PZPN nie wycofa się z idiotycznego przepisu? Chcą go nawet zaostrzyć

Wiele razy krytykowaliśmy Polski Związek Piłki Nożnej czy Ekstraklasę, gdy mieliśmy ku temu dobry powód. Nie z zawiści, chęci dołożenia komukolwiek czy osobistych pobudek, ale dla dobra polskiej piłki. Jeden z naszych postulatów może się ziścić już w nowym sezonie. 

Żaden kraj nie ma bardziej rygorystycznych przepisów pod tym względem na Starym Kontynencie. Od sezonu 2015/2016 postanowiono na najwyższym szczeblu piłkarskim w Polsce mocno ograniczyć liczbę zawodników spoza Unii Europejskiej. Być może jednak ten idiotyczny przepis przestanie obowiązywać od nowego sezonu. Obiecującego twitta napisał prezes PZPN, Zbigniew Boniek:

Już w tym sezonie PZPN zwiększając liczbę dostępnych zawodników spoza Unii Europejskiej z dwóch do trzech potwierdził, że poprzednia wersja przepisu była zła. Nie wycofał się jednak, a zamiast tego próbował naprawiać. Dziwne, bo jeśli coś jest złe u podstaw, to trzeba to po prostu wyrzucić do kosza. Tak, jak limit „obcokrajowców”. Skąd cudzysłów? To nie jest bowiem limit obcokrajowców, a ograniczenie sportowców pochodzących z krajów spoza Europy lub tych gorzej dogadujących się z Brukselą.

Niestety, PZPN chce doprowadzić do tego, że… nawet oni nie będą mogli grać w takiej liczbie jak do tej pory.

Na ten moment Niemców może grać u nas bez liku, ale Rosjan – nie. Anglik, Francuz i Hiszpan mogli stworzyć ofensywne trio, ale Brazylijczyk, Egipcjanin i Ukrainiec – do niedawna nie. To ma się zmienić, bo PZPN próbuje przepchnąć ograniczenie dotyczące także piłkarzy z europejskiej wspólnoty.

Tak poinformował dziś na swoim fanpage’u Mateusz Święcicki. Ba, do tego ma dojść również obowiązek wprowadzenia na boisko młodzieżowca. Nie zwolennikami patrzenia piłkarzom w paszport. Od tego jest reprezentacja, by tam grali piłkarze jednego kraju. Klub to klub, tu może grać każdy.

Lubimy komplikować sobie życie – stąd zjawisko farbowanych lisów oraz limity obcokrajowców w klubach. Pomieszanie z poplątaniem. O ile jednak restrykcje dotyczące liczby Polaków nie są z naszej bajki, ale je rozumiemy, tak idei tych obecnych przepisów pojąć nie jesteśmy w stanie.

W czym ma pomóc ograniczenie liczby Brazylijczyków, którzy mogliby wnieść trochę magii, dryblingów i bajecznej techniki, jeśli równocześnie w najlepsze trwa zaciąg z reguły pozbawionych polotu Litwinów, Czechów czy Słowaków? Dlaczego mamy faworyzować jedne kraje kosztem drugich, jeśli nie jesteśmy z nimi w żadnym konflikcie? Dlaczego w ogóle nakazywać klubowi, który jest z założenia unikalnym tworem, jakich piłkarzy ma zatrudniać?

– Zrobiliśmy taką analizę od 2001 roku do dzisiaj, to jest 16 lat. Nie chcę nawet mówić, ilu zawodników spoza UE do Polski trafiło, ale ponad 90 procent przyszło za darmo, na zerowych kontraktach, z czego 50, 60 procent po dwóch latach skończyło jako kucharze, zmywali naczynia – mówił Boniek.

Nie chcemy pytać, ilu zawodników wewnątrz Unii skończyło jako kucharze czy na zmywaku, bo nie chodzi o przekomarzania. Jakie są fakty? W rankingu najlepszych obcokrajowców portalu Weszło, w pierwszej dziesiątce znalazło się aż ośmiu piłkarzy spoza Unii.

– Dzięki temu przepisowi mamy tylko 38 obcokrajowców spoza Unii we wszystkich klubach – mówił rok temu prezes PZPN.

Co z tego jednak, że mamy mniej obcokrajowców spoza Unii, skoro w sumie piłkarzy niepochodzących z Polski jest coraz więcej? Według danych International Centre for Sport Studies, w 2009 roku procent zawodników spoza Polski wynosiła 19.6%. Później wzrósł, ale co ciekawe – następnie zaczął maleć. Do momentu, aż nie postanowiono wprowadzić limitu. Odkąd wprowadzono zaostrzenie, w ciągu trzech lat – od 2015 roku – nikt w Europie nie wystrzelił pod względem punktów procentowych tak bardzo w górę, jak my.

Miało być coraz więcej Polaków, jest coraz mniej. W 2015 było to 72.4%. W lutym tego roku badaliśmy, ilu z zawodników grających w polskiej lidze ma polski paszport. Wyniki były zatrważające – zaledwie 56%. W żadnej lidze świata nie było takiego spadku punktów procentowych krajowych zawodników. Na drugim miejscu po Ekstraklasie (przyrost obcokrajowców 16,4 p. proc.) byli Turcy (10.3%), trzeci – Białorusini (10%). W żadnej z 31 najlepszych lig na Starym Kontynencie liczba zagranicznych piłkarzy nie wzrosła tak bardzo, jak w kraju nad Wisłą.

Jeśli PZPN i Ekstraklasa wyrzucą nowy przepis do kosza – liga nie straci, a zyska. Pozostaje mieć nadzieję, że protest klubów da radę i nie uda się przepchnąć tego bezsensownego przepisu. To po prostu nie ma sensu!