Lv bet zakłady bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez ministra finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem.

Ruszyli! Rosja gromi, a Tomasz Lis się kompromituje

Wczoraj FIFA ogłosiła, że mistrzostwa świata w 2026 roku zostaną zorganizowane w trzech krajach, a weźmie w nich udział 48 drużyn. Chociaż Gianni Infantino setnie bawił się w towarzystwie saudyjskiego szejka oraz Władimira Putina, dostał prosto w twarz najlepszym argumentem przeciwko ciągłemu powiększaniu elitarnych dotąd rozgrywek, czyli spotkaniem gospodarza mundialu z Arabią Saudyjską.

Pierwsze minuty dawały duże nadzieje. Kupowanie miejsca na treningach w europejskich klubach dla dziewięciu piłkarzy z Arabii Saudyjskiej na pewno niektórym zawodnikom pomogło – przede wszystkim w szybkości podejmowania decyzji, gry na jeden kontakt i swobodnym wymienianiu piłki. Na tym jednak zestaw broni Saudyjczyków się skończył, a ponadto nabojów wystarczyło zaledwie na kwadrans.

Dośrodkowywał Gołowin, strzelił Gazinski i można było się rozejść. W Arabii Saudyjskiej nikt balonika nie pompował, a powietrze i tak z drużyny Pizziego w tym momencie uleciało.

Tlenu w płucach też ubyło, ale z zupełnie innego powodu. To była ulga. Kamień z rosyjskich serc, którego spadek w Moskwie słychać było tak w Kaliningradzie, jak i we Władywostoku. Stanisław Czerczesow, tak bardzo krytykowany, wyszydzany i poniżany przez rosyjskich kibiców przed mundialem, mógł triumfować.

Chociaż przez ponad rok testował w meczach towarzyskich ustawienie z trójką obrońców, na kluczowy dla reprezentacji Rosji mecz wyszedł klasycznie, z czwórką z tyłu. To była dobra decyzja, bo Sborna ze sparingów, a ta z inauguracji mundialu to dwie zupełnie inne drużyny. Choć w spotkaniu z Turcją kadrowicze drużyny Czerczesowa również starali się atakować wysokim pressingiem i grać na dużej intensywności – nie wystarczyło im sił. Teraz strzelali od początku do samego końca.

I to jak! Drugi gol dla Rosji, zdobyty przez wprowadzonego chwilę wcześniej Czeryszewa, w którym „wieczny talent” tudzież „rosyjski Paweł Brożek” jednym podcięciem piłki wypuścił w maliny dwóch obrońców Arabii Saudyjskiej, na pewno przejdzie do historii. Tak jak jego gol na 4:0, śmiało kandydujący do miana bramki turnieju. Rzut wolny Golowina też był niczego sobie, podobnie jak cały występ pomocnika.

Siedem miesięcy temu pisaliśmy, że futbolowi giganci w przypadku tego pomocnika nie mogą się mylić: „Golovin to polisa ubezpieczeniowa CSKA i moskiewski klub będzie na pewno przeciągał kwestię transferu, aż uzyska ofertę, która w spektakularny sposób uratuje znajdujące się w bardzo złej sytuacji finanse wojskowego klubu. Kiedy do tego dojdzie? Zapewne po Mistrzostwach Świata w Rosji, podczas których Golovin może zapracować na zdecydowanie wyższą ofertę dla klubu i swój potencjalny kontrakt”.

„Dlaczego akurat to w nim Rosjanie pokładają nadzieję? Mimo kariery nabierającej pędu z miesiąca na miesiąc, pozostał wciąż normalnym chłopakiem, którego nie trzymają się skandale, podczas gdy innych nadziei Sbornej, jak Kokorin czy Smolov – już tak. Ale o zachwytach względem junoszy, decydują jego walory boiskowe. Opisując jego zalety mówi się przede wszystkim o doskonałym wyszkoleniu technicznym i zmyśle do znajdowania wolnego miejsca na boisku zarówno dla siebie samego, jak i dla kierowanych przez siebie piłek do napastników. Dodać do tego skuteczność w odbiorze i umiejętność trzymania piłki blisko nogi w pełnym biegu i mamy obraz zawodnika niemal kompletnego. Jeśli będą omijały go kontuzje, to może być to zawodnik wokół którego usłyszymy jeszcze wiele pozytywnego szumu, a jego apogeum może przypaść na zbliżające się Mistrzostwa Świata. Golovin w swoim środowisku, w swoim kraju będzie miał idealne warunki, by podbić swoją wartość”.

Dziś potwierdził swoją klasę i ogromny potencjał. Gol, dwie asysty, asysta drugiego stopnia, 35 podań i 71% ich skuteczności pomimo odważnej gry, w dodatku pięć podań kluczowych, udany drybling, cztery wygrane pojedynki i pięć odbiorów. Zasłużony tytuł piłkarza meczu, który zwieńczył fantastycznym wykonaniem rzutu wolnego.

Adin, dwa, tri, czetyrie, piat… Arabia Saudyjska może pakować walizki i wracać do domu.

Następne mecze, z Egiptem i Urugwajem, na pewno nie są powodem do optymizmu w kraju szejków. Na pewno drużynie, która dość spokojnie przeszła przez eliminacje do mundialu, nie pomogły ostatnie zmiany trenerów. Awans wywalczył Beert van Marvijk, eliminacje kończył Edgardo Bauza, a na mundial ostatecznie poleciał Juan Pizzi. Mamy wrażenie, że pomimo nie najwyższego poziomu piłkarzy, roszady na stołku selekcjonerów miały znaczenie. Piłkarze Arabii Saudyjskiej popisywali się niezłą techniką i szybkością oraz utrzymywali się przy piłce, ale kompletnie nie mieli pomysłu na to, co z nią zrobić. Szejkowie nie będą zadowoleni…

https://twitter.com/FutbolBible/status/1007304966065803269

Jednak to nie oni skompromitowali się tego dnia najbardziej. Tytuł ten należy się Tomaszowi Lisowi, który swoimi poglądami politycznymi i oczywistą niechęcią do kierowanej przez Prawo i Sprawiedliwość Telewizji Polskiej postanowił się po raz kolejny podzielić. Problem w tym, że zrobił to trochę po omacku – uderzając w kogoś, kto ostatni na jakikolwiek cios zasłużył.

– Czy jakiś dobry człowiek może przekazać redaktorowi Laskowskiemu, żeby przestał się wydzierać? To jest absolutnie nie do wytrzymania – napisał Lis na Twitterze. Nie dość, że zarzucanie komentatorowi sportowemu wierne przekazywanie emocji to dość głupia uwaga, to przecież zawsze można przełączyć na zagraniczny kanał, puścić muzykę w tle meczu lub – najzwyczajniej w świecie – odbiornik telewizyjny wyciszyć, co zasugerowali mu twitterowicze.

– Straszny mecz. Na szczęście sytuacje ratuje redaktor Mute – dodał po zakończeniu spotkania. I poniekąd musimy przyznać mu rację. Bo jeśli mielibyśmy kogoś wyciszyć w trakcie mundialu, to właśnie redaktorów. Tyle tylko, że politycznych.