Ranking najciekawszych transferów tego okienka w Ekstraklasie

Musimy przyznać, że podczas tworzenia tego typu zestawień targają nami ambiwalentne odczucia. Chcielibyśmy napisać, że nasza liga idzie w dobrym kierunku, że się wzmocniła, a po krajowych boiskach będą biegać ciekawi piłkarze. Często jednak nie możemy, bo nie jest to zgodne z prawdą, a trwające właśnie okienko potwierdziło jedynie, że nasza liga co pół roku sukcesywnie się osłabia, wyprzedając to, co w niej najlepsze. Postanowiliśmy jednak przejrzeć wszystkie „wzmocnienia” zespołów Ekstraklasy i wybraliśmy 10 naszym zdaniem najciekawszych ruchów, zapraszamy.

Żeby było jasne – jeszcze dziś, na chwilę przed opublikowaniem tego artykuły na szybko przejrzeliśmy doniesienia klubowe, żeby sprawdzić, czy rzutem na taśmę nikt nie zakontraktował Messiego, Cristino Ronaldo albo chociażby jakiegoś Odjidji-Ofoe czy innego Carlitosa. Niestety nie. I chociaż okienko potrwa w Polsce do końca lutego i do tego czasu nasza klasyfikacja – mamy nadzieję! – zostanie przewrócona do góry nogami, wybieraliśmy z tego, co już przyklepane i na 100% pewne na dzień przed wznowieniem rozgrywek Ekstraklasy.

Bilans strat

Zanim dojdziemy do naszego rankingu, kilka słów należy poświęcić tym, którzy Ekstraklasę opuścili. Po stronie strat na pewno należy zapisać Jakuba Świerczoka, który dość nieoczekiwanie zamienił Zagłębie Lubin na ligę bułgarską, oraz już w pełni przewidywalny transfer Jarosława Jacha, który z ekipy Miedziowych przeniósł się do (póki co drużyny młodzieżowej) Crystal Palace. Abdul Azziz Tetteh oraz Fedor Cernych wybrali Dinamo Moskwa, Thibault Moulin – PAOK Ateny, a Armando Sadiku – hiszpańskie Levante. Legię opuścili także Dominik Nagy oraz Guilherme. Niewykluczone, że z biegiem czasu co bardziej zorientowani w realiach naszej Ekstraklasy zauważą brak Heberta w Piaście Gliwice czy Adama Gyurcso w Pogoni Szczecin. Większość ze wspomnianych piłkarzy, no może poza Sadiku, zdążyła z dobrej strony pokazać się publiczności w Polsce i ich brak w rozgrywkach rodzimej ligi będzie odczuwalny. Ale jako że życie nie znosi próżni…

Jakub Świerczok – największa strata Ekstraklasy podczas trwającego „mercato” ? /fot. Cyfrasport

Kto w zamian?

Jak widzimy, większość z tych, którzy opuścili Ekstraklasę i coś w niej znaczyli, to obcokrajowcy. Ale ponieważ w naturze nic nie ginie…w ich miejsce ściągnięto nowych. Mimo wszystko to dość niepokojąca tendencja. 3 dni temu ciekawą rzecz zauważył Tomasz Smokowski i domyślamy się, że te proporcje nie uległy w ostatnich kilkudziesięciu godzinach jakimś diametralnym zmianom.

Po tym przydługim wstępie przejdźmy do naszego subiektywnego rankingu ruchów transferowych, które wykonały kluby Ekstraklasy po to, żeby w rundzie jesiennej grać lepiej / dużo lepiej /nie gorzej niż jesienią. Wiadomo, że nie każdy osiągnie zamierzony cel, ale na ocenę tych ruchów także przyjdzie jeszcze czas. Póki co spójrzmy na piłkarzy, którzy w naszym mniemaniu mają szansę „zrobić różnicę”.

10. Jakub Bartosz ( Sandecja Nowy Sącz)

Młody pomocnik został do beniaminka Ekstraklasy wypożyczony z Wisły Kraków. Ten ruch to sytuacja, w której w zamyśle wszyscy wygrywają: oba kluby oraz sam piłkarz. Utalentowany wychowanek jesienią wystąpił w zespole Białej Gwiazdy 13 razy, ale tylko raz w podstawowym składzie. Mimo zaledwie 21 wiosen na karku ma już ponad 40 spotkań rozegranych w Ekstraklasie i cztery bramki. A jest w takim wieku, że po prostu potrzebuje gry w jak największym wymiarze czasowym. Dla „Sączersów” przyjście Bartosza to wzmocnienie rywalizacji o miejsce w składzie, a co za tym idzie – zwiększenie szans klubu na utrzymanie. Dla Wisły to inwestycja w tego piłkarza, z którego w przyszłości może mieć dużo pociechy, a dla niego samego – szansa na dalszy rozwój. Zobaczymy co z tego wyniknie.

Jakub Bartosz wiosną zagra w Sandecji / fot. Cyfrasport

9. Andrij Bohdanow (Arka Gdynia)

Ukrainiec dwa tygodnie temu obchodził 28 urodziny, więc przynajmniej w teorii wchodzi właśnie w najlepszy dla piłkarza wiek. Minionej jesieni Mateusz Szwoch nie miał w Arce realnej konkurencji do miejsca w składzie na pozycji ofensywnego pomocnika, więc wzmocnienie rywalizacji było priorytetem zdobywców Pucharu Polski. Bohdanow, czy stosując polską nomenklaturę, Bogdanow, to wychowanej Dynama Kijów, piłkarz, który zadebiutował w reprezentacji Ukrainy (jak na razie na jednym występie się jednak skończyło) po tym, jak w zespołach młodzieżowych tego kraju był podstawowym piłkarzem. Większość kariery spędził w ojczyźnie, z krótkimi romansami z ligami grecką oraz mołdawską. W swoim ostatnim klubie, Olimpiku Donieck zaliczył przez półtorej sezonu 40 występów, które okrasił sześcioma golami. W Ekstraklasie powinien sobie poradzić, a przynajmniej zmusić Szwocha do bardziej wytężonej pracy.

8. Thomas Dahne (Wisła Płock)

„Kiełpin jaki jest, każdy widzi” można sparafrazować słynne słowa Benedykta Chmielowskiego. O tym, że wiosną 30-latek będzie miał konkurenta w walce o miejsce między słupkami Wisły Płock wiadomo było już w grudniu, kiedy przyklepano transfer Niemca, Thomasa Dahne. Pisaliśmy o nim w artykule „Jak zareaguje Seweryn Kiełpin” tak (cały tekst TUTAJ):

Niemiec od dwóch lat broni barw HJK Helsinki, z którym dopiero co odzyskał tytuł mistrza Finlandii. 23-latek w tym czasie rozegrał we wszystkich rozgrywkach 76 spotkań, średnio wpuszczając mniej niż jedną bramkę na mecz. Co więcej, ponad 42% spotkań zakończył z czystym kontem. Co prawda łatwiej strzec bramki mistrza Finlandii niż średniaka polskiej Ekstraklasy, ale w Skandynawii o młodym Niemcu mają bardzo dobrą opinię.

Umiejętności językowe Dahne po kilku dniach w Wiśle Płock wyglądały tak – ciekawe jak wygląda sytuacja miesiąc później?

7. Jakub Czerwiński (Piast Gliwice)

Wypożyczony z Legii stoper będzie próbował odbudować formę w Piaście, a także zastąpić Heberta w skali jeden do jednego. Powinno się udać, ponieważ jeszcze za czasów gry w Pogoni Czerwiński był czołowym środkowym obrońcą Ekstraklasy, a w Warszawie jego dalszy rozwój w dużej mierze pokrzyżowały kontuzje. Jesienią grał mało, więc najlepszą opcją zarówno dla niego, jak i Legii było wypożyczenie go gdzieś, gdzie będzie miał szansę co tydzień wybiegać w podstawowym składzie. A u Waldemara Fornalika powinien grać, bo były selekcjoner wie dobrze, jak przywrócić piłkarza do optymalnej formy. Kolejna transakcja z cyklu: win-win-win. Przynajmniej w teorii.

6. Oleksij Chobłenko i Elvir Koljić ( Lech Poznań)

W Kolejorzu pozbyto się Nicki-Bille Nielsena i zastąpiono go…dwoma innymi napastnikami. Gorzej na pewno nie będzie. Obaj dość młodzi (Ukrainiec 23, Bośniak 22 lata), obaj w ostatnich miesiącach regularnie grali i strzelali gole. Chociaż w niezłej dyspozycji jest Christian Gytkjaer, na pewno w Poznaniu liczą, że chociaż jeden z nowych napastników „odpali” i wesprze Duńczyka w zdobywaniu bramek A jak będzie w rzeczywistości? Nasza liga jest wyjątkowo specyficzna, gwiazdami stawali się tu piłkarze, po których nikt by się tego wcześniej nie spodziewał, a znacznie bardziej uznani gracze zaliczali spektakularne porażki. Dla obu świeżo upieczonych Lechitów klub ze stolicy Wielkopolski to na dobrą sprawę pierwsze zagraniczne wyzwanie. Ciekawe, czy któryś sobie u nas poradzi.

Christianowi Gytkjaerowi przybędzie dwóch konkurentów do miejsca w składzie / fot. Cyfrasport

5. Paweł Bochniewicz (Górnik Zabrze)

Za największe sukcesy transferowe rewelacyjnego beniaminka Ekstraklasy należy przede wszystkim uznać utrzymanie całej kadry drużyny, która jesienią zadziwiała całą Polskę. Ekipa Marcina Brosza została także wzmocniona młodzieżowym reprezentantem Polski, w postaci Pawła Bochniewicza właśnie. Obrońca włoskiego Udinese zamiast dalej siedzieć na ławce rezerwowych w oczekiwaniu na swoją szansę postanowił zrobić krok w tył, dzięki któremu być może wkrótce uczyni dwa skoki do przodu. Rosły defensor powinien świetnie wpasować się w młodą, grającą bez kompleksów drużynę Górnika, a z młodszym o rok Mateuszem Wieteską, z którym dobrze zna się z „młodzieżówki” Czesława Michniewicza, może stworzyć ciekawy duet stoperów. A to z kolei może przełożyć się na skuteczną walkę zabrzan na obu frontach, jako że medal Ekstraklasy oraz Puchar Polski wydają się możliwymi do zdobycia trofeami w tym sezonie.

4. Ariel Borysiuk (Lechia Gdańsk)

Lechia powoli staje się dla Ariela tym, czym dla Odyseusza była Itaka. Wraca tam już po raz trzeci. W przypadku pomocnika Biało-zielonych filozoficzne pytanie „być czy mieć” można sparafrazować na „grać czy zarabiać?”. Wiadomo, w Queens Park Rangers można liczyć na wysoką tygodniówkę, ale od siedzenia na ławce w angielskiej Championship 26-latka co jakiś czas zaczynają boleć pośladki. Przyjeżdża więc trochę pograć do Ekstraklasy, gdzie mimo wszystko jest lepszy niż konkurencja, po czym pełen nadziei wraca na wyspy, gdzie znowu odbija się od ściany. Tym razem mamy jednak do czynienia nie z wypożyczeniem, a transferem definitywnym, bo umowa Ariela z londyńskim klubem została zerwana. Czy będzie grał? Raczej tak, bo nawet po półrocznym siedzeniu na ławce wciąż jest lepszy niż Daniel Łukasik. Jak długo wytrzyma w Gdańsku? Coś nam podpowiada, że do trzydziestki, bo tak długo powinien zostać w Lechii według 3,5 rocznej umowy, raczej nie wytrzyma. Chociaż nie można powiedzieć, że u piłkarza brakuje entuzjazmu, który widać na poniższym zdjęciu.

3. Bodvar Bodvarsson (Jagiellonia

Pierwszy Islandczyk w historii Ekstraklasy zagra w Białymstoku. 22-latek ma już na koncie 4 występy w reprezentacji swojego kraju, a Jagiellonia będzie dla niego drugim zagranicznym klubem w karierze, chociaż w duńskim Midtjylland nie zdołał nawet zadebiutować. Z klubem, którego jest wychowankiem, a którego nazwy doprawdy nie jesteśmy w stanie powtórzyć zdobył dwukrotnie mistrzostwo Islandii oraz Puchar tamtejszej ligi. Jak na bocznego obrońcę imponuje wzrostem, a regularne występy w Ekstraklasie mają mu pomóc wyjechać na Mundial do Rosji. Jako, że ze stolicy Podlasia do Lecha Poznań odszedł Piotr Tomasik, o miejsce w składzie powinien rywalizować z Guilherme. Ciekawi jesteśmy jak poradzi sobie na naszych boiskach.

2. Transfery Legii Warszawa

Pamiętamy, w jaki sposób Legia przeprowadzała swoje transfery w ostatnich okienkach. Wolno, bez pomysłu, ładu i składu. Dlatego szybkość i ilość transakcji duetu Jozak-Kepcija już na początku roku zrobiła spore wrażenie. Wojskowi pozbyli się kilku niepotrzebnych piłkarzy, kilku nie potrafili zatrzymać, ale już na początku okresu przygotowawczego szkoleniowiec Legii miał do dyspozycji nowych piłkarzy, którzy mieli czas wkomponować się w zespół. Przyszedł więc obrońca, który 10 lat temu wywalczył z reprezentacją Francji wicemistrzostwo Europy do lat 17, William Remy. Do tego reprezentant Czarnogóry Marko Vasović oraz wszechstronny Chorwat, Domagoj Antolić. W ostatnich dniach dołączył do nich 40-krotny reprezentant Luksemburga, Chris Philipps, który większość swojej dotychczasowej kariery spędził we Francji. Być może porażka 1:5 w sparingu z czeską Viktorią Pilzno tego nie zapowiada, ale Legia naszym zdaniem sięgnie po kolejne mistrzostwo kraju. Jest jeszcze Eduardo, ale o nim za chwilę.

Romeo Jozak miał okazję ułożyć Legię po swojemu. Czy doprowadzi go to do mistrzostwa kraju? / fot. Cyfrasport

1. brak

Znacie takie przypadki, kiedy rozgrywany jest jakiś konkurs, ale konkurencja jest tak słaba, że jury nie przyznaje pierwszej nagrody i rywalizacja pozostaje nierozstrzygnięta? Tak było i w tym przypadku. Nie było w ostatnich tygodniach spektakularnego transferu, o którym mówiłaby cała Polska. Eduardo? Może 3 czy 4 lata temu, kiedy nie był jeszcze niedołężnym emerytem, mógłby porozstawiać piłkarzy Ekstraklasy po kątach. Prawdopodobnie w jego przypadku każdy mecz rozegrany w pełnym wymiarze czasowym będzie sukcesem, a nie bramki bądź asysty. Już pierwszy mecz w wykonaniu chorwackiego Brazylijczyka pokazał, że mamy do czynienia z inwalidą, który przyjechał do Polski odcinać kupony od dawnej sławy i zarobić trochę grosza. I jeśli Legia nie wzmocni dodatkowo napadu, niewykluczone, że Jarosław Niezgoda pozostanie wiosną bez konkurencji. Koniec końców, co za różnica – i tak pewnie Legia zostanie mistrzem Polski…

*

Oferta LV BET na mecze Ekstraklasy po kliknięciu w baner

Bonus do 3333PLN na start
LV BET Zakłady Bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez Ministra Finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem