Real Madryt zmienia trenera. Kto wjedzie na białym koniu?

Odpadnięcie z walki o wszystkie trzy trofea w ciągu sześciu dni to coś, czego nawet najbardziej wyrozumiali kibice Realu Madryt (tak, wiemy, że są w zdecydowanej mniejszości, o ile istnieją...) nie mogli przełknąć spokojnie. Florentino Perez reaguje i jak podają hiszpańskie media, w poniedziałek zwolni Santiago Solariego. 

Spieszyć się nie musi, bo każdy kolejny dzień i tak jest dniem straconym. Real Madryt w tym sezonie już nic nie wygra: w lidze ogląda plecy Atletico i Barcelony, do której po kolejnej porażce w El Clasico traci już 12 punktów, w Pucharze Króla odpadł z Blaugraną po klęsce na własnym stadionie, a w Lidze Mistrzów skompromitował się przez kibicami na Santiago Bernabeu przegrywając 1:4.

To zdecydowanie najgorszy sezon „Królewskich” odkąd sięgamy pamięcią, a negatywne rekordy piłkarze ze stolicy Hiszpanii bili już od jego początku.

„Królewscy” na przykład pobili rekord minut bez gola w historii klubu, a nawet jeśli ten licznik później zamknęli i zdołali trafić do siatki, nie zdołali nawet zremisować z Levante. Porażka 1:5 na Camp Nouz Barceloną bez Messiego to świetne spięcie klamrą biednego okresu w bogatej historii Realu pod wodzą Julena Lopeteguiego, ale po jednym biednym przyszedł jeszcze biedniejszy. Na okres pracy Santiago Solariego patrzymy przez pryzmat ostatnich klęsk, ale przecież wcześniej też takowych nie brakowało.

Nas odarł ze złudzeń mecz z Eibarem. Jeśli ktoś liczył wtedy, że Real przegrywając 0:3 na pół godziny przed końcem zmotywuje się jak nigdy dotąd, będzie walczył z całych sił, robił wślizgi, wygrywał pojedynki główkowe i te bark w bark, wyprzedzał rywali, tworzył sytuacje podbramkowe, słowem: robił wszystko, by zmienić losy meczu i choć spróbować się nie skompromitować – to się przeliczył. Eibar był bliżej czwartej bramki niż Real Madryt pierwszej.

I właśnie obojętność na taki stan rzeczy w drużynie Królewskich była jeszcze bardziej przerażająca niż rezultat na tablicy świetlnej, który do końca meczu nie uległ zmianie.

Patrzyliśmy na piłkarzy Santiago Solariego w wielu spotkaniach i nie widzieliśmy w ich oczach zdenerwowania, złości, frustracji. To był bardzo smutny widok, bo takie mecze, w których faworyt przegrywa – nawet wysoko – w futbolu się zdarzają. Takie machnięcie ręką na zastaną rzeczywistość piłkarzom Królewskich już jednak nie przystoi. I taką postawę można nazwać kompromitującą.

Kto wjedzie tym razem na białym koniu? Jedno jest niemal pewne: Florentino Perez zdecyduje się zainwestować w trenera z absolutnej czołówki, bo limit błędów już został przez Real wyczerpany. Hiszpańskie media są przekonane, że kandydatów do objęcia sterów w Madrycie jest pięciu: Joachim Loew, Zinedine Zidane, Jose Mourinho Massimiliano Allegri i Mauricio Pochettino.

Mourinho byłby krokiem wstecz, Allegri i Pochettino to na pewno mniej ryzykowne opcje niż przeskok do piłki klubowej po kilkunastu latach Loewa. Najbardziej ściskamy kciuki za powrót Zidane’a, którego można nazwać Panem Królewskim, bowiem zna klub z Madrytu od podszewki. Dalibyśmy mu potężny kredyt zaufania, przymykali oczy na pierwsze wpadki, nawet na kolejny zmarnowany sezon – po prostu mu zaufali, bo na to zasłużył jak nikt inny.