Reprezentacja: Finlandia Zero Pięć!

Święta, czas odpoczynku, luzu, zacznijmy od suchara – ulubiona Finlandia – zero pięć! Skończyliście już pokładać się ze śmiechu? To właściwie na tym można by zakończyć jakiekolwiek oceny wczorajszego meczu i wyciąganie wniosków w kontekście minionego tygodnia.

Choć w sumie coś nie coś więcej dałoby się powiedzieć. Jednak cokolwiek wspomnę o spotkaniu z Finami, to przyznam się do jednego – nie wiem czy wynika to ze świątecznej atmosfery, długiego weekendu, zbliżającej się wiosny czy wyłącznie z wyniku meczu, ale czuję się szczęśliwym człowiekiem! W ustach Polaka jest to wielkie bluźnierstwo i oznaka braku piątej klepki przy mocnym uszkodzeniu trzeciej i czwartej. No cóż, obejrzałem mecz i w końcu zrozumiałem jak czuje się przeciętny kibic reprezentacji Niemiec, Hiszpanii, Brazylii czy innych Włoch. Siadłem przed telewizorem z taką pewnością wygranej, że pierwszą bramkę przyjąłem prawie bez radości, a w głowie kołatało mi „nareszcie, ileż można czekać”. Ale potem była druga, trzecia, przerwa, czwarta i piąta! Boję się tej drużyny – to, jak przyzwyczaili nas do wygrywania, może być zgubne! Jesteśmy narodem roszczeniowym, mamy głównie oczekiwania i żądania, jeśli na Euro nie będzie wyników to posypią się najpierw pretensje a potem głowy. A przecież mamy drużynę! Reprezentację, której nie można się wstydzić, nie można narzekać! Mamy chłopaków z wielkich klubów, profesjonalistów z ambicjami! Mamy klimat, wzajemne wsparcie, szacunek i wspólny cel! Dziś na boisko w podstawowym składzie wybiegło tylko czterech zawodników, którzy rozpoczynali mecz z Serbią w wyjściowej jedenastce. Będę szczery – kiedy spojrzałem na skład serce lekko zabiło z niepokojem, „Starzyński w pierwszym, a gdzie Kuba, gdzie Lewy”?

Zwycięstwa byłem pewien, ale nie chciałem oglądać nudnej przepychanki zakończonej bramką w końcowych minutach. Wynik pójdzie w świat, ale Panowie, są Święta! I co? Da się! Może i Finlandia była dziś słabsza od tej, z którą Polacy muszą sobie radzić co sobotę, ale to dalej zespół, z którym ostatnio wybitnie nam nie po drodze! Pięć bramek wbitych Finom, chciałem sprawdzić kto i kiedy ostatnio zaaplikował im „piątkę”, ale sprawdziłem jakieś pięćdziesiąt meczów wstecz, nie znalazłem i odpuściłem – w końcu Święta, zostaw, rodzina czeka czy coś, pomyślałem. Wracając do składu, tylko czterech załapało się ponownie do pierwszego składu – Glik, Krychowiak, Milik i Grosicki. Tylko Arek lekko mnie zawiódł, niewidoczny przez cały pobyt na boisku, ale dał też dużo radości, pozwolił zmienić się na Lewandowskiego A poważnie, chyba nie czuł zbyt wielkiej presji tego meczu i bez Lewego czuł się lekko osamotniony, stąd brak zbyt wielkiego zaangażowania. Dobrze, że za kierowanie ofensywą wziął się Grosicki. Tak tak, „jeździec bez głowy” wczoraj z dwiema bramkami, asystą i pozostawionym po raz kolejny dobrym wrażeniem. A co z „nowymi-starymi” twarzami, jak wypadli w pojedynku ze Skandynawami?! Bramkarze, Boruc i Tytoń, nie mieli zbyt wiele pracy, Artur pierwszą interwencję, dodajmy, że po akcji, która prawie zakończyła się bramką dla Finów, zaliczył dopiero w 37. minucie. Ale znowu zero z tyłu więc bramkarze mogą zaliczyć ten mecz na plus, a skoro czyste konto jest wyznacznikiem udanego meczu dla bramkarza takim też powinno być dla obrońców.

Idźmy dalej tym torem – obrońcy również mogą być zadowoleni i na pewno nikt po fińsku nie krzyczał „grajcie na Wawrzyniaka, on jest cienki”! On jest solidny i spokojnie możemy na niego liczyć, takie są fakty! Pazdan i Jędrzejczyk również rozegrali dobre zawody – pierwszy głównie w defensywie, drugi zaś brylował w ofensywie. Michał miał okazję rozegrać całe spotkanie, bo choć chcieliśmy zobaczyć w akcji Lewczuka, to ten niestety miał problemy ze zdrowiem natury alergicznej. Wspomnę też o Salamonie, który w 79. minucie zmienił Kapustkę, a pięć minut później zagrał taką piłkę do Kamila Grosickiego, że śmiało pod tym zagraniem mogliby podpisać się Xavi, Iniesta czy Pirlo i każdy byłby dymny! Takiej asysty na pięć minut przed końcem towarzyskiego meczu przy wyniku 4:0 nikt się nie spodziewał, a kto doczekał nie wyłączywszy telewizora temu chwała! Wszołek, Kapustka, Starzyński, nasza pomoc… Czy pomogli? Nawet ktoś kto nie oglądał, a spojrzy na wynik pewnie stwierdzi, że tak. I ma rację, mało tego, dla mnie osobiście rewelacyjny mecz całej trójki. Wszołek dwie bramki i asysta, Starzyński bramka i genialne podanie do Grosika przy drugim golu Wszołka, Kapustka bez bezpośredniego udziału przy bramkach, no może oprócz tego, że zmienił go Salamon, który popisał się cudowną asystą. A poważnie, z każdym meczem Kapustka gra coraz pewniej i odważniej. Bierze na siebie ciężar rozgrywania i nie boi się pojedynków. Wczoraj bez bramek, ale przy takiej grze gole i asysty to tylko kwestia czasu.

Warto wspomnieć, że pomimo tego, że prowadziliśmy nasza gra nie była idealnie zorganizowana, dosyć często wkradał się w nią chaos. Wiele zmieniło wejście na boisko Robert Lewandowskiego. To niesamowite, jak sama jego obecność podnosi jakość gry naszego zespołu. Przez ostatnie 30 minut byliśmy zorganizowani, nie wychodziliśmy praktycznie z połówki przeciwnika, stworzyliśmy dużo akcji bramkowych, m.in. piękny strzał Lewego z rzutu wolnego w poprzeczkę. Fajnie, że potrafimy grać i strzelać kiedy nie ma go na boisku, ale chyba lepiej kiedy jednak na nim jest.

Dwa i pół miesiąca przerwy, w tym czasie niewiele już się zmieni. Ani selekcjoner nie odkryje „Ameryki w konserwach”, a ni piłkarze nie zaliczą drastycznego spadku formy. Mecze z Serbią i Finlandią dały nam nadzieję na udane mistrzostwa. Teraz cierpliwie czekajmy, a póki co świętujmy, czego sobie i Państwu życzę 😉

Komentarze