Równi i równiejsi, czyli piłkarskie jaja w Hiszpanii

„Równi i równiejsi” – znacie to, prawda? No właśnie, często wkurzamy się, że będąc w takim samym położeniu jak ktoś inny, to on jest postrzegany lepiej. Mamy takie same kwalifikacje, podobne doświadczenie i władamy trzema językami obcymi na poziomie C2, ale to ktoś siedzący obok nie wiedzieć czemu zostaje zatrudniony na wymarzonym stanowisku, a my czekamy na telefon, który nigdy nie zadzwoni.

Dziś nie o sprawiedliwości i zasadach obowiązujących podczas rekrutacji o pracę, a o piłce. Tak, o piłce i to w wykonaniu hiszpańskim.

Sobota, Madryt, Santiago Bernabeu. 89. minuta meczu pomiędzy Realem Madryt a Levante. Marcelo kopie delikatnie Jeffersona Lermę, za co otrzymuje czerwoną kartkę i wylatuje z boiska. Co ważne – nie liczy się siła uderzenia, a samo uderzenie – kopać rywala bez piłki po gwizdku po prostu nie można.

Artykuł 123. Kodeksu Dyscyplinarnego stanowiącym o rozstrzyganiu „brutalnych zagrań” mówi jasno: Marcelo nie narażał na kontuzję swojego rywala, a według regulaminu za takie przewinienie grozi kara od 1 do 3 meczów przerwy lub jednego miesiąca.

Brano również pod uwagę 114. artykuł, który informuje, że gdy piłkarz atakuje swojego przeciwnika, a piłka jest „poza zasięgiem zagrania”, to wtedy obowiązuje kara minimum dwóch meczów kary.

I – zgodnie z przewidywaniami – Marcelo otrzymał we wtorek karę dwóch meczów przerwy. Mądre głowy z Komitetu Rozgrywek przy Hiszpańskiej Federacji Piłkarskiej zasiadły do wspólnego stołu i orzekły, że lepiej będzie, gdy Marcelo najbliższe dwa mecze spędzi przed telewizorem.

Decyzja racjonalna? Wydaje się, że tak.

I dzień później Hiszpański Komitet Apelacyjny stwierdził po protestach, które złożył Real, że jednak kara ja zbyt surowa, ale biedny żuczek Marcelo zupełnie nie chciał kopnąć rywala (chciał), zrobił to przypadkiem (zrobił to celowo) i sędzia pośpieszył się z decyzją, którą można było dwojako rozpatrywać (można było ją rozpatrywać tylko tak, jak rozpatrzył to Hernández Hernández).

Powtórki z tego zagrania pokazują jednak, że Marcelo nie zrobił nic swojemu rywalowi i nie wyrządził mu żadnej krzywdy, mimo że ten zwijał się z bólu ładnych kilka minut. To nie uszczerbek na zdrowiu Jeffersona Lermy jest tu najważniejszy – karany jest tylko i wyłącznie zamysł, czyli próba wyrządzenia krzywdy.

Jeżeli Komitet Rozgrywek przy Hiszpańskiej Federacji Piłkarskiej podjąłby decyzje, że Marcelo zasługuje na tylko mecz przerwy – okej, nie ma problemu – mieści się w widełkach między 1 a 3. Ale gdy decyzja jest zmieniana, to odnosimy wrażenie, że burdel panuje w tej hiszpańskiej piłce. Jedni mówią to, drudzy siamto, a wszystko jest dogadywane w ten sposób, że ci lepsi mają zawsze lekko z górki. Niby zachowanie ukarane, niby klub ucierpi, a zawodnik dostanie nauczkę, ale i tak wszyscy w korytarzach klubowych Santiago Bernabeu klepią się po plecach manifestując szczerym uśmiechem od ucha do ucha kolejną dobrze wykonaną robotę.

Wszystkie mecze ligi hiszpańskiej, w tym spotkanie Realu Madryt można obstawić na oficjalnej stronie LV Bet. Pełna oferta na najbliższą kolejkę znajduje się TUTAJ.

 

 

Komentarze