Reprezentacja Polski w siatkonodze jedzie na mistrzostwa świata. „Marzymy o medalach”

Przed wyjazdem reprezentacji Polski kobiet na mistrzostwa świata w futnecie porozmawialiśmy z jej selekcjonerem, Michałem Kłosińskim. Czy biało-czerwone jadą do Hiszpanii powalczyć o medale?
Moglibyśmy zacząć pompatycznie: mistrzostwa świata, reprezentacja Polski, posada selekcjonera… Tymczasem pewnie znaczna część czytelników zaskoczona zadała sobie pytanie: „Siatkonoga jest odrębną dyscypliną sportu?”. Zapytamy więc: dlaczego warto się nią zainteresować, oglądać ją, czytać o niej? Co ma w sobie takiego, że wyszła z ram treningu piłkarskiego i stała się czymś więcej?
Michał Kłosiński, selekcjoner reprezentacji Polski kobiet w siatkonodze: Szukając korzeni tego sportu, musielibyśmy cofnąć się aż do początku lat 20. XX wieku, kiedy to w byłej Czechosłowacji młodzi piłkarze Slavii Praga na treningu zaczęli odbijać piłkę nad rozciągniętym poziomo sznurkiem. Z czasem sznurek zastąpiła siatka, a w latach 40. sport nazywany przez Czechów i Słowaków NOHEJBAL, miał już swoje oficjalne zasady, a na terenie całego kraju rozgrywane były liczne turnieje. Dzisiaj każdy piłkarz i piłkarka na całym globie ma styczność z grą w siatkonogę, ale rzeczywiście nie wszyscy zdają sobie sprawę, że ta gra jest odrębną dyscypliną sportową o międzynarodowej nazwie FUTNET.
A co różni futnet w wydaniu sportowym od siatkonogi znanej z treningów piłkarskich?
Wystarczy zobaczyć kilka akcji mistrzostw świata lub rozgrywek klubowych na wysokim poziomie, aby przekonać się, że tej dyscyplinie zdecydowanie bliżej do siatkówki niż do piłki nożnej. Pojedynki na siatce, ataki nogami podniesionymi powyżej głów, widowiskowe bloki, efektowne przyjęcia, precyzyjne rozegrania… Można powiedzieć, że w futnecie jest wszystko to co kochamy w siatkówce – tyle tylko, że wykonywane nogami, tak jak w ukochanej przez nas piłce nożnej. Wszystko co najlepsze w jednym sporcie!
Wróćmy więc do dużych słów. Jak doszło do tego, że rozmawiamy z panem akurat jako selekcjonerem reprezentacji Polski przed wyjazdem na mistrzostwa świata?
Moja przygoda z futnetem od wielu lat rozwija się dwutorowo. Oprócz tego, że od kilkunastu lat sam jestem zawodnikiem, to od zawsze starałem się poznawać ten sport kompleksowo, czyli budować świadomość taktyczną, poznawać metodologię treningu i czerpać jak najwięcej wiedzy od najlepszych zawodników oraz trenerów z Czech i Słowacji. Miałem to szczęście, że ponad 10 lat temu podczas naszych pierwszych wyjazdów na turnieje międzynarodowe poznaliśmy się i zaprzyjaźniliśmy z największymi gwiazdami tego sportu, Patrikiem Perunem i Janem Brutovskim. Wówczas byli oni tym, kim w piłce nożnej są Leo Messi i Cristiano Ronaldo. Liderowana przez nich Słowacja w tamtych latach zdobyła komplet trzech złotych medali na dwóch kolejnych wielkich imprezach, mistrzostwach Europy i mistrzostwach świata. Możliwość odbywania wielu wspólnych treningów i korzystania z doświadczenia najlepszych na świecie to coś wspaniałego. To, jak oni rozumieją tę grę jest niewyobrażalne. Zwracają uwagę na detale, na które nikt inny nie zwróciłby uwagi, a większość osób nawet nie pomyślałaby, że gra w “siatkonogę” może składać się z tylu elementów i być tak wielowymiarową.
Aż przyszedł moment, kiedy rozumienie tej gry i metodologii pozwoliło na przekazywanie wiedzy innym?
Tak, wtedy zacząłem angażować się też w szkolenie młodszych zawodników i zawodniczek w Polsce. Praca z reprezentacją Polski kobiet, jak również z pozostałymi dziewczynami tworzącymi zaplecze kadry, jest takim moim oczkiem w głowie i sprawia mi szczególną satysfakcję, bo widzę u dziewczyn pasję i wielkie zaangażowanie, które moim zdaniem są w sporcie najważniejsze. Swoją drogą, uważam, że każdy ze sportowców, któremu udało się osiągnąć jakiś sukces powinien wspierać rozwój tych, którzy są na początku swojej drogi.

Na ile podróż do Hiszpanii jest obarczona realizacją celów i sztywnym, ultraprofesjonalnym podejściem, a na ile jest wyjazdem kilku pasjonatek chcących przeżyć fajną, sportową przygodę?
Mam nadzieję, że uda się to połączyć. Zawsze wierzyłem w to, że profesjonalizm i pasja, jak również ciężka praca i dobra zabawa, mogą iść ze sobą w parze. Z pełnym przekonaniem mogę powiedzieć, że moje zawodniczki podzielają to podejście i wyjazd do Hiszpanii traktują jako wspaniałe sportowe przeżycie, do którego przygotowują się z maksymalnym zaangażowaniem i profesjonalizmem. Oczywiście kiedy dziewczyny zrobią już swoje na korcie, przyjdzie czas na zwiedzanie, a może nawet na kieliszek hiszpańskiego wina.
Poprzednie mistrzostwa świata były początkiem czegoś dużego w polskiej siatkonodze kobiet? Jak duży progres został wykonany pod względem umiejętności zawodniczek w Polsce?
Rzeczywiście, ostatnie dwa lata były szczególne jeśli chodzi o rozwój kobiecego futnetu w Polsce. W tym czasie odbyły się dwie edycje kobiecych mistrzostw Polski, w których wzięło udział ponad pięćdziesiąt zawodniczek. Najważniejszy był jednak fakt, że udało nam się stworzyć grupę kilkunastu dziewczyn, regularnie trenujących futnet przez całe dwanaście miesięcy w roku. Dzięki sukcesywnej pracy udało się zbudować u dziewczyn świadomość taktyczną oraz wypracować technikę specyficzną dla tego sportu. Tegoroczne mistrzostwa Polski w siatkonodze pokazały jaką przewagę już dzisiaj mają zawodniczki trenujące futnet nad nawet bardzo dobrze wyszkolonymi technicznie piłkarkami. Zbliżające się mistrzostwa świata będą dla nas sprawdzianem. Sprawdzimy, ile udało nam się wypracować przez ten czas i jak bardzo jesteśmy w stanie namieszać na międzynarodowej futnetowej arenie.
Swego czasu na mistrzostwa świata Jerzy Engel nie wziął Iwana, a Paweł Janas – Dudka i Frankowskiego. Przy powołaniach Michała Kłosińskiego nie było kontrowersji? Jak duży ból głowy miał pan przy układaniu kadry?
Muszę przyznać, że porównania do Jerzego Engela i Pawła Janasa się nie spodziewałem (śmiech). Ale rzeczywiście coś w tym może być, bo ja przy finalnym wyborze składu, również byłem zmuszony pominąć mocne nazwiska. Ból głowy miałem ogromny, ponieważ więcej niż pięć zawodniczek, które znalazły się w kadrze, zasługuje na to by polecieć do Hiszpanii. Spośród dziewczyn, których ostatecznie nie zobaczymy na mistrzostwach świata, najbliżej wyjazdu były Ewa Tyll i Karolina Karpińska. Ewa to najbardziej doświadczona i ograna zawodniczka w Polsce, która reprezentowała nasz kraj już na dwóch mistrzostwach świata i jednych mistrzostwach Europy. Ewa na początku roku przeszła operację kolana, po której dzięki ciężkiej pracy bardzo szybko wróciła do treningów i do dobrej formy, ale jeszcze potrzebuję trochę czasu by wrócić do najwyższej dyspozycji. Karolina to znowu jedna z najlepszych przyjmujących i prawdopodobnie najszybsza zawodniczka futnet w Polsce. Obie te zawodniczki podobnie jak wybrana piątka, gwarantują international level. Jednak wybierając kadrę i planując skład do poszczególnych konkurencji na tych mistrzostwach, musiałem dopasować drużynę do potrzeb oraz specyfiki tego turnieju i ostatecznie postawiłem na zawodniczki o nieco innym profilu i charakterystyce gry.
Jakie są największe zalety reprezentacji?
Jeśli miałbym wskazać największą zaletę naszej reprezentacji, która może być naszym atutem na tych mistrzostwach, to zdecydowanie postawiłbym na równorzędny wysoki poziom całej drużyny. Każda z zawodniczek ma inną charakterystykę, ale każda gwarantuje jakość. Diana Maciaszczyk to bardzo wszechstronna zawodniczka, o znakomitej mobilności i świetnej technice. To najlepsza polska singlistka, ale tak naprawdę nie ma pozycji w futnecie, na której Diana nie prezentowałyby międzynarodowego poziomu. Angelika Puchalska to typ zawodniczki, która swoją charakterystyką najbardziej przypomina czeskie zawodniczki – świetne przyjęcie głową, smecz na światowym poziomie, budzący respekt nawet wśród najmocniejszych zagranicznych rywalek, ale Angelika to także wielkie serce i zaangażowanie, które wkłada w ten sport. Agnieszka Jarczak to zawodniczka, która ma potencjał by stać się jedną z najlepszych rozgrywających na świecie. Jednak świetne rozegranie to nie jedyna z jej zalet. Najmłodsza w kadrze Agnieszka z każdym dniem staje się coraz bardziej wszechstronną i kompletną zawodniczką. Andżelika Błoch króluje nad siatką. Świetnie wykorzystuje swoją siłę i sprawność fizyczną do zdominowania rywalek w tzw. pojedynkach na siatce. Znakomicie blokuje i smeczuje z ogromną siłą. W ostatnim czasie bardzo poprawiła również inne elementy gry, takie jak przyjęcie i rozegranie, co pozwoliło jej zrobić spory krok do przodu. Naszą kapitankę, Aleksandrę Kurczewską, cechuje wszechstronność, bardzo duża świadomość i antycypacja gry. Bardzo wysokie umiejętności techniczne i boiskowa inteligencja pozwalają jej szybko reagować na zdarzenia na korcie i wprowadzać dużo spokoju w poczynania drużyny.

Gdzie widzi pan największe pole do poprawy? Nad jakimi elementami najmocniej pracujecie przed wylotem?
Po stronie aspektów, w których ustępujemy rywalkom na pewno trzeba postawić doświadczenie, w tym tak ważne ogranie turniejowe. W ciągu ostatnich dwóch lat pracowaliśmy bardzo intensywnie, ale jednak ten okres przez wzgląd na pandemię, był mocno ograniczony pod kątem rozgrywek, w szczególności tych międzynarodowych. Dlatego w ciągu ostatnich miesięcy starałem się stworzyć dziewczynom warunki jak najbardziej zbliżone do gry pod presją i rywalizacji o stawkę, jakie będą ich czekać na mistrzostwach. Już dwa tygodnie po mistrzostwach Polski kobiet, pojechaliśmy z szeroką kadrą Polski na zgrupowanie do czeskiego Vsetina, gdzie nasze reprezentantki miały m.in. możliwość rozegrania sparingu z utytułowaną czeską drużyną kobiecą TJ Utechov Brno oraz wzięcia udziału w pół amatorskim męskim turnieju. W Polsce również staramy się często trenować w mieszanych składach z mężczyznami, aby podnieść poziom wewnętrznej rywalizacji. Oczywiście doświadczenia się nie kupi, ani nie nadrobi się jego braku w krótkim czasie. Dla większości zawodniczek będzie to debiut na mistrzostwach świata. Tym bardziej trudny, bo nie jedziemy tam tylko po doświadczenie, a po to by namieszać w już mocno utrwalonej światowej czołówce.
Czy Polska jedzie po złoto? Co musiałoby się stać, żeby wracał pan z Półwyspu Iberyjskiego ukontentowany?

Poziom kobiecego futnetu rośnie na całym świecie, ale mimo to od wielu lat złote medale dzielą między sobą wyłącznie, Czeszki zdecydowanie dominujące w grze deblowej i w trójkach oraz Węgierka Boglarka Lepsenyi, która wygrała ostatnie 5 mistrzostw świata w grze singlowej. Jeśli ktokolwiek inny poza Czeszkami lub Boglarką sięgnie po złoto w Hiszpanii, będzie można uznać to za wielką niespodziankę. Na tych mistrzostwach chciałbym, żeby dziewczyny udowodniły, że należą już do czołówki światowego futnetu i każdy rywal musi się liczyć kobiecą reprezentacją Polski. Do światowej czołówki oprócz Czeszek i Węgierek zaliczają się Szwajcarki, Słowaczki, Rumunki. Spory progres w ostatnim czasie zrobiły Kolumbijki, ciekawie rozwija się reprezentacja Iraku i na pewno bardzo dobrze do turnieju będą przygotowane gospodynie turnieju Hiszpanki.

Na ostatnich mistrzostwach świata plasowaliście się między siódmym i dziewiątym miejscem. Teraz będzie lepiej?
W Hiszpanii za plan minimum uważam zajęcie miejsca w topowej szóstce w każdej z kategorii, czyli w singlu, w deblu i w trójkach. Jednak sportowa ambicja i wiara w moje dziewczyny nie pozwala mi nie marzyć o wejściu do czwórki i powalczeniu o medale.
Bonus do 3333PLN na start
LV BET Zakłady Bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez Ministra Finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem