Romeo i Legia

„Karuzela, karuzela, świat się kręci i umiera, słońce świeci, słońce gaśnie, będzie ciemniej albo jaśniej” śpiewał kiedyś lider zespołu T.Love, Muniek Staszczyk. Nie wiemy, czy miał na myśli karuzelę trenerską w Ekstraklasie, ale słowa piosenki jak ulał pasują do aktualnej sytuacji w zespole mistrza Polski, Legii Warszawa.

Jako pierwszy z ekstraklasowej karuzeli trenerskiej w sezonie 2017/2018 wypadł Jacek Magiera. Co ciekawe, drużynę, którą doprowadził do mistrzostwa kraju przed kilkoma miesiącami, zostawił na dość wysokim, piątym miejscu w tabeli, z niewielką, dającą się odrobić podczas zaledwie jednej ligowej kolejki, stratą dwóch oczek do lidera. Aha – „Magic” do spółki ze swoimi kopaczami w międzyczasie odpadł z eliminacji zarówno Ligi Mistrzów jak i Ligi Europejskiej. Dariusz Mioduski przez długie tygodnie popierał w wywiadach szkoleniowca, były mowy o nowym kontrakcie i strukturze budowanej na długie lata. Magiera miał być polskim Alexem Fergusonem, ale po porażce ze Śląskiem „coś pękło” we właścicielu klubu. Wywalił trenera i w zasadzie cały pion sportowy Legii, z Michałem Żewłakowem na czele, z roboty. Byli, nie ma. Po kilku godzinach poznaliśmy następców.

Nowym trenerem został Romeo Jozak. Przeciętnemu kibicowi piłkarskiemu nazwisko to nic kompletnie nie mówi, temu trochę bardziej wtajemniczonemu zresztą też nie. Jednak wystarczy chwilka spędzona z internetem, a okazuje się, że Jozak to prawdziwy…. kozak!! Przy czym należy zaznaczyć – kozak od futbolu młodzieżowego.

Każdy, kto chociaż trochę interesuje się piłką wie, że Chorwacja jest kopalnią piłkarskich diamentów, a Dinamo Zagrzeb – zakładem jubilerskim, który przerabia je na brylanty. Rok rocznie wypuszcza na rynek europejski klejnoty najwyższej wagi, za które klub przytula konkretne, liczone w milionach euro pieniądze. Za największymi sukcesami tego zakładu, zwanego Nogometna skola Dinamo, stoi właśnie nowy trener Legii Warszawa. W stolicy Chorwacji, bez ogromnych nakładów finansowych stworzono piłkarską akademię, który szkoli na najwyższym europejskim poziomie. Romeo Jozak, jako dyrektor sportowy, zarządzał tym intratnym, przynoszącym ogromne zyski futbolowym biznesem i w tej roli kuszony był przez czołowe kluby Starego Kontynentu, z Arsenalem na czele. Chorwat, który nigdy wcześniej nie prowadził samodzielnie ligowej drużyny seniorów, w wieku 44 lat stwierdził jednak, że ma ambicje, żeby zostać szkoleniowcem w dorosłej piłce. Taką szansę dał mu Dariusz Mioduski.

 

Ciekawi nas, jak wyglądać będzie piłkarski związek Romeo i Legii. Jozak sprawia wrażenie człowieka pewnego siebie, inteligentnego (co tylko potwierdza posiadany przez niego doktorat) i lubiącego porządek faceta z zasadami. Interesujące, jak poradzi sobie ze zblazowanymi, starzejącymi się i przekonanymi o własnej wielkości „gwiazdami” stołecznej drużyny. Czy będzie potrafił powiedzieć Michałowi Kucharczykowi prosto w oczy, że ten był fatalny (a jest dość często, nie oszukujmy się) , a „Kuchy” bez słowa przełknie zniewagę? Czy zdoła go przekonać, że piłkarz wcale nie ma tak źle, że musi grać w weekendy? Czy wytłumaczy Maciejowi Dąbrowskiemu subtelną różnicę między remisem 0:0 i zwycięstwem 3:0 oraz związaną z tym różnicę w podejściu do tematu przez przedstawicieli mediów? Czy sprawi, że Hildoberto przestanie być „Grubą Bertą”, Guillherme na chwilę przestanie myśleć o zagranicznym transferze, a Pazdan zacznie grać jak na Pazdana przystało? Trzeba przyznać, że z okna gabinetu dyrektorskiego Romeo skoczył na bardzo głęboką wodę, pełną rekinów, piranii i wirów wodnych. A cel stawiany przed nim może być tylko jeden – mistrzostwo Polski. Tytuł albo śmierć.

Jak skończy się ta historia? Przypominamy jedynie, że ta dotycząca Romeo i Julii wcale nie miała happy-endu. Trucizna, samobójstwo… Jak będzie z Romeo i Legią?

Michał Faran

 

 

Interesujesz się Ekstraklasą? Oferta LV BET dotycząca tych rozgrywek dostępna jest TUTAJ!

Komentarze