Tomasz Adamek wygrywa w wielkim stylu. Mimo 41 lat na karku, porażek z Hłazkowem, Szpilką i Moliną oraz niejednokrotnym rezygnowaniu z boksu i przechodzeniu na sportową emeryturę. Wygrywa pomimo wszystko. Tysiące osób pisało i mówiło, by dał sobie spokój i usiadł na tyłku. Teraz sam usadził ich wszystkich. Siedzą cicho. Nie mają wyjścia, bo ta walka i zwycięstwo wcisnęło w fotel i długo nie puściło.

Ustalmy jedno: „Góral” raczej nie pokona Anthony’ego Joshuy ani Deontaya Wildera, nie będzie też jutro – niczym Krzysztof Ibisz – coraz młodszy i szybszy. Nie urośnie też za bardzo, chociaż od momentu przejścia do wagi ciężkiej próbował, jak tylko mógł. Ktoś powie: to zwycięstwo nic mu nie da.

A jednak było chyba najbardziej spektakularnym polskim triumfem od tego Krzyśka Głowackiego nad Marco Huckiem. Jeśli wysyłamy Adamka na emeryturę, wyślijmy od razu wszystkich pięściarzy. Albo przejdźmy na nią sami.

Promowanie młodych jest modne, by nie powiedzieć: populistyczne. Kiedyś młodzi w niemal każdej dyscyplinie sportu rozwijali się, bo żeby coś znaczyć, musieli być od starszych lepsi. Często odbywało się to naturalnie: mieli więcej energii, byli szybsi, silniejsi, bardziej wytrzymali i szybciej się regenerowali. Kto wie, czy to miałoby miejsce, gdyby nie ciągłe wbieganie pod górkę?

Chciałeś iść na boisko – zwykle było zajęte przez starszych. To oni mieli pierwszeństwo niemal wszędzie. Wchodziłeś do nowego środowiska – drużyny, klubu, szkoły, wojska – musiałeś przejść falę. Często była przesadzona, często bezsensowna. Ale wzbudzała złość i przede wszystkim: motywowała do tego, by coś komuś udowodnić.

Teraz młodzi się nie hartują, bo trudno o taki stan rzeczy, kiedy rozkładany przed nimi jest czerwony dywan. W piłce nożnej robi się wymogi, by dwóch lub jeden piłkarz ze statusem młodzieżowca obowiązkowo przebywał na boisku. Już nastolatkowie zarabiają niebotyczne pieniądze, od których przewraca im się w głowach, tracą poczucie celu, nie widzą mety na drodze kariery. Myślą, że już ją osiągnęli.

Rodzice w iluzorycznej trosce o dzieci piszą kolejne zwolnienia z lekcji wychowania fizycznego, byle się dziecko nie spociło. Na treningi wozi się chłopaków samochodami, kupuje oryginalny i drogi sprzęt, a najchętniej ćwiczyłoby się za nich. Byle mieli jak najłatwiej. Problem w tym, że nie zawsze najłatwiej oznacza najlepiej. A na pewno to nie są jednoznaczne pojęcia w takiej dziedzinie, jak sport.

Fakt jest taki, że następców Tomasza Adamka nie widać. Pytanie, czy to jego wina?

Kiedy u schyłku kariery był Andrzej Gołota, to właśnie „Góral” przejął serca biało-czerwonych kibiców boksu. Kogoś takiego, nadającego się na następstwo Adamka, nie ma. Narodowa Gala Boksu na największym stadionie w Polsce będzie galą nie tylko wielkich oczekiwań, co wielkich przegranych. Artur Szpilka, Mariusz Wach, Izu Ugonoh, Marcin Najman – to nie są w ostatnim czasie symbole zwycięstwa.

Te zwycięstwa daje Tomasz Adamek. Nieważne, jaki ma numer PESEL czy jak wiele razy kończył z boksem – wciąż grzeje. Przyciąga na kolejne hale tłumy. Potrafi sprawić, że na walki z jego udziałem – choć nie są ani medialnie napompowane, ani nie mają drugiego dna, ani nie są skandaliczne, ani o mistrzowski pas – ludzie są w stanie wydać 40 złotych. I tego nie żałują, bo „Góral” daje im coś w zamian.

Teraz dał zwycięstwo z Abellem, który nie jest z pierwszej łapanki. Potrafi bardzo mocno uderzyć, potrafi się otrząsnąć bo otrzymaniu ciosu, nie ma wolnych rąk. Ich pojedynek nie wyglądał jak starcie czterdziestolatków, tylko jak wielkie, pięściarskie wydarzenie. To było show, jakiego dawno w naszym kraju nie widzieliśmy na bokserskich rindach.

I co najważniejsze: zwycięskie. Wysyłamy na emeryturę „starego Adamka”? To co w takim razie zrobić z młodszym i do niedawna mocno promowanym Krzysztofem Zimnochem, którym to Abell wytarł ring? Sport to nie tylko puchary, medale, osiągnięcia i pasy. To też historia, opakowanie, piękna opowieść. Kolejny jej rozdział został przez „Górala” zapisany, choć nie stukał palcami w klawiaturę tylko rywala w twarz. Czyta się to wyśmienicie i nie możemy się doczekać następnej części. „Psy szczekają, karawana jedzie dalej”. Oby jak najdalej.

Bonus do 1500PLN na start
LV BET Zakłady Bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez Ministra Finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem