Przepraszam, czy tu biją? Tak, piłkarze!

Patrice Evra niejednokrotnie udowadniał na łamach swoich mediów społecznościowych, że rytm dnia w postaci pracy 8-16, obiadu, gazety, telewizji, kolacji i snu to raczej nie jego bajka. Obrońca Olympique Marsylia słynie z nieszablonowości, oryginalności, ciągłego chodzenia pod prąd. Kiedy w Polsce modne stało się bicie lub straszenie piłkarzy, Evra odwrócił ten ekstraklasowy trend i dla odmiany postanowił utemperować kibica. Otrzymał za to czerwoną kartkę – najszybszą w historii, bo otrzymaną jeszcze przed meczem.

Mówi się o tym, że kibice Marsylii są wściekli postawą i formą drużyny w ostatnich meczach. W Portugalii drużyna ze Stade Velodrome potwierdziła przyczynę frustracji fanów, bowiem przegrała z Vitorią Guimaraes 0:1. Do niecodziennej dziwnej sytuacji doszło jednak jeszcze przed meczem. Fani OM lżyli francuskiego lewego obrońcę przez niemal pół godziny, więc ten poszedł z nimi porozmawiać. Sytuacja w pewnym momencie wymknęła się spod kontroli, w efekcie czego Evra kopnięciem rodem z azjatyckich sztuk walki postanowił uderzyć jednego z kibiców. Dlaczego? Pewnie ten fan nie kochał futbolu. Albo nie lubił poniedziałków. Albo Patrice po prostu chciał wykopać rasizm z futbolu? W każdym razie nie był jedynym w historii piłkarzem, który postanowił wymierzyć sprawiedliwość osobiście.

Z niemal bliźniaczą sytuacją do czynienia miał były klub Evry, czyli Manchester United. Grający w jego barwach Eric Cantona zaatakował kopnięciem karate fana Crystal Palace. Genialny napastnik z Francji najpierw otrzymał czerwona kartkę, a schodząc z boiska usłyszał jednego z kilkudziesięciu tysięcy fanów na Selhurst Park, którzy wyzywali go na przeróżne sposoby. – Wypier… z powrotem do Francji – miał powiedzieć Matthew Simmons, który chwilę później został zaatakowany pamiętnym kopnięciem z wyskoku. – Powinienem uderzyć go mocniej – przyznał później Cantona, którego zawieszono na dziewięć miesięcy i skazano na 120 godzin prac publicznych.

Pechowa jest Liga Europy w tym sezonie, jeśli chodzi o agresję piłkarzy względem kibiców. Jeszcze niedawno na Goodison Park byliśmy świadkami nietypowego zdarzenia, w którym fan Evertonu – z dzieckiem na rękach! – próbował zmierzyć swoje pięściarskie siły z bramkarzem Lyonu, Anthonym Lopesem. Jeden z ciosów spadł nawet na twarz golkipera gości. „Jednoręki Bandyta” z Goodison dostał dożywotni zakaz stadionowy.

Do ogromnego skandalu doszło sześć lat temu w lidze rumuńskiej. Tuż przed przerwą meczu Petrolulu ze Steauą Bukaresz sędzia zdecydował się podyktować jedenastkę dla gości. Ta wiadomość była nie do zniesienia dla jednego z fanów gospodarzy, który przedarł się na boisko i zaczął przemierzać je całe w kierunku 11. metra od bramki swojej drużyny. Po drodze uderzył od tyłu obrońcę Steauy, George Galamaza.

Zawodnik klubu z Bukaresztu po zajściu narzekał na problemy ze słuchem, a ponadto okazało się, że ma złamaną kość policzkową. Dłużni kibicowi Petrolulu nie pozostali koledzy z drużyny Galamaza. Rzucili się na chuligana natychmiastowo, wymierzając mu serię kilkunastu kopnięć, za co dwóch zawodników Steauy otrzymało czerwone kartki. Pomimo tego goście prowadzili 2:0, kiedy to sędzia ostatecznie przerwał spotkanie. Racą uderzony bowiem został golkiper czerwono-niebieskich, Ciprian Tatarusanu. Starcie zakończyło się ostatecznie przyznaniem walkoweru klubowi ze stolicy Rumunii.

*

„Czerwone Diabły” noszą swój przydomek niebezpodstawnie. W meczu Manchesteru United z Galatasaray Stamuł w stolicy Turcji nieproszonym gościem na murawie okazał się kibic gospodarzy. To nie spodobało się Peterowi Schmeichelowi, który bez pardonu złapał intruza i dosłownie wyrzucił go z boiska. Silne ręce nie tylko pomagały duńskiemu golkiperowi w cudownych paradach i interwencjach, ale także rzucaniu nieproszonym kibicem jak kukłą. Pretensje mieli o takie zachowanie piłkarze Galaty, ale zupełnie niezrozumiałe. Schmeichel kibica nie uderzył, a jedynie twardo i dobitnie pokazał mu, gdzie jest jego miejsce – na trybunach, a co najmniej poza białą linią ograniczającą plac gry.

Do bardzo ciekawej sytuacji doszło w Pucharze Holandii sześć lat temu. W 36. minucie stały punkt tego tekstu, czyli fan wbiega na murawę. Postanawia zaatakować golkipera AZ, które mierzyło się tego dnia z Ajaksem. Golkiper klubu z Alkmar, Esteban Alvarado, wykazał się sporym refleksem i ubiegł atak napastnika z trybun kopnięciem.

Dzięki temu niesforny kibic znalazł się na murawie, a Alvarado w amoku jeszcze dwukrotnie uderzył (próbował uderzyć?) tego, który chwilę wcześniej chciał zagrozić jego zdrowiu. Sytuację kilka sekund później opanowała ochrona, a kontrowersyjną i nieżyciową (choć w świetle przepisów słuszną) decyzją podjął arbiter tego spotkania, który pokazał ratującego się w samoobronie bramkarzowi czerwoną kartkę. Na znak protestu trener AZ, Gertjan Verbeek, nakazał swoim zawodnikom zejście do szatni.

To była dobra decyzja trenera, bowiem jego zespół przegrywał 0:1 i miał grać w osłabieniu przez niemal godzinę gry. Zamiast tego sprawiedliwości stało się zadość, a holenderski związek podjął decyzję o anulowaniu kary dla bramkarza i powtórzeniu spotkania bez udziału publiczności.

Komentarze