Rewanż JJ? Czy to ma sens?

Przeczuwam, że będzie rewanż. Jeśli nie, to nie będę płakać. Jestem prawdziwą wojowniczką i znajdę drogę, która drugi raz zaprowadzi mnie na szczyt – powiedziała Joanna Jędrzejczyk w rozmowie z Przemysławem Osiakiem kilka dni po przegranej walce w UFC. Czy rewanż od razu miałby sens?

Szkoły są dwie. Nie będzie tu zaskoczeniem, że jedna jest za natychmiastowym zorganizowaniem rewanżu, a druga odradza, by ponownie naprzeciwko tego samego przeciwnika stawać w klatce czy ringu. Sporty walki rządzą się swoimi prawami, a wola zawodników rzadko kiedy ma decydujący wpływ na to, co dzieje się faktycznie po pierwszym pojedynku.

– Porażka nie jest przyjemnym doświadczeniem. Byłam świadoma tego, że prędzej czy później ona może nastąpić. Cieszę się, że dobę po tym wydarzeniu czuję się silna. Oczywiście, były łzy i rozgoryczenie, ale zamykam ten etap i idę dalej. Wierzę w kolejny sukces, a odzyskanie pasa UFC w 2018 roku będzie smakowało lepiej niż pięć udanych obron mistrzowskiego tytułu – kontynuuje JJ.

Te słowa, o ile to oczywiście prawda, to znak, że psychika Jędrzejczyk nie ucierpiała po przegranym pojedynku. Ból zostaje, ale głowa pracuje jak należy i nie ma takiego zachowania, jak choćby o Rondy Rousey, która po raz pierwszy przegrywając w UFC miała myśli samobójcze i do oktagonu wróciła po ponad 400 dniach przegrywając już w pierwszej rundzie. Polka, która z pewnością będzie chciała odpocząć fizycznie po tym pojedynku, mentalnie będzie gotowa na kolejną walkę w pierwszym możliwym terminie, czyli pewnie wiosną 2018 roku.

Jędrzejczyk chce rewanżu z Rose

Nie będziemy wybiegać daleko w przeszłość, skupimy się na tym, co działo się w ostatnim czasie w boksie i MMA – weźmiemy na tapetę po dwa przykłady. Mówimy oczywiście o sytuacji, gdy po pierwszym pojedynku obie strony były mocno zainteresowane zorganizowaniem starcia rewanżowego. Jak wiadomo – rewanże dobrze się sprzedają i zawsze budzą olbrzymie zainteresowanie.

Norman Parke – Mateusz Gamrot

Temat najbardziej świeży, wzięty z krajowego podwórka. Tu o drugim pojedynku zdecydowało dużo “złej krwi”, czyli napinki, która towarzyszyła obu zawodnikom przed pierwszym pojedynkiem i tuż po nim. Mateusz Gamrot, czyli mistrz KSW w kategorii do 70 kilogramów zwyciężył na Stadionie Narodowym, a Irlandczyk wyszedł z założenia, że został oszukany. Kolejna gala odbywała się w Dublinie, więc była to znakomita okazja do tego, by właśnie jego dopisać do karty walk. Ich pojedynek budził spore zainteresowanie, wiele było kontrowersji, przepychanek i wyzwisk. To się dobrze sprzedawało, ale sytuacja była nieco inna niż w przypadku Jędrzejczyk. Pas został u mistrza i wynik, mimo że kontrowersyjny, był akceptowalny przez wszystkich. W skrócie: rewanż mógł być, ale nie musiał.

Efekt? Do drugiej walki doszło, ale wynik został nieuznany, gdyż lekarz zabronił kontynuowania walki przez Parke. Powód? Gamrot faulował Irlandczyka wkładając mu palce w oczy. Po pojedynku było jeszcze więcej kontrowersji, niż przed nim.

 

 

Paweł Biszczak – Wojciech Wierzbicki

Podczas FEN 15 po znakomitym pojedynku panujący mistrz, Wierzbicki, stracił pas na rzecz Biszczaka. Werdykt sędziów mógł pójść tak naprawdę w dwie strony, a zwycięzca może nie był słabszym zawodnikiem, ale pytanie, czy aby na pewno aż tyle lepszym, żeby zdobyć pas. Nieważne. Biszczak bardzo dumny czekał na pierwszą obronę, a Wierzbicki cały czas przebąkiwał o rewanżu. Podczas FEN 19 do tego starcia miało dojść i ich pojedynek był główną atrakcją wrocławskiej gali. Problem w tym, że w ostatnim momencie Wierzbicki doznał kontuzji i wypadł z walki. Biszczak tytułu obronił, po czym rozstał się z federacją i zwakował pas. Do rewanżu zatem nie dojdzie, mimo że obie strony były na to gotowe.

Efekt? Wierzbicki dostanie pewnie szansę na odzyskanie pasa, jednak jego przeciwnikiem na tej drodze będzie inny zawodnik.

Riddick Bowe – Andrzej Gołota

Tu pogrzebiemy w historii. Najsłynniejsze starcie w historii polskiego sportu i jedno z najgłośniejszych wydarzeń w historii amerykańskiego boksu. Może lekko przesadzamy, ale nie było osoby w USA interesującej się boksem, która nie wspominałaby tego, co w ringu zrobili Bowe i Gołota.

W pierwszym pojedynku obu panów, w lipcu 1996 roku, Gołota, który prowadził na punkty, został zdyskwalifikowany przez uderzenia poniżej pasa. Co warte podkreślenia – prowadził na punkty i pewnie pojedynek by wygrał, gdyby nie decyzja sędziów o przerwaniu starcia. Dużo mówiono o tej ringowej wojnie, więc bardzo szybko postanowiono skonfrontować pięściarzy raz jeszcze – pięć miesięcy później. W Atlantic City hala wypełniła się do ostatniego krzesełka.

Gołota znowu prowadził i… znowu został zdyskwalifikowany za uderzenia poniżej pasa. Popyt na rewanż był tak ogromny, że nie wyobrażano sobie nie doprowadzenie do tego pojedynku. Co ważne – w stawce nie było żadnego pasa. Po prostu – walka o prestiż i chwałę.

Co było potem? Ludzie domagali się trzeciego starcia. Gołota pokazał się z tak dobrej strony, że dziesięć miesięcy później, mimo dwóch porażek na koncie z rzędu, dostał szansę w walce o pas z Lennoxem Lewisem.

 

Władimir Kliczko – Anthony Joshua

Po pierwszej walce, przez wiele osób nazywaną walką dekady w wadze ciężkiej, Joshua wygrał z Kliczko i od razu pomyślano o rewanżu. Stary mistrz, mimo porażki, zaprezentował się dobrze i bardzo długo wskazywało, że wygra na punkty. Gdy zaproponowano drugie starcie, zdanie należało do Ukraińca. Ten bardzo długo zwlekał z podjęciem decyzji, ale postanowił zakończyć karierę. Sportowo byłby w stanie pewnie podjąć wyzwanie, ale uznał, że jego wiek oraz zdrowie są ważniejsze i nie chce ponownie wychodzić do ringu. Kliczko miał do stracenia swoje dobre imię, bo mając trzy porażki z rzędu w karierze na samym jej końcu, nie byłby zaliczany do ścisłej czołówki najlepszych pięściarzy w historii szermierki na pięści.

Czy to była dobra decyzja? Wydaje się, że tak, choć decyzja o zakończeniu kariery była niemałym zaskoczeniem. Kibice domagali się bowiem ponownej konfrontacji, która wygenerowałaby ogromne zainteresowanie.

Mamy zatem cztery sytuacje, w których po pierwszym pojedynku mówiono o rewanżu.

Parke – Gamrot – rewanż był, ale nie przyniósł efektu. Trylogia? Być może.

Biszczak – Wierzbicki – zmiana warty, nowy mistrz, stary chciał rewanżu. Wiemy już, że na razie do niego nie dojdzie.

Gołota – Bowe – do rewanżu doszło, ale nic to nie dało. W stawce nie było żadnego tytułu, a mimo wszystko druga walka budziła ogromne zainteresowanie.

Kliczko – Joshua – do walki drugiej nie dojdzie, bo Kliczko skończył karierę. Ukrainiec wybrał inną drogę w swoim dalszym życiu.

Z tych wszystkich sytuacji, które wam przedstawiliśmy, najbardziej zbliżona do tej z udziałem Jędrzejczyk, jest… ta z Kliczką. Nie mówimy oczywiście, że JJ powinna zakończyć karierę, ale wydaje się, że nie ma co się spieszyć z natychmiastowym rewanżem. Cel Polki jest jasny – wrócić na szczyt. Pytanie, czy Jędrzejczyk będzie od razu chciała wskoczyć na głęboką wodę, czy może stoczyć pojedynek na przetarcie, który zbuduje jej pewność siebie i pomoże pas odzyskać. Jak widać – nie zawsze rewanże były potrzebne do tego, by zdobywać najwyższe cele.

Typuj wyniki
na
LV BET zakłady bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez ministra finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem.

Komentarze