Rugby: Ferie z Jajem, czyli jak spędzić ferie zimowe!

Trochę nas już znacie – dobrze wiecie, że nie tylko interesuje nas to, co dzieje się u najlepszych sportowców na świecie. Okej – lubimy patrzeć na dryblingi Messiego, kolejne zwycięstwa Asi Jędrzejczyk, dalekie skoki Kamila Stocha i kolejne rekordy świata Usaina Bolta. Czasami jednak zerkamy w kierunku dyscyplin mniej popularnych w naszym kraju. Poświęcamy swój cenny czas pasjonatom i ludziom, którzy z uśmiechem na ustach oddają się swoim zajawkom. Osobom, które nie patrzą każdego dnia na stan konta bankowego, a po prostu żyją chwilą i przez sport wyrażają samych siebie.

Lubimy biegi górskie i wyścigi psich zaprzęgów. Może niecodziennie śledzimy portale, które piszą o wędkarstwie rzutowym, ale gdy dzieje się coś ciekawego lub któryś z Polaków odnosi spektakluarne sukcesy, to nie mamy problemu, żeby zadzwonić, porozmawiać i napisać o tym artykuł. Przez ostatnie dwa tygodnie co jakiś czas wypatrywaliśmy młodych rugbystów z Trójmiasta, którzy ferie zimowe postanowili spędzić w towarzystwie…jaja. O co chodzi?

Chodzi o to, że w Sopocie dzieciaki w przedziale wiekowym od sześciu do trzynastu lat grały w rugby. W czasach, gdy większość młodych ludzi wolny czas spędza przed telewizorem lub monitorem komputera, grupa pasjonatów postanowiła zorganizować czas wolny na poznaniu dyscypliny, która w wielu krajach świata jest sportem narodowym.

Organizacją całego przedsięwzięcia zajęło się dwóch pasjonatów i czynnych rugbystów, którzy na co dzień występują w reprezentacji Polski. Mowa o Wojtku Piotrowiczu i Piotrze Zeszutku, dla których rugby to sposób na życie. Panowie wpadli na pomysł, by zaaranżować wolny czas dzieciakom i pozwolić im poczuć ducha rywalizacji sportowej. Wszystko – co oczywiste – w towarzystwie dobrej zabawy i poczuciu humoru.

“Nasi uczestnicy nie mieli  czasu, aby narzekać na nudę. Każdą wolną chwilę wykorzystywaliśmy maksymalnie, aby zapewnić jak najwięcej atrakcji.  Dziennie spędzaliśmy 2-3 godziny na ćwiczenia i gry z piłką do rugby, a dodatkowo byliśmy na sopockim lodowisku, w Aqua Parku i zajęciach zarządzania projektami. Każdy turnus  spędził po 4 godziny na sportowych lekcjach z języka angielskiego, a w wolnych chwilach, w ramach sjesty poobiedniej, oglądaliśmy filmy związane z rugby.” – to kilka słów od Wojtka, który w rozmowie z nami powtarzał, jak wielką wagę w rugby ma samodyscyplina oraz praca nad samym sobą.

Czy w zajęciach brały udział tylko osoby, które trenują rugby? Nic z tych rzeczy. Część dzieciaków po raz pierwszy w życiu miała styczność z jajowatą piłką. Łącznie podczas treningów zameldowało się aż 33 młodych sportowców, którzy na zajęcia przychodzili w dwóch tygodniowych turnusach. Do rugbowych adeptów z Sopotu dołączyli również ich koledzy z Gdańska i Rumii, którzy pilnie trenowali pod okiem trenerów.

“Bardzo cieszy fakt, że „Ferie z Jajem” przyciągnęły dzieci spoza naszego środowiska, co jest dla nas dużą promocją i wierzymy, że następnym razem będzie ich jeszcze więcej. To na czym nam zależy to nie tylko zaszczepienie tak zwanego bakcyla do rugby, ale przede wszystkim promujemy wartości jakie niesie za sobą ten sport. Staramy się uczyć, często podświadomej współpracy w grupie, podejmowania decyzji, a także ryzyka, za każdym razem upowszechniając takie cechy jak szacunek, czy jedność.” – to z kolei wypowiedź Piotrka, czyli kapitana seniorskiej drużyny Ogniwa Sopot.

Stary rugbowy zwyczaj, czyli tak zwana “trzecia połowa” miał również miejsce podczas zajęć najmłodszych. Co prawda rugbyści zamiast piwa raczyli się Kubusiem i zimową herbatą, ale kiebłaski z grilla już nie zabrakło. Udział w oficjalnym zakończeniu ferii wzięli również rodzice dzieciaków, którzy tłumnie zjawili się na sopockim boisku.

A my tak sobie myślimy, że aktywne spędzanie czasu przez najmłodszych, to bardzo dobry pomysł. Kto wie, być może wśród tych dzieciaków był rugbysta, który w przyszłości będzie reprezentował nasz kraj na arenie międzynarodowej?

My jesteśmy na tak! Może inaczej – trzy razy na tak!

 

Komentarze