Rugby: Ogniwo Sopot pokonuje Budowlanych Łódź na wyjeździe!

Dobra, szybkie pytanie. Co robiliście 14 lat temu? Podpowiemy wam – to był 2003 rok. My pewnie szykowaliśmy się lekkoatletyczne mistrzostwa świata w Paryżu lub podziwialiśmy Ronaldo, który błyszczał w barwach Realu Madryt. Rugbiści Ogniwa Sopot wygrywali wtedy z Budowlanymi Łódź na ich boisku. Co w tym takiego? To, że wczoraj zrobili to znowu. Wygrali w Łódzi z aktualnymi mistrzami Polski po raz pierwszy od 14 lat.

Jeszcze niedawno Karol Czyż, czyli trener sopocian mówił w jednym z wywiadów, że jego drużyna czuła kompleks względem drużyny z Łodzi. W poprzednim sezonie, przed spotkaniem z Budowlanymi, opiekun Ogniwa wchodząc do szatni napisał na tablicy liczbę dni, która minęła od ostatniego wygranego spotkania z tym rywalem. Wtedy rugbiści znad morza zwyciężyli, choć warte podkreślenia jest to, że mecz odbywał się w Sopocie. Pozostało już tylko zwycięstwo na terenie wroga.

Okazja ku temu była już w listopadzie, gdy obie ekipy spotkały się w finale Pucharu Polski. Tam niespodzianek nie było, choć Ogniwo przed pierwszym gwizdkiem miało nadzieję, że jest w stanie sprawić niespodziankę. Mimo że spotkanie było momentami bardzo wyrównane, to Puchar został w Łodzi. W ciągu zaledwie kilku miesięcy gablota Budowlanych została zasilona przez drugie trofeum.

Mało kto pamięta, ale jeszcze rok temu Ogniwo marzyło o tym, by w ogóle znaleźć się w najlepszej czwórce na koniec sezonu. Gdy Piotr Zeszutek, czyli kapitan sopocian, przebłąkiwał coś o medalu mistrzostw Polski to pół społeczności rugby w naszym kraju kiwało głową z niedowierzaniem. Poprzednim razem na pudle bowiem Ogniwo uplasowało się… w 2003 roku, czyli właśnie te 14 lat temu.

“Celem na ten sezon było wejście do najlepszej czwórki. Wiadomo jednak, że nie chcemy zająć miejsca tuż za podium, tylko zdobyć medal. Jesienią wyglądało to naprawdę bardzo obiecująco. Potem pojawiły się kontuzje, ktoś wyjechał, nie mógł być na meczu i nie wyglądało to tak, jakbyśmy sobie tego życzyli. Niektórzy trenują więcej, inni mniej, ale do nikogo nie możemy mieć pretensji. Wiesz przecież o czym mówię. Do meczu z Lechią nie przystąpiliśmy w pełni formy i efektem tego była nasza porażka. Pojawił się strach przed Lechią, bo wiedzieliśmy, że pewnego swojego pułapu nie jesteśmy w stanie przeskoczyć” – to wypowiedź Zeszutka z połowy maja, gdy Ogniwo o wielkich sukcesach tylko marzyło. Od tamtego czasu nie minął nawet rok, a drużyna z Sopotu ma za sobą już brąz mistrzostw Polski i przegrany finał Pucharu Polski. Tragedii nie ma.

O opinie na temat tego, co wydarzyło się wczoraj w Łodzi, postanowiliśmy zapytać Michała Farana, czyli trójmiejskiego dziennikarza, przez wiele lat zajmującego się rugby:

“Moim zdaniem Ogniwo idzie w tym sezonie na mistrza. Naprawdę, mówię to w pełni ponosząc odpowiedzialność za swoje słowa. Mamy do czynienia ze zmianą układu sił w Ekstralidze. Już nie Arka i Lechia, a Ogniwo i Pogoń. Teoretycznie oczywiście Budowlani są faworytem do zwycięstwa w całym sezonie, ale Ogniwo robi cały czas progres. Najpierw awans, potem wygrane jedne derby, drugie, pokonanie Budowlanych u siebie, medal mistrzostw Polski, finał PP i teraz zwycięstwo w Łodzi. Myślę, że nadszedł czas Ogniwa.”

Odchodząc od rugby i szukając analogii zupełnie w innej dyscyplinie sportu. Doskonale pamiętamy sytuację w pierwszej dekadzie XX wieku, gdy siatkarze reprezentacji Polski przez 9 lat nie mogli wygrać spotkania z reprezentacją Brazylii. Nie szło nam absolutnie nic, a Canarinhos lali nas za każdym razem. Gdy już udało się jednak wygrać, raz pokonać najbardziej utytulowaną drużynę siatkarską na świecie, to kolejne zwycięstwa przyszły lawinowo. W 2014 roku, kiedy to zdobyliśmy mistrzostwo świata, Brazylijczyków udało nam się pokonać dwukrotnie podczas jednej imprezy. Pewna bariera w głowie została przełamana i dalej poszło już jak z płatka. Dziś żadne ze spotkań pomiędzy tymi ekipami nie ma już murowanego faworyta do zwycięstwa.

Zastanawiamy się, czy Ogniwo przypadkiem nie wygrało wczoraj czegoś więcej niż tylko kolejnego meczu ligowego. Bo umówmy się – nie chodzi tu o kolejne oczka w ligowej tabeli. Jeżeli problem u chłopaków Czyża tkwił do piątku w głowach, to teraz już go nie ma. Pytanie, czy w Zeszutek i spółka w kolejnych spotkaniach będą umieli zrobić z tego użytek. Czy do kolejnego tego typu tekstu będziemy musieli usiąść dopiero w 2031 roku.

Komentarze