszczająca i wyrównana batalia na absolutnie najwyższej półce.

Bayern kontra Real. Obecny klub Roberta Lewandowskiego kontra przyszły?

Biało-czerwone serca ściskać kciuki będą za monachijczyków, ale oprócz oczywistego powodu w postaci kapitana reprezentacji Polski, widzimy jeszcze jeden: zdecydowanie łatwiejsze ewentualne wejście do drużyny Realu Madryt w przyszłym sezonie. Wejść do szatni zwycięzców (kto wie, czy nie trzykrotnych z rzędu zdobywców Ligi Mistrzów?) jako przegrany, a z podniesionym czołem po wcześniejszym pokonaniu nowych kolegów? Różnica jest ogromna.

Zwycięstwo Bayernu w tym dwumeczu to jednocześnie katastrofalny sezon Realu Madryt. Brak kolejnej obrony tytułu Ligi Mistrzów byłby do przyjęcia, zwłaszcza że „Królewscy” zatrzymaliby się na aż na półfinale, a wcześniejsze dwa sezony należały do nich. W połączeniu z olbrzymią stratą do Barcelony w lidze i odpadnięciu z Pucharu Króla na wczesnym etapie, pigułka z napisem „LMout” będzie bardzo trudna do przełknięcia i niezwykle gorzka.

Lewandowski już strzelał Realowi…

W Madrycie do takiego stanu rzeczy nie są przyzwyczajeni. Na Santiago Bernabeu wymaga się zwycięstw ciągle i ciągle, ale też nie jednobramkowych po bezbarwnym meczu. Kibice „Los Blancos” to prawdopodobnie najbardziej wymagający fani świata. Wygwizdać Cristiano Ronaldo? Pff, pesta. Świetnie gra Di Maria czy Oezil? Nieważne, trzeba zaspokoić łaknienie fanów nowymi nazwiskami na nowych koszulkach (Gareth Bale, James Rodriguez).

Teraz nie było ani nowych gwiazd, ani trofeów. Dlatego Real będzie głodny zwycięstw i tytułów, a transfer Lewandowskiego może ten głód zaspokoić.

O tym, że Lewandowski gdzieś w głębi serca widziałby siebie w białym trykocie, wiadomo od dawna. Najwięcej mówiło się o tym, gdy skrytykował w jednym z wywiadów politykę transferową Bayernu, ale to tylko jeden z wielu symptomów tęsknoty za innym światem. Nie zdziwilibyśmy się, gdyby kapitan naszej reprezentacji miał dość obijania bramek Augsburga, Freiburga i Hamburga.

Kariera nie jest z gumy i nie da jej się rozciągnąć na 30 lat. Życie piłkarza jest krótkie, trzeba brać z niego pełnymi garściami. W pewnym momencie nie chodzi już też o pieniądze, bo na ich brak Lewandowski w Monachium nie ma prawa narzekać. Chodzi o nowe wyzwania.

Mówi się, że RL9 zrezygnował z usług menedżera Cezarego Kucharskiego właśnie ze względu na transfer do Realu…

Chrapkę na niego ma też Real, odkąd sieknął Królewskim cztery bramki w półfinale Ligi Mistrzów. Takich rzeczy się nie zapomina, bo to nie jest hat-trick z Granadą. Lewandowski, w przeciwieństwie do Kane’a i Icardiego, na absolutnym topie jest regularnie od kilku lat. I nie wygląda na to, by zamierzał z niego schodzić. Teraz Królewscy potrzebują snajpera jak tlenu, a najlepszy środkowy napastnik świata akurat jest w kwiecie piłkarskiego wieku i potrzebuje nowych wyzwań.

Nie można wyobrazić sobie też lepszego wejścia do nowej, wielkiej drużyny jak wyeliminowanie jej w półfinałowym dwumeczu raptem kilka miesięcy wcześniej.

„Jeśli nie możesz nas pokonać, dołącz do nas” – to często przywoływane hasło, któremu dał się skusić kiedyś między innymi Thierry Henry. Robert Lewandowski przyszedł do Monachium jako człowiek, który dwa lata z rzędu pokazał mu miejsce w szeregu niemieckiej Bundesligi. Nie dał rady zrobić tego samego w finale Ligi Mistrzów, choć Borussia była tego bardzo blisko. Przez to nie miał wejścia do Dumy Bawarii wymarzonego, ale też było ono łatwiejsze, aniżeli miałby tam przyjść prosto z Izolatora Boguchwała.

Dlatego za powodzenie w półfinale Roberta Lewandowskiego będziemy ściskać kciuki podwójnie. Jeszcze bardziej, niż gdyby mierzył się z AS Romą, Liverpoolem czy kimkolwiek innym. On sam też wie, o co będzie grał. Na powtórkę sprzed pięciu lat i „czwórkę” wsadzoną Realowi nikt się nie obrazi.