Rekord w NBA, słaby mecz Gortata i afera koszulkowa

Nie chcę pomniejszać, tego osiągnięcia. Wszak taki wynik z miejsca pozwala mu wejść w szeregi największych tej dyscypliny. W każdym razie coś jest na rzeczy, bowiem Lonzo Ball zalicza historycznie fatalny start sezonu.

 

ATLANTA HAWKS – WASHINGTON WIZARDS

Ubiegłej nocy gra Polaka nie zachwycała. 2 punkty i 7 zbiórek.

Nie była to najlepsza noc dla naszego rodaka i coraz częściej można ulec wrażeniu, że przedostatni rok kontraktu z Wizards może być też jednym z ostatnich w NBA w ogóle. Byłbym niesprawiedliwy twierdząc, że Marcin się wypalił, ale momentami miałem wrażenie, że sam jestem bardziej rozbudzony w środku nocy z energetykiem w ręku, niż on na parkiecie. Śmiało można przyznać, że zebrał co swoje, ale 7 zbiórek to nadal liczba nierobiąca większego wrażenia, a wyższe numerki wykręcają gracze, których nie jest to nawet nominalnym zadaniem. Występ okraszony 2 punktami na skuteczności 25% to też nie Mount Everest jak na środkowego w NBA, ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło i drużyna z Waszyngtonu pewną ręką pokonała przyjezdnych z Atlanty, pozostających nadal jedną z dwóch najgorszych ekip tegorocznych rozgrywek. Oby tylko cyfry Marcina w najbliższych spotkaniach nieco odbiły w górę.

Zwycięstwo z Atlantą Hawks to nic nadzwyczajnego, ale wygrana to wygrana.

Niesamowitą pracę na parkiecie wykonują za to panowie John Wall i Bradley Beal, zawsze zapewniając zastrzyk punktowy i energetyczny. Mało jest tak elektryzujących duetów w dużej lidze i choć statystyki pomeczowe tego nie oddają, to obaj niosą ciężar drużyny i doniosą go śmiało do Play-offs, gdzie w efekcie napsują krwi przyszłym finalistom konferencji wschodniej. Wiecie, że John Wall jest najszybszym graczem NBA, prawda? Co do drugiej strony parkietu, to ciężko powiedzieć cokolwiek krzepiącego. Cała pierwsza piątka słabiutka, a Dennis Schroder, choć dwoił się i troił, okazał się najbardziej tragiczną postacią tego spektaklu. Chłopakom zostało w tym roku tankowanie, a szkoda, bo w ostatnich latach sporo namieszali na wschodniej połowie mapy.

Atlanta Hawks – Washington Wizards | 94 – 113

 

LOS ANGELES LAKERS – MILWAUKEE BUCKS

Młody grecki bóg może sporo namieszać w NBA. MVP jest na wyciągnięcie ręki.

Na kolejną dynastię Lakersów przyjdzie nam jeszcze trochę poczekać, bo choć potencjał jest, to parę lat szlifów i transfer solidnego franchise playera wydaje się być konieczny, byśmy doczekali się takiego opus magnum, jakiego niecierpliwie wyglądamy od ostatniego tytułu mistrza NBA, zdobytego jeszcze z Kobe Bryantem. Ten z kolei aktywnie działa jako emeryt, nie tylko prowadząc swoje biznesy, ale pojawiając się raz po raz jako gość największych lifestyle’owych eventów w Stanach.

Powracając jednak do Lakers, wszystkie oczy niezmiennie zwrócone są na młodego Lonzo Balla, któremu ojczulek zrobił olbrzymią krzywdę swoim medialnym przedsezonowym szumem. Nie pamiętam bowiem, by na jakimkolwiek graczu od czasów LeBrona Jamesa spoczywała tak ogromna presja i oddech hejterów.

Nie bez powodu wywołałem postać LeBrona. Otóż pierwszoroczniak Lonzo został właśnie najmłodszym zdobywcą triple-double w historii NBA, wyprzedzając wyżej wymienionego o całe 5 dni! Gratulacje! Ciekawe jak to skomentuje ojciec i głowa familii Ball’ów, który jeszcze parę dni temu powiedział:

“Nie potrzebuję triple-double. Musisz wygrywać. Tylko to się liczy” [Lavar Ball]

Liczymy na więcej takich występów. Zwycięstwa przyjdą same.

Nie chcę pomniejszać, tego osiągnięcia. Wszak taki wynik z miejsca pozwala mu wejść w szeregi największych tej dyscypliny. W każdym razie coś jest na rzeczy, bowiem Lonzo Ball zalicza historycznie fatalny start sezonu, pozostając drugim najmniej skutecznym graczem po 12 meczach od 1954 roku, zaliczając przy tym słabiutkie 29% z gry. A to się niestety przekłada na brak wyników całej drużyny. Zostawię was tu ze słowami byłego gwiazdora ligi:

“Porównywać Lonzo do młodego mnie? No trochę przesadzacie.” [Jason Kidd]

Fenomenem jest za to Kyle Kuzma, który przebojem wdarł się do pierwszej piątki LA Lakers, startując – przypominam – z 27. miejsca tegorocznego Draftu. Warto się chłopakowi bliżej przyjrzeć, bo uruchomiony podaniem od Lonzo Balla staje się gwiazdą na boisku. Niestety nie świeci tak jasno jak Giannis Antetokounmpo, który szarżuje w tym roku po statuetkę MVP i jeśli Harden albo Irving nie pokrzyżują mu planów, to dopnie swego i zakończy sezon z tytułem najlepszego gracza. Uwielbiam takich zawodników. Wszędzie go pełno, biega za dziesięciu, skacze za piętnastu.

Dość spojrzeć na jego linijkę: 33 punkty (12/19), 15 zbiórek i 3 asysty. Do tego dorzućcie blok i przejęcie. Ten chłopak pociągnie kiedyś drużynę po najwyższe trofeum. Oby tylko zdrowie dopisało.

 

3 do 2 dla młodego Lonzo. Lonzo Ball you are my only hope.

 

Los Angeles Lakers – Milwaukee Bucks | 90 – 98

Z KOSZA WZIĘTE

#Afera Koszulkowa

Nowe jerseye Nike’a zdają się mieć niewielki defekt…

Gdy media obiegła wiadomość głosząca, że Nike ponownie przejmie produkcję jerseyów NBA – i to na kolejne 8 lat –  ciężko było ukryć dreszcz podekscytowania. Kolejne wycieki nowych projektów jedynie podsycały entuzjastyczne nastroje wśród fanów, aż..

…aż zaczął się sezon regularny i okazało się, że koszulki prują się na zawodnikach, jak stare prześcieradło. Ponoć Nike bada sprawę razem z klubami i władzami ligi.

#Klątwa Kardashianek

Idąc w ślady koszulek, pora się trochę rozerwać i pogadać o sprawach największej wagi. Ostatnim łupem rodu Kardashian-Jenner padł nie kto inny, jak ulubieniec kibiców z Miasta Aniołów – Blake Griffin. Ciężko na tę wieść podskoczyć z radości. Warto natomiast przypomnieć sobie zgubny jak dotąd wpływ celebrytek. Dziewczyny mają coś słabość do koszykarzy…

Co się stanie pierwsze? Blake zostanie kobietą czy jego kariera skończy się jeszcze przed świętami?

Na dzisiaj to wszystko. Polecam gorąco starcie Bostonu z Toronto. Trzymajcie się!

Przemysław Prusinowski

Komentarze