Real dogadany na transfer z wielką gwiazdą. Wreszcie…

Po trzech wygranych Ligach Mistrzów z rzędu przez Real Madryt przyszedł sezon, który może być najgorszym jeśli nie w historii, to na pewno na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat. W stolicy Hiszpanii myślą powoli o nowym sezonie, którego bohaterem ma być Eden Hazard. 

Zaledwie piąte miejsce po 14 kolejkach i tylko połowa wygranych spotkań. Przegrane derby Madrytu w Superpucharze Europy. Wpadka z CSKA Moskwa w Lidze Mistrzów. Porażka 1:2 na Santiago Bernabeu z Levante, w którym nastąpiło wyśrubowanie niechlubnego rekordu 482 minut bez gola (osiem godzin i dwie minuty!). Pogrom 1:5 na Camp Nou od odwiecznego rywala, Barcelony. Ostatnio 0:3 na wyjeździe z Eibar, a przecież trzeba było jeszcze uznać wyższość Sevilli czy Alaves…

Liczba przykrych momentów w tym sezonie dla kibiców Realu jest ogromna. Ci, którzy przeczuwali kryzys po odejściu trenera i najlepszego piłkarza, mieli sto procent racji.

Śmiać nam się chce gdy patrzymy na wyniki badania madryckiego dziennika „AS”, który swego czasu zapytał fanów czy chcą, aby CR7 został w klubie na kolejny sezon. W sondzie na stronie internetowej gazety zagłosowało ponad 125 tysięcy osób. 67 procent z nich odpowiedziało „Nie”. Odrzucali pięciokrotnego zdobywcę tytułu najlepszego piłkarza świata, który Realowi dał tyle, ile żaden inny piłkarz w ostatnich latach: cztery razy Ligę Mistrzów, w tym trzy razy z rzędu, a także choćby dwa tytuły mistrzowskie. Bilans jego meczów i bramek w Realu to jakiś totalny kosmos. 438 spotkań, 450 goli…

Wiadomo, że docenisz coś wtedy, gdy to stracisz – zasadność tego powiedzenia kibice z Santiago Bernabeu poznali w tym sezonie, gdy Portugalczyka zabrakło. Wyniki mówią same za siebie – wyrwy po CR7 nie udało się zasypać. Powiedzieć, że teraz przyjęliby go ponownie z wielką chęcią, to nic nie powiedzieć. Zastępcy w tym sezonie nie widać, ale życie nie znosi próżni….

Real Madryt nie chce wydawać kosmicznych pieniędzy w ostatnim czasie, a zamiast tego rozgląda się po okazjach wśród piłkarzy młodych. Jeśli wydaje dużo – to na 18-letniego supertalenciaka z Brazylii, Viniciusa Juniora. Thibault Courtois też nie został kupiony za 80 milionów euro, jak choćby Alisson do Liverpoolu, ale za milionów 35.

Florentino Perez, kiedyś szastający pieniędzmi na Beckhama, Figo, Zidane’a, Ronaldo i innych, teraz ogląda każdą złotówkę. Kto spodziewał się, że Real Madryt zastąpi Cristiano Ronaldo (sprzedanego za 117 mln euro) Mariano Diazem? Piłkarzem za 21,5 mln, sprowadzonym z Olympique Lyon, który po Portugalczyku odziedziczył również „siódemkę”?

Okazało się, że takie zastępstwo do niczego „Królewskich” nie doprowadziło. Czas na zdecydowany ruch i na Santiago Bernabeu chyba zdali sobie z tego sprawę. Dlatego dogadano się ze skrzydłowym Chelsea, Edenem Hazardem.

„Jego dryblingi w meczu z Brazylią przejdą do historii mistrzostw świata. Niezmordowany, z uporem maniaka „woził” kolejne gwiazdy Canarinhos i ośmieszał niejedną z nich. Turniej skończył z wynikiem blisko siedmiu udanych dryblingów na mecz, co dało mu 77% skuteczności. Rzadko tracił, często strzelał, wrócił do domu z trzema bramkami i dwiema asystami na turnieju. To może być godny zastępca Cristiano Ronaldo w Realu”. Tak pisaliśmy tuż po mundialu i wiele wskazuje na to, że nie od razu, ale Portugalczyka Hazard na Santiago Bernabeu zastąpi.

Dogadane warunki indywidualnej umowy nie są jeszcze oczywiście gwarantem transferu. Oprócz Hazarda i Realu, porozumienie zawrzeć trzeba również z Chelsea. Według dziennikarzy radia „Onda Madrid” londyński klub chce za Belga 170 milionów euro. Real zbić tę kwotę może transferem choćby Mateo Kovacicia, który jest obecnie wypożyczony na Stamford Bridge. Wyjścia „Królewscy” jednak nie mają: jeśli chcą pozostać w europejskiej czołówce, nie mogą sobie pozwolić na kolejny rok „po kosztach”. Za dobrą pracę trzeba dobrze zapłacić.