Ruletka w kasynie jak derby Trójmiasta. Żółto-niebieskie czy biało-zielone?

Mówią, że derby rządzą się swoimi prawami. I wiecie co? W tym przypadku naprawdę jak w mało którym możemy powiedzieć z czystym sumieniem, że w konfrontacji Lechii Gdańsk z Arką Gdynia wszystko jest możliwe. Lepsza forma na przestrzeni całego sezonu, dłuższa ławka rezerwowych czy atut własnego boiska - przed tą konfrontacją żaden z tych argumentów nie jest na tyle istotny, by mógł zdecydować o zwycięstwie.

Spójrzcie na to z tej strony. Arka ma za sobą udaną rundę zasadniczą. Zgoda, dziewiąte miejsce po 30 meczach to nie był szczyt marzeń ekipy prowadzonej przez Leszka Ojszyńskiego, ale podsumowując cały sezon, nie tylko rozgrywki Ekstraklasy, to nie ma na co narzekać – żółto-niebiescy zdobyli Superpuchar Polski, chwilę pograli w europejskich pucharach, za chwilę walczą z Koroną o drugi finał z rzędu i będą chcieli wystąpić na Narodowym, by obronić tytuł wywalczony przed rokiem. Arka nigdy nie była drużyną pięknie grającą w piłkę, ale na naszym krajowym podwórku pewne ograniczenia są wybaczane. Perfekcyjnie bite stałe fragmenty gry, dyscyplina taktyczna, agresja, poświecenie, bieganie, bieganie, bieganie – miło się to oglądało. I ta naprawdę nie najgorsza Arka przyjeżdża do Gdańska na mecz z Lechią, która jest w totalnej rozsypce. Nowy trener, odsunięty najlepszy piłkarz drużyny, zwolnieni pracownicy biura prasowego, zaległości płatnicze – dramat w czystej postaci.

I co? I Lechia do przerwy wygrywa z Arką 4:0.

I to są właśnie derby Trójmiasta. Od kiedy obie ekipy ponownie grają w tej samej klasie rozgrywkowej, obserwowaliśmy cztery trójmiejskie batalie. Raz był remis (1:1), trzykrotnie wygrywała Lechia (2:1, 1:0, 4:2). Czekając na każde z tych spotkań pamiętamy, że nigdy nie było stuprocentowego faworyta. Gdy przychodziło co do czego, to Lechia ten niby emocjonujący mecz na miękko wygrywała (wiemy – 1:0 i 2:1 nie wskazują, że to były łatwe spotkania).

Czy Lechia poradzi sobie z Arką bez Marco Paixao?

Kilka dni temu pisaliśmy o podejściu mentalnym sportowców przed największymi wyzwaniami. Zahaczyliśmy też o Arkę w kontekście właśnie przegranych przez nich derbów.

Każdy, kto śledzi Ekstraklasę obiektywnie oceni, że w ostatnich tygodniach to Arka byłą lepszą drużyną. Zawiodła więc strefa mentalna. Zespół Leszka Ojrzyńskiego spalił się z powodu oczekiwań, jakie wobec niego miało całe miasto? A może w jednej i drugiej głowie w kluczowym momencie zaświtała myśl „cholera, znowu przegramy”, bo o ile historyczny bilans spotkań Arki z Lechią oscyluje koło remisu, to w Ekstraklasie jest dla żółto-niebieskich fatalny? A może w pamięci wciąż mieli bramkę strzeloną przez Flavio Paixao w doliczonym czasie gry jesiennych derbów w Gdyni? Wówczas Arkowcy wyglądali na przemotywowanych, zamiast grać w piłkę wdali się w bijatykę. W rewanżu odwrotnie – grali tak, jakby najedli się valium. Widać było natomiast, że Lechia na boisko wychodzi jak po swoje, z diametralnie odmiennym nastawieniem. Podejście „zawsze z nimi wygrywamy, jak się przełamać, to właśnie teraz” widoczne było w poczynaniach gdańszczan. Nie umiejętności, nie taktyka, nie przygotowanie fizyczne były tutaj kluczem do zwycięstwa.

Trochę zazdrościmy największym klubom na świecie pojedynków derbowych. Nie mówimy tu tylko o El Clasico, gdy wszyscy mieszkańcy Madrytu i Barcelony historię tych spotkań znają na pamięć. Spójrzmy chociaż w stronę Anglii. Mamy spotkanie Manchesteru z Liverpoolem. W Polsce, w sytuacji, w której w ani jednej, ani drugiej drużynie nie gra żaden z Polaków (tak jak niegdyś np. Dudek) nikogo te mecze już nie grzeją. A tam? Święto narodowe. Kibice odliczają godziny do tych spotkań, piłkarze zdają sobie sprawę, że mecz przeciwko odwiecznemu rywalowi będzie czymś szczególnym. Reprezentanci Anglii po obu stronach barykady, wielkie gwiazdy, charyzmatyczni trenerzy, ogromne pieniądze. Kto wygra może aż do następnego spotkania wyśmiewać kumpla, który trzymał stronę przegranych. Podkreślają to bohaterowie spektaklu, którzy bardzo często są związani ze swoim ukochanym klubem od dawna. Jeszcze parę lat temu po stronie Manchesteru Rooney, Giggs i Scholes, a po drugiej Gerrard i Carragher. Mają swój klub we krwi, oddychają jego powietrzem, identyfikują się z nim. Wiedzą, że porażka boli szczególnie. Inaczej, niż poniesiona w spotkaniu z Newcastle czy nawet Arsenalem.

Po powrocie do Ekstraklasy, Arka u siebie zremisowała i przegrała z Lechią

U nas niestety tego nie ma. Mówimy „niestety”, bo derby to nie powinna być tylko wojenka Mietka z Zaspy z Heniem z Redłowa. To powinien być również psychologiczny pojedynek rozgrywany pomiędzy kapitanami obu zespołów. Bramkarzy, którzy pamiętają poprzednie spotkanie i super strzelców, z których jeden zaliczył dublet, a drugi nie trafił do pustaka z czwartego metra. Trenerów, którzy mają sobie coś do udowodnienia i masażystów, którzy spieli się w tunelu wychodząc na boisko. TO SĄ DERBY. Emocje generują się same na takie spotkania i nie trzeba napisać nic na Facebook’u ani nucić pod nosem obraźliwych przyśpiewek, by wiedzieć, że czeka nas coś wyjątkowego.

Czy tu tak będzie? Miejmy nadzieję, że na boisku, a nie pod stadionem. Derby Trójmiasta słyną z tego, że dużo się o nich mówi przed i dużo słucha na ich temat po w wiadomościach telewizyjnych. Oby czas poświęcony na ten mecz po jego zakończeniu miał miejsce tylko w serwisach sportowych.

13 kwietnia, 2018 rok | Arka Gdynia – Lechia Gdańsk

Zwycięstwo Arki: 2,5

Remis: 3,2

Zwycięstwo Lechii: 2,8

Bonus do 1500PLN na start
LV BET Zakłady Bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez Ministra Finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem