Samobój, trzy karne, kontrowersje! Dramat Diego Costy w meczu z Barceloną

FC Barcelona remisuje 2:2 z Atletico Madryt w meczu 33. kolejki La Liga. Traci punkty trzeci raz z rzędu, co oznacza, że tytuł mistrzowski coraz śmielej zmierza w stronę bezbłędnego ostatnio Realu. Wtorkowe starcie miało absolutnie szalony przebieg!

Kto nie widział, niech żałuje lub ogląda powtórki! Zgodnie z przewidywaniami, ekipa Diego Simeone postawiła trudne warunki Blaugrana i sprawiła, że do remisów z Sevillą i Celtą Vigo dołącza trzeci z kolei. Jeśli w czwartek Real Madryt zdobędzie kolejny komplet punktów, jego przewaga w tabeli zwiększy się do czterech oczek, a posada Quique Setiena zawiśnie na włosku. Wróćmy jednak do meczu, bowiem emocji nie brakowało mu od pierwszych minut. Diego Costa, kiedy po raz ostatni grał z Barceloną, już w 28. minucie wyleciał z czerwoną kartką. Tym razem rozpoczął swój koncert jeszcze wcześniej…

W 12. minucie Diego Costa, jak wytrawny napastnik, skierował piłkę do bramki po rzucie rożnym. Niestety, była to bramka jego zespołu…

Bardzo szybko otrzymał szansę rehabilitacji, bowiem już trzy minuty później podszedł do wykonania rzutu karnego, po tym jak w szesnastce Barcelony sfaulowany został Carrasco. Napastnik Atletico ponownie… uderzył źle. Marc-Andre Ter Stegen bez większego trudu obronił to uderzenie, co oznaczało, że Diego Costa w ciągu otwierającego kwadransa zaliczył niefortunny dublet.

Po chwili zrobiło się jeszcze ciekawiej, gdy sędzia spotkania nakazał… powtórkę rzutu karnego. Ocenił, że bramkarz Barcelony przedwcześnie opuścił linię bramkową. Co z jednej strony jest prawdą, a z drugiej – jednym z najmniej konsekwentnie egzekwowanych przepisów w futbolu. Bramkarze robią to notorycznie, a jedenastki – raz są powtarzane, innym razem nie.

Diego Costa nie zdecydował się na kolejną próbę rehabilitacji. Do powtórki rzutu karnego, co rzadkie, podszedł już inny zawodnik: Saul. I trafił. Było 1:1.

Po przerwie znów zaczął się kocioł. I kontrowersje. Arbiter kolejny raz wskazał na wapno po dość miękkim przewinieniu na Nelsonie Semedo. Leo Messiemu, podchodzącemu do futbolówki na 11. metrze, nie potrzeba było jednak powtórek, ani zachęty. Trafił pewnie i nonszalancko: w stylu Panenki, a jak wyliczyli statystycy: to jego 700. gol w dorosłej karierze!

Kibice Atletico mogliby dziś narzekać na poziom pracy sędziego, gdyby nie fakt, że kontrowersyjnymi decyzjami obdzielał jednych i drugich. Miał już na koncie dwie wątpliwości przy karnych, to na koniec dołożył też trzecią – na korzyść gości z Madrytu. Faulowany (rzekomo) Semedo, tym razem sam miał (jeszcze bardziej rzekomo) faulować w szesnastce. W powtórkach bardzo trudno się tego dopatrzeć, niemniej do piłki raz jeszcze podszedł Saul, przechytrzył Ter Stegena i na tablicy wyników było 2:2.

Quique Setien na konferencji prasowej oświadczył, że jest dość zadowolony z postawy zespołu (!) oraz że nie czuje, by jego pozycja w klubie była przedmiotem dyskusji. Podziwiamy optymizm. Odniósł się także do braku Antoine Griezmanna, który znalazł się poza składem Barcelony w trzecim meczu z kolei. Zdaniem trenera, Suarez i Messi muszą spędzać ze sobą jak najwięcej czasu na placu, a w dobrej dyspozycji był też… Riqui Puig. Co samo w sobie pokazuje, że z adaptacją Griezmanna w Katalonii coś poszło bardzo nie tak!

Wynik remisowy sprawia, że Barcelona nawet mając jeden mecz więcej od Realu, nie jest w stanie przeskoczyć go w tabeli La Liga. W czwartek Królewscy zagrają przed własną publicznością z Getafe i z wielkim prawdopodobieństwem odskoczą na cztery punkty. Do końca rozgrywek jeszcze pięć pełnych kolejek. Pięć finałów – jak mawia ostatnio Zinedine Zidane.

Bonus do 1500PLN na start
LV BET Zakłady Bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez Ministra Finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem