PSG najmniejszym nakładem sił pokonuje Lipsk. Ciekawie w grupie H!

W tytule bynajmniej nie chodzi o to, że PSG miało z Lipskiem łatwo - tylko o to, że zrobiło tak niewiele, by tak wiele osiągnąć. W trybie ekonomicznym piłkarze Thomasa Tuchela uciekli spod topora, który mógłby skrócić mistrzów Francji o fazę pucharową Ligi Mistrzów. Po rehabilitacji Manchesteru United na Old Trafford w teoretycznie najgorszej sytuacji przed finiszem w grupie H znalazł się RB Lipsk.

Zdecydowanie najciekawszą grupą w dzisiejszej serii gier była ta, w której o awans walczą Manchester United, Paris Saint-Germain i RB Lipsk. Dwa ostatnie zespoły zmierzyły się ze sobą ponownie w 4. kolejce. Mistrzowie Francji chcieli zrewanżować się za porażkę 1:2 w Niemczech i ta sztuka im się udała. I choć trudno przyznać, że zwycięstwo 1:0 po rzucie karnym Neymara komukolwiek zaimponowało, punkty były dla Tuchela zdecydowanie ważniejsze niż styl. Nawet, jeśli zdobyte raczej niezasłużenie…

Trudno bowiem dopatrzyć się przewinienia Sabitzera na Di Marii, które było podstawą do podyktowania jedenastki…

https://twitter.com/Laligaspain2/status/1331330931425206273

 

Lipsk strzelał na bramkę Navasa blisko dwa razy częściej, niż paryżanie próbowali pokonać Gulacsiego, a to ci drudzy wywalczyli komplet – tak ważnych w końcowym rozrachunku – punktów. Na nic się zdało również większe posiadanie piłki czy znacznie częstsza i dokładniejsza wymiana podań. Lipsk nie grał źle, ale gospodarze nie wypuścili tego spotkania spod kontroli. Właściwie nie mogli tego zrobić, wykorzystali już margines błędu. PSG w przypadku porażki właściwie mogłoby już się szykować do meczów o Ligę Europy na wiosnę. Ze stratą sześciu punktów do Lipska i United, na dwie kolejki przed końcem, byłoby paryżanom bardzo trudno o wbicie na miejsce premiowane awansem.

Teraz jednak wszystko jest możliwe: „Czerwone Diabły” mają dziewięć oczek, o trzy więcej od Niemców i Francuzów, ale to oni w jednym z dwóch ostatnich spotkań mierzyć się będą z Instanbulem Basaksehir. Turcy, z wyjątkiem na mecz z drużyną Solskjaera u siebie, dotychczas tylko przegrywają. Nie inaczej było na Old Trafford, na którym brylował Bruno Fernandes, strzelec dwóch pierwszych bramek. Trafienie dołożyli też Rashford i James, a babola – David De Gea, który wpuścił stosunkowo niegroźny strzał z rzutu wolnego. Wiele się więc w Grupie H może zdarzyć, a najbliższe mecze z udziałem „Czerwonych Diabłów” dzięki takiemu układowi rezultatów zapowiadają się pasjonująco!

 

Bonus do 1500PLN na start
LV BET Zakłady Bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez Ministra Finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem