Lv bet zakłady bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez ministra finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem.

Reprezentant Polski pijany rozmawia z radiem? I fajnie, dajcie mu spokój!

To była historyczna audycja. Nie dla WeszłoFM, nie dla polskiego dziennikarstwa sportowego, nie dla polskiej piłki. Dla radia, w ogóle. Ten, kto słuchał, potwierdzi – lepszej prawdopodobnie nie przeżył, chociaż żyje z odbiornikiem radiowym na co dzień od zawsze. Zaczęło się niewinnie, od śmiechów i telefonów do Czesława Michniewicza czy Macieja Bartoszka. Skończyło skandalem.

Tło: prowadzący audycję w radiu Weszło FM świetnie się bawią, rozmawiając ze słuchaczami w audycji a’la Hyde Park, gdzie każdy może zadzwonić pod wskazany numer i podzielić się swoimi spostrzeżeniami sportowymi bądź pozdrowić znajomych na antenie. Sytuacja robiła się coraz śmieszniejsza, począwszy od rankingu najprzystojniejszych polskich trenerów i telefonów od kibicek, a zakończyła się na telefonie do reprezentanta Polski.

Jedynego zdrowego lub będącego w formie skrzydłowego w kadrze Adama Nawałki, który na dodatek kilka godzin wcześniej strzelił jedyną bramkę dla Lechii Gdańsk w spotkaniu z Wisłą Kraków. Mowa oczywiście o Sławomirze Peszko, który… A zresztą, sami posłuchajcie:

Zanim pojawią się zarzuty o nieuczciwość dziennikarzy stacji: Samuel Szczygielski przedstawił się swojemu rozmówcy i zapytał, czy nie przeszkadza z uwagi na późną porę. I to bodajże dwukrotnie. Bohater meczu Lechia-Wisła nie skojarzył jednak dziennikarza Weszło i wziął go za… Łukasza Wiśniowskiego, pracownika kanału ŁączyNasPiłka na YouTube. Szczygielski pociągnął temat, a fragment możecie usłyszeć na nagraniu powyżej.

Peszko, w stanie wyraźnie wskazującym, wygłosił na antenie kilka zwrotów (Nie przeszkadzaj mi k***a  jak wódkę polewam”, „Wiśnia łobuzie!” i coś o mieleniu ludzi w maszynce do mięsa), które przejdą do historii jeszcze bardziej, aniżeli słynna sprawa taksówkarska jeszcze z czasów Kolonii.

To nie jest codzienna sytuacja. Kiedy ucichły śmiechy, pojawiły się wątpliwości: szkoda Sławka. To może mu zaszkodzić. Trzeba się jednak zastanowić: czy powinno? Łatwo nam sobie wyobrazić burzę medialną, jaka rozpocznie się dzisiaj i potrwa przez najbliższe dni. Nie jest niemożliwa kara finansowa od klubu, a także pominięcie przez Adama Nawałkę przy ustalaniu kadry na Mistrzostwa Świata w Rosji.

Stąd nieśmiały apel: pośmiejmy się i dajmy spokój. W świecie do bólu poprawnym, sztywnym i chłodno przyjmującym rzeczywistość zróbmy wyjątek. I ustalmy sobie coś wreszcie: każdy człowiek po czasie pracy musi mieć czas wolny. W czasie czasu wolnego może robić, co tylko mu się podoba. To też czas prywatny, który nie powinien nikogo interesować.

Piłkarz w czasie wolnym może zbierać znaczki, obserwować przez kilka godzin schnącą na ścianie farbę, oglądać dziesięć sezonów „Przyjaciół” albo po udanym dla niego meczu zrelaksować się przy butelce trunku, który spożywa lwia część Polaków. Także ta część, która będzie wskazywać Peszkina palcami i mówić: „to ten, wypieprzyć go z kadry, pijaka!”.

Paweł Zarzeczny zawsze mówił, że picie alkoholu nie jest zabronione w Konstytucji. – Bez alkoholu reprezentacja Polska miałaby kilka medali mniej – tak z kolei mówił dobrych kilka lat temu Zbigniew BoniekTylko najwięksi życiowi ignoranci sądzą, że żaden z piłkarzy po meczu nigdy nie tknął piwa. Jeśli ktoś uważa inaczej, pora chyba wyłączyć Tsubasę i odłożyć Bravo Sport na bok. Żyjmy i dajmy żyć innym. Inna sprawa, że jak kiedyś powiedział Janusz Wójcik, czasem „lepszy jest Wojtek Kowalczyk spod budki z piwem niż trzeźwy Mielcarski”. Być może dziesięciu piłkarzy Lechii nie wzięło do ust nawet cukierka z wódką, ale to Peszko strzelił jedyną dla gdańszczan bramkę.

Nie róbmy tragedii tam, gdzie jej nie ma. Modne będzie ukrzyżowanie Sławka za przyjęcie gości w sobotę wieczorem po meczu, ale nie idźmy tą drogą. Nie trzeba kończyć Harvardu by zauważyć, że Peszko nie skompromitował się publicznie umyślnie. Sądził, że rozmawiał z przyjacielem w prywatnej rozmowie. Pomylił się? Trudno. Jeśli Sławek w Rosji strzeli bramkę, to dla mnie będzie mógł wypić pół Morza Bałtyckiego.

Czy lekarz, który radzi nam zaprzestanie palenia papierosów i ostrzega przed rakiem, a samemu wychodzi co godzinę na fajkę – mylił się w swojej diagnozie czy mówił prawdę?

Jasne, że mówił prawdę i mnie jako pacjenta (czy też w przypadku Peszki – kibica) jego życie prywatne nie interesuje kompletnie, dopóki skutecznie leczy (dobrze gra i strzela bramki). Wielu będzie podnosiło alarm i szukało taniej sensacji, która z pewnością dobrze się sprzeda. Jak to mówią: psy szczekają, karawana jedzie dalej. Oby z uśmiechem na ustach, a nie widmem skandali i afer tam, gdzie ich nie ma.

Bartłomiej Stańdo