Przestańcie się wygłupiać i wracajcie do Ekstraklasy

Zrobię krok w tył, żeby później dać dwa do przodu! – to zdanie jest wypowiadane przez zawodników, którzy „schodzą” na niższy poziom rozgrywkowy częściej, niż „derby rządzą się swoimi prawami” przez meczem lokalnych rywali. Łatwiej jest jednak mówić, niż robić. Wyjazd za granicę jest przez naszych piłkarzy jak uwolnienie z klatki. Albo jakby ktoś w kraju nad Wisłą ich bił i katował, a oni mogli wyrwać się z rąk oprawcy.

Przed każdym startem sezonu bądź rundy Ekstraklasy zastanawiamy się nad jej ogólnym stanem. Co pół roku jak mantrę zadajemy sobie na pytanie „jest lepiej czy gorzej?”, a odpowiedź nigdy nie jest satysfakcjonująca. Bo co z tego, że to wszystko wygląda coraz lepiej wizualnie? Nasz liga przypomina zepsuty w środku ząb, który jakiś nieudolny dentysta wyleczył tylko z zewnątrz. Podchodzimy do lustra, wygląda ładnie. Ale boli.

Z Ekstraklasą jest tak samo. Czekasz na pierwszy ekstraklasowy piątek, jak łakomczuchy na tłusty czwartek. Pędzisz do kiosku, by wziąć do ręki Skarb Kibica. Spoglądasz z niecierpliwością na pilot, by punkt 18 nie tyle zobaczyć nowych piłkarzy i odmienione drużyny, co nawet odświeżoną tablicę wyników. Co kilka miesięcy sytuacja się powtarza, chociaż przecież przez ten czas liga brzydła ci z każdym – przyjemnym jak masaż ostrym nożem – „spektaklem”. Wszystko i tak jest znośne, dopóki wychwalana przez ekspertów i wiwatowana przez kibiców drużyna z pierwszej trójki nie przywiezie batów z coraz dziwniejszych miejsc Starego Kontynentu, przy których Karabach Agdam wygląda jak Real Madryt.

Dlaczego boli? Bo wyjeżdżają stąd nie tylko wybitni, ale i ci, którzy kilka razy prosto kopnęli piłkę. Jak już dostali powołanie to wizja podboju Zachodu zaślepia im oczy jak w latach 90. intro „Słonecznego Patrolu”. Jarosław Jach otrzymał takowe od Adama Nawałki, wypadł przeciętnie na tle katastrofalnych w tych dwóch spotkaniach kolegów i pomimo naprawdę przeciętnej jesieni w Ekstraklasie postanowił podbić Premier League. Mundial za cztery miesiące? Trudno, taka okazja może się nie powtórzyć. W sumie nawet mu się nie dziwię.

Natomiast co z tymi, którzy mieli poważne plany podboju świata, ale cały czas pozostają one nadal tylko planami? Tu zdziwienie się pojawia, szczególnie teraz, kiedy Mistrzostwa Świata w Rosji za pasem. Powrotu i regularnej gry nie wybiera nikt, nawet jeśli gnije na ławce rezerwowych bądź trybunach. Jak gdyby półroczny pobyt i odbudowa w polskiej Ekstraklasie były skazą na wizerunku i plamą na honorze.

Szkoda, bo – dla dobra swojego, całej ligi, a być może i nawet reprezentacji Polski (sześciu z siedmiu poniżej wymienionych piłkarzy to kadrowicze) – warto byłoby wrócić do formy, a nasza liga jest najlepszą do tego okazją. Okienko transferowe na świecie już się zamknęło, ale przecież w Polsce nadal trwa. Kilku piłkarzy powinno schować dumę do kieszeni i zastanowić się, czy nie warto zaufać temu lekkiemu bólowi gdzieś z tyłu głowy, nazywanego tu i ówdzie ambicją. Przynajmniej na pół roku.

Kamil Wilczek

Etatowo powoływany przez Adama Nawałkę, ani razu do siebie nie przekonał. Przestał też strzelać w Brondby, a zimą mówiło się sporo o jego powrocie. I słusznie, bo w tym sezonie w 21 meczach zaledwie czterokrotnie wpisał się na listę strzelców. Tylko trzy razy zagrał jesienią pełne 90 minut. Strzelił bramkę 26 listopada, ale w następnych dwóch meczach nie znalazł się w kadrze. Idealny klub na powrót: Lech Poznań.

Bartłomiej Drągowski

Przygoda Bartka w Fiorentinie coraz bardziej przypomina Wojciecha Pawłowskiego i Udinese. Ten drugi też wyjeżdżał jako młody talent i gwiazda ligi, a wracał nie tyle z podkulonym, co obciętym ogonem. Drągowski jest nadal bardzo młody, bo ma 21 lat, ale od dwóch lat nie gra. Siedzenie na ławce nie można nazwać rozwojem. Powtarzamy po raz kolejny: w tym wieku trzeba grać, albo chociaż przypomnieć sobie, jak to jest. Idealny klub na powrót: Jagiellonia Białystok


Łukasz Szukała

Jeszcze niedawno tworzył parę stoperów z Kamilem Glikiem i był pewniakiem do wyjazdu na Euro. Skokiem na kasę do jednego z klubów Arabii Saudyjskiej przekreślił swoją dalszą karierę. Od tamtego momentu notuje zjazd za zjazdem. Obecnie grzeję ławkę w drugiej lidze tureckiej. Do Ekstraklasy nie może wrócić z prostego powodu: nigdy w niej nie grał. Ale może powinien? Nie w kontekście mundialu, ale nie takie „rzutem na taśmę” w piłce nożnej widzieliśmy. Idealny klub na powrót: Zagłębie Lubin

Mariusz Stępiński

Jego nazwisko wpisujemy z dużym bólem, bo przecież już wracał. Odbił się od Norymbergi i na szczęście nie postanowił trwać w marazmie, tylko pokazać się z dobrej strony najpierw w Wiśle, a później w Ruchu. Dobre występy w Chorzowie zaowocowały przenosinami do Nantes, w którym przecież zaczął świetnie. Powołany na Euro 2016, stracił jednak w oczach Nawałki na tyle, że sztuki z miejscem na 23-osobowej liście w Rosji nie powtórzy. Chociaż w Chievo już zaliczył ostatnio dwa (jedyne w tym sezonie) występy z rzędu w pierwszej jedenastce, nie pokazał się z oszałamiającej strony i znów „stracił plac”. Gol w sześciominutowym debiucie to wszystko, co uzbierał w tym sezonie. Może przydałby się kolejny zastrzyk gry i regularne słuchanie dźwięku trzepoczącej w siatce piłki? Idealny klub na powrót: Lech Poznań

Paweł Olkowski

W FC. Koeln nawet w obliczu jedenastu kontuzji i zawieszeń w kadrze „Koziołków” nie powąchał murawy w kilku meczach ligowych. Zagrał 90. minut z Bayernem 13 grudnia, ale w następnych pięciu spotkaniach nie powąchał murawy. Bliski Lecha, ale wysypał się jego transfer wraz z oblanymi testami medycznymi Gumnego. Jeszcze niedawno, bo w meczu decydującym o awansie na Euro2016 z Irlandią Północną, wyszedł w pierwszym składzie na Stadionie Narodowym kosztem Jakuba Błaszczykowskiego. Teraz nie gra, a jak gra to zawodzi. Ekstraklasa to jedyne rozsądne wyjście w jego sytuacji. Idealny klub na powrót: Górnik Zabrze.

BARTŁOMIEJ STAŃDO

Bonus do 3333PLN na start
LV BET Zakłady Bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez Ministra Finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem