Puchar M13trzów znów dla Realu!!!

Fatalne błędy Lorisa Kariusa oraz łzy Mo Salaha – z tym po latach kojarzyć będzie się finał Ligi Mistrzów 2017/2018. Real Madryt po raz trzynasty sięgnął po Puchar Mistrzów i trzeba przyznać, że na pewno nie była to pechowa trzynastka.

Triumf nie przyszedł łatwo, ale Real zagrał jak…Real, do bólu skutecznie, bezwzględnie wykorzystując błędy rywali. A tych nie brakowało…

Łzy Salaha

Jeśli chodzi o wyjściowe jedenastki – zero niespodzianek. Zarówno Zidane jak i Jurgen Klopp postawili na swoich najbardziej zaufanych ludzi. Na ławce rezerwowych został Gareth Bale, chociaż w jego wypadku, po tak pechowym sezonie, mimo wszystko obecność w podstawowym składzie byłby zaskoczeniem. Natomiast jeden rzut oka na ławki rezerwowych obu ekip mówiły jasno – to Królewscy, ze wspomnianym Walijczykiem oraz Lucasem Vazquezem, Marco Asensio oraz Mateo Kovaciciem mieli więcej asów w rękawie. W meczowej osiemnastce The Reds znalazł się natomiast Emre Can, który zdążył wykurować się po kontuzji.

Szkoleniowcy z pewnością nie myśleli, że w kierunku ławek rezerwowych po raz pierwszy będą musieli spojrzeć już po połowie godziny gry. W starciu bark w bark z Sergio Ramosem ucierpiał Mohammed Salah i ze łzami w oczach zmuszony był opuścić boisko.

Bark był w tej sytuacji zresztą słowem-kluczem, bo właśnie ta część ciała zabolała Egipcjanina. Jak poważna to kontuzja i czy udział piłkarza w Mistrzostwach Świata jest zagrożony – póki co nie wiadomo. Kilka minut później z rozpaczy płakał Dani Carvajal, który też przegrał z urazem. W miejsce skrzydłowego Liverpoolu pojawił się Adam Lallana, a obrońcę Realu zmienił Nacho.

Kontuzja lidera wyraźnie podcięła, dosłownie i w przenośni, skrzydła ekipie The Reds, która do tego momentu była groźniejsza. Grała szybciej, najprostszymi środkami przenosiła piłkę pod bramkę Królewskich, a w 22 minucie kapitalny strzał Alexandra-Arnolda złapał zasłonięty przez swoich obrońców Navas. Real odpowiedział jedynie niecelnym strzałem z ostrego kąta CR7, ale ekipa z Madrytu grała niedokładnie i zbyt schematycznie. Inicjatywę obrońcy tytuły przejęli dopiero wówczas, gdy murawę opuścił Egipcjanin, a Benzema zdołał nawet trafić do siatki, ale sędzia liniowy słusznie zasygnalizował pozycję spaloną. Chwilę później arbiter z Serbii zakończył pierwszą, rozczarowującą część gry.

Ulreich bis, Ronaldo bis

Można się było spodziewać, że po zmianie stron Real rzuci się na podłamanego utratą czołowego gracza rywala. Ostrzeżeniem był strzał w poprzeczkę Isco, który nie wykorzystał błędu obrony The Reds. Chwilę później jednak mieliśmy powtórkę z meczu Realem z Bayernem, a fatalnie pomylił się golkiper Liverpoolu, Loris Karius. Chciał wprowadzić piłkę do gry, ale rzucił ją wprost na nogę Benzemy. To kolejna bramka – kuriozum, strzelona przez francuskiego napastnika w tej edycji Ligi Mistrzów.

Wszystko układało się po myśli Zinedine’a Zidane’a i jego podopiecznych, ale tylko przez niespełna pięć minut. Rzut rożny, główka Lovrena, refleks Mane i remis. 1:1. „Lepiej teraz, niż w meczu otwarcia Mistrzostw Świata” pomyślał zapewne niejeden polski kibic. Mecz rozpoczął się od nowa.

Skoro Karius postanowił popełnić błąd równie spektakularny, jak kilka tygodni temu Ulreich, Gareth Bale, który po godzinie gry pojawił się na boisku, również postarał się zrobić coś wielkiego, ale postanowił wzorować się na swoim klubowym koledze, Cristino Ronaldo. Efektem bramka strzelona przewrotką w jednym z pierwszych kontaktów z piłką. Czy gol był piękniejszy niż trafienie Portugalczyka, który w podobny sposób zdobył gola przeciwko Juve? Chyba nie, ale czy to ważne?

Real jak Real… Dramat Kariusa

Liverpool raz już powrócił do życia, ale uczynić to dwukrotnie, w meczu przeciwko Realowi, dla którego finał Ligi Mistrzów to „kolejny dzień w biurze” to już nie lada wyzwanie. Ale to Królewscy dążyli do zabicia tego meczu i uczynił to Bale, przy wydatnej pomocy Kariusa właśnie. Niemiecki bramkarz popełnił kolejny, koszmarny błąd. Walijczyk ma co prawda potężne uderzenie z dystansu, ale tym razem jego strzał został oddany z naprawdę dużej odległości, w dodatku leciał w sam środek bramki. Ale to i tak było zbyt trudne do obrony dla 24-latka uderzenie, który najwyraźniej przeżywał jeszcze swoją wcześniejszą „interwencję”. To musiał być koniec. I był. W tym spotkaniu nic ciekawego już się nie wydarzyło, oprócz wtargnięcia kibica na murawę w ostatniej minucie doliczonego czasu gry. Po chwili sędzia zakończył zawody.

To nie był najpiękniejszy finał ligi mistrzów w historii, ale finały mają to do siebie, że po latach niewiele mówi się o stylu, a liczą się fakty. A te są takie, że Real był drużyną dojrzalszą, bardziej cwaną i doświadczoną. Po raz trzynasty w historii Pucharu Mistrzów.

Bonus do 1500PLN na start
LV BET Zakłady Bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez Ministra Finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem