Robinho wróci do Ligi Mistrzów? Pomoże byłym kolegom z Manchesteru

Od wyjazdu Robinho do chińskiego Guangzhou Evergrande, słuch o nim zaginął. 99-krotny reprezentant Brazylii przewijał się przez tamtejszą ekstraklasę, by szybko wrócić w rodzinne rejony. Od tego roku gra w Turcji, a za pół roku może wrócić do Ligi Mistrzów. Bo mimo niemal 35 wiosen na karku, wciąż nie zapomniał jak się gra w piłkę.

Dobrze znamy podejście Brazylijczyków do życia i obowiązków. Gdyby nie to czy to Ronaldinho, czy Adriano, czy Robinho w świecie piłki mogliby osiągnąć jeszcze więcej niż im się udało. Swoje CV może na stare lata podbudować jeszcze ten ostatni, bo przez pół roku będzie miał szansę bić się o Ligę Mistrzów.

Były piłkarz Realu Madryt, Milanu czy Manchesteru City, po wyjeździe z chińskiej ligi trafił do Atletico Mineiro. W Brazylii gościł przez dwa lata, skąd w styczniu tego roku kupił go Sivasspor. W Turcji udowadnia, że nie zapomniał jak się strzela i w połowie sezonu ma na koncie osiem trafień.

To trzeci najlepszy wynik w lidze – lepsi od niego są jedynie Mbaye Diagne (20 goli) i Hugo Rodallega (9 goli). Robinho kolejnych bramek w barwach byłego klubu Kamila Grosickiego już nie zdobędzie, bo zamieni go na lidera Super Ligi, Istanbul Basaksehir.

O aklimatyzację nie musi się martwić, bo w stolicy Turcji spotka kilku starych, dobrych znajomych!

Patrząc na kadrę tego zespołu trudno się dziwić, że biją się o mistrzostwo kraju i wejście do Ligi Mistrzów. W napadzie cały czas straszy Emmanuel Adebayor, na skrzydle spotkać można Ardę Turana, obroną zarządza Gael Clichy. A nazwiska Gokhana Inlera, Juniora Caicary czy Milosa Jojicia też kojarzy spora część fanów zachodniego futbolu.

Nie brakuje też polskich akcentów. Rywalizację w napadzie tworzy Stefano Napoleoni, który przed laty grał w barwach łódzkiego Widzewa. W Ekstraklasie zdobył jedenaście bramek i dorzucił do tego dwie asysty. Później z lepszym lub gorszym skutkiem próbował podbić Grecję.

Choć przed Basaksehirem trudne zadanie, to z takimi wzmocnieniami o utrzymanie sześciopunktowej przewagi po siedemnastej kolejce powinno być dużo łatwiej. Co prawda, średnia wieku napastników jest bardzo wysoka, ale i wyjątkowo doświadczona.

A nie ukrywamy – chętnie obejrzelibyśmy spotkania Robinho czy Adebayora w Lidze Mistrzów. Niejednemu kibicowi futbolu na pewno przypomniałyby się stare czasy, gdy mogliśmy ich podziwiać w strojach Królewskich czy Kanonierów. Po tylu latach zobaczyć ich z powrotem, gdy przed meczem wysłuchują „kaszanki”, to byłoby bezcenne!