Remis uratowany, ale optymizmem nie powiało

08.06.2021
Ostatni mecz przed mistrzostwami Europy zwykle bywa sprawdzianem generalnym, ale trudno za takowe uznać spotkanie, na które wychodzi się w dość eksperymentalnym zestawieniu. Paulo Sousa mógł narzekać na brak czasu po przejęciu sterów w reprezentacji Polski na pół roku przed EURO, ale ten ewentualnie ułaskawiający argument sam wytrącił sobie z rąk.

Zmiana trenera na pół roku przed wielkim turniejem nie jest wymarzonym scenariuszem dla drużyny, która chce się optymalnie do takiej imprezy przygotować. Zbigniew Boniek zagrał „va banque”, a Paulo Sousa podjął się zadania, na które nie miał wiele czasu. Drużyna narodowa to nie klub, w którym można pewne rzeczy wypracować na co dzień – kolejni selekcjonerzy narzekają na niewielką liczbę jednostek treningowych z zespołem. Nie była to jednak też zmiana „za pięć dwunasta”, bo Portugalczyk miał pięć, nomen omen, meczów przed rozpoczęciem Euro 2020. Czy zrobił wszystko, by ten czas wycisnąć jak cytrynę? Trudno odnieść takie wrażenie patrząc na to, jak zestawiał skład biało-czerwonych. Nawet nie chodzi o nową taktykę czy wybory personalne, a brak konsekwencji. Przed meczem z Andorą wymienił pół składu w stosunku do tego, jaki zagrał z Węgrami. Na Wembley dokonał tylko jednej zmiany w „jedenastce” mniej (cztery roszady). Z Rosją zagrało ośmiu innych zawodników niż z Anglią, a teraz – sześciu nowych z Islandią.

Ani jedno z tych zestawień może nie powtórzyć się w inauguracyjnym starciu ze Słowacją. Zgranie? Jak mówi internetowy klasyk…

Zbyt wiele optymizmu przed nadchodzącymi wielkimi krokami mistrzostwami Europy drużyna Paulo Sousy nie wlała w biało-czerwone serca polskich kibiców. Kontuzje Krzysztofa Piątka i Arkadiusza Milika, brak zwycięstwa w meczach sparingowych przed Euro, a w całej dotychczasowej przygodzie Portugalczyka z polską kadrą udało się wygrać tylko raz – nieprzekonująco z Andorą. W Poznaniu niewiele brakowało, by naszych orłów pokonała Islandia, która na Euro nie zdołała się zakwalifikować. Polaków można pochwalić za końcówkę spotkania, w której udało się doprowadzić do wyrównania i przycisnąć gości, ale znów – kiedy znów biało-czerwoni zagrają w takim zestawieniu? Ofensywa wyglądała bowiem następująco: Rybus, Moder, Linetty, Płacheta – Kozłowski, Jóźwiak – Świderski. Hiszpanie nie uznają tego za once de gala.

Jeśli to miała być dla naszych zawodników tylko jednostka treningowa – pozostaje mieć nadzieję, że takowe na zgrupowaniach w Opalenicy i Sopocie wystarczą, by wypracować odpowiednie automatyzmy i sprawić, że zaskoczymy wszystkich. Na razie mamy spore obawy co do tego, że zaskoczymy sami siebie.

Bonus do 3333PLN na start
LV BET Zakłady Bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez Ministra Finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem