Real sprzątnął Barcelonie młody talent. Ma rację czy przelicytował?

Real Madryt zdecydowanym ruchem wyławia FC Barcelonie 18-letni talent. Take Kubo, już wiele lat temu określanego mianem „japońskiego Messiego”. Wychowanka La Masii, który kilka ostatnich lat podporządkował temu, by zaistnieć w Dumie Katalonii. Po czym wylądował w Madrycie.

Takefusa Kubo podpisał 6-letni kontrakt z Realem Madryt i nie byłoby w tym nic szczególnie niezwykłego, gdyby nie fakt, że Japończyk przez znaczną część swojego piłkarskiego życia związany był z FC Barceloną i jej słynną szkółką – La Masią. Take najpierw uczęszczał do szkółki Blaugrana w Jokohamie, a potem w wieku 11 lat przeniósł się wraz z matką do Europy, w celu rozwijania swojego talentu w La Masii. Był jednym z najlepszych chłopców w swoim roczniku, wybieranym top zawodnikiem licznych młodzieżowych turniejów. Wystarczy kilka chwil w Google, by odnaleźć dziesiątki artykułów obwołujących go wręcz „japońskim Messim”. Jak to zwykle bywa – zdecydowanie przedwcześnie.

Marzenia Japończyka prysły jak bańka, gdy w FIFA na dobre wybuchła afera związana z bezprawnym zatrudnianiem przez Barcelonę małoletnich piłkarzy. Zakończona nałożeniem na klub zakazu transferowego i zablokowaniem możliwości gry dziewiątki chłopców. Po kilkunastu miesiącach, w których Kubo nie miał możliwości realizowania się w Barcy, spakował walizki i wraz z bratem i matką wrócił do kraju.

Obrał sobie za cel, że wróci do klubu, kiedy ukończy 18 lat.

Po drodze mogło wydarzyć się wszystko, a jednak w 2017 roku Take Kubo zadebiutował w pierwszej drużynie FC Tokio. Trafił również do reprezentacji Japonii do lat 20. Szybko okazało się, że jego postępy są na tyle spektakularne, że powrót do Barcy może okazać się czymś więcej niż tylko pobożnym życzeniem. Chłopiec cały czas utrzymywał kontakt ze swoimi trenerami z La Masii, a jego mecze obserwował dział skautingu na czele ze znanym z Lecha Poznań Jose Mari Bakero. Od początku bieżącego roku 18-latek zdobył w lidze japońskiej cztery bramki i zaliczył cztery asysty w trzynastu spotkaniach.

Wydawało się, że jego powrót do Katalonii to tylko formalność. Drzwi miał zresztą otwarte, ale w międzyczasie zaczął stawiać warunki. Po pierwsze – finansowe: chciał zarabiać milion euro w każdym z pięciu lat obowiązywania kontraktu, co kilkukrotnie przerasta warunki oferowane standardowo przez Barcelonę zawodnikom drużyny rezerw. Po drugie: Japończyk oczekiwał deklaracji, że już w drugim roku zostanie przeniesiony do pierwszego zespołu, a na to najwyraźniej nikt nie zamierzał się zgodzić.

Sytuację obserwowało kilka innych topowych zespołów. W tym Real Madryt, który skutecznie wkroczył do akcji. Finalizację sześcioletniego kontraktu Królewscy ogłosili podczas gdy sam Kubo przebywał na zgrupowaniu reprezentacji przygotowującej się do… Copa America, w którym Japonia wystąpi gościnnie.

W najbliższym sezonie Take będzie występował w Realu Madryt Castilla, ale najwyraźniej w Madrycie byli bardziej hojni i elastyczni niż w klubie, o zaistnieniu w którym Japończyk marzył rzekomo każdego dnia pobytu w Japonii. Dziś wita go oficjalne Twitterowe konto Realu.

Bonus do 1500PLN na start
Lv bet zakłady bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez ministra finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem.