Rugby: Reforma Ekstraligi rugby czyli mieszanie łyżeczką gorzkiej herbaty

    W ubiegłym roku rozgrywki Ekstraligi rugby przeszły reorganizację. Reforma w zamyśle miała podnieść poziom rywalizacji oraz jej atrakcyjność. I mimo, że sezon 2017 jest dopiero na półmetku, już można stwierdzić, że miało być dobrze, a wyszło…jak zwykle…

    Zmiany wcale nie były kosmetyczne. Założenie było proste: dotychczas Ekstraliga grała systemem jesień-wiosna. Zawodnikom i działaczom klubowym nie podobała się długa, trwająca ponad kwartał przerwa zimowa w rozgrywkach. Ponadto, żeby spotkania były jak najbardziej atrakcyjne dla kibiców, ich maksymalna ilość miała zostać rozgrywana latem. Zimowy sen krajowego rugby byłby odpowiednim okresem na ruchy transferowe, roztrenowanie, odpoczynek, a następnie solidne naładowanie baterii przed kolejnym sezonem. W teorii wszystko fajnie…

    Tymczasem jest końcówka czerwca, a rozgrywki Ekstraligi już od ponad miesiąca stoją i nie ruszą aż do sierpnia. Łącznie 10 tygodni przerwy w środku sezonu. Totalny absurd!

    – Dotychczas wyglądało to tak – były finały Ekstraligi, kilka tygodni wolnego, nawet bez okresu roztrenowania, bo nie było nawet sensu tego robić i praktycznie z marszu przystępowaliśmy do kolejnych rozgrywek. Po reformie wszyscy spodziewali się, że te letnie tygodnie będą zagospodarowane, będziemy grać ciągiem. Tym czasem w te miesiące, kiedy pogoda jest najlepsza, a prawdopodobieństwo zapełnienia trybun kibicami największe, rozgrywki stoją – usłyszałem podczas luźnej rozmowy z kilkoma przedstawicielami trójmiejskiego środowiska rugby.

    Dlaczego tak się dzieje?

    – W czerwcu i lipcu grają „siódemki”, które każdy klub dotychczas traktował mniej poważnie, trochę po macoszemu. Aż do chwili, gdy zostały dyscypliną olimpijską i pojawiły się finansowe granty z ministerstwa. Polacy startują w cyklu Grand Prix , w europejskiej elicie. W kadrze znajdują się także zawodnicy „piętnastkowi”. Więc co? Więc przerywany Ekstraligę na 10 tygodni…

    Rozgrywki w obecnej formule straciły także część meczów mistrzowskich. Przykładowo w sezonie 2015/2016 wszystkie osiem zespołów najpierw grało systemem każdy z każdym, mecz i rewanż, a następnie tabelę dzielono w pół, na grupę mistrzowską i spadkową. Tam również grano trzy dwumecze, a następnie odbywały się spotkania o medale. Żeby sięgnąć po tytuł mistrza Polski trzeba było rozegrać 21 meczów. Oczko. Wydaje się, że to ilość optymalnie pasująca do możliwości krajowego rugby. PZRugby wykastrował jednak Ekstraligę z rywalizacji w grupach.

    – Chcemy robić postęp, chcemy podnosić poziom ligi, a tymczasem zmniejszamy liczbę meczów. Nie tędy droga. 15 spotkań w drodze po złoto to za mało!!! – można usłyszeć w środowisku.

    Przy obecnej liczbie kolejek do rozegrania ligę udałoby się skondensować i zmieścić w okres 4, góra 5 miesięcy. Tutaj można przytoczyć przykład Polskiej Ligi Futbolu Amerykańskiego, która w tym roku sezon zasadniczy skończyła w zaledwie trzy miesiące, natomiast uczestnicy finału mieli jeszcze dwa mecze w czerwcu. Te rozgrywki nie uzurpują sobie jednak prawa do miana całkowicie poważnych i…chyba dobrze na tym wychodzą. Rugby natomiast stara się dążyć do profesjonalizmu i bardzo dobrze. Używa ku temu jednak nie do końca właściwych środków.

    – Próbujemy łapać dwie sroki za ogon. Moim zdaniem większe kluby, które po prostu stać na zespoły piętnastkowe powinny skupić się na Ekstralidze. Mniejsze ośrodki natomiast niech koncentrują się na graniu w siódemki. Idźmy w tym samym kierunku co najlepsze nacje świata, w kierunku specjalizacji. Może na początku nie będzie to miało przełożenia na wyniki reprezentacji narodowej, szczególnie w odmianie olimpijskiej, ale z czasem zacznie przynosić efekty. Zresztą, powiedzmy sobie to szczerze – to są dwie odmienne dyscypliny sportu!

    Sam trener naszych dwóch najważniejszych drużyn narodowych, afrykaner Blikkes Groenewald powtarza, że zawodnik grający stale na jednej, optymalnej dla siebie pozycji z czasem staje się ekspertem. Jednocześnie doświadczony szkoleniowiec powołuje część zawodników zarówno do pierwszej, jak i do siódemkowej kadry Polski. Ot, taki mały brak konsekwencji, podyktowany koniecznością osiągnięcia wyniku „tu i teraz”…

    To jednak temat na inne rozważania. Wracając do reformy rozgrywek Ekstraligi – PZRugby zapomniał, że od samego mieszania łyżeczką herbata wcale nie stanie się słodsza. Za wszelkiego rodzaju zmianami reorganizacjami powinna iść merytoryczna, uzasadniona ich potrzeba. Robienie czegoś tylko dla samego faktu zmiany nie ma sensu. Rugby wciąż ma ogromny potencjał, żeby w naszym kraju się rozwinąć.

    Ta dyscyplina ma wszystko, by skraść serca także polskich kibiców – w końcu to jedna z najbardziej popularnych gier drużynowych na świecie. Jednak jeśli ktoś będzie chciał się o tym przekonać przy okazji wakacyjnego urlopu nad morzem, wybierając się na mecz jednej z trójmiejskich drużyn, rozczaruje się strasznie. Uprzednio pukając się wymownie w czoło spoglądając na terminarz rozgrywek Ekstraligi…

    Michał Faran

    Komentarze