Lv bet zakłady bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez ministra finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem.

Przegrani sezonu w końcu wygrali coś ważnego

Gra Lechii w drugiej połowie spotkania w Gliwicach dała w końcu argument za tym, że biało-zieloni nie są jedną z dwóch najsłabszych ekip Ekstraklasy i zasługują na utrzymanie. Przez pierwsze 45 minut gdańszczanie grali tak, jakby już przygotowywali się do poziomu pierwszej ligi, ale w kluczowym momencie rękę wyciągnął w ich kierunku ich były piłkarz.

Trudno powiedzieć, czy popularny Jedi na chwilę dostał zaćmienia, zobaczył biało-zielony strój i instynktownie podał piłkę rywalowi. A tak zupełnie poważnie, to do chwili popełnienia błędu był pewnym punktem swego zespołu. Gol do szatni zmienił jednak wszystko.

Dywersant Jedi

Marcin Pietrowski, mimo, że 1 kwietnia skończył 30 lat, ma w swoim piłkarskim CV tylko dwa kluby. Jest wychowankiem Lechii Gdańsk i rozegrał w jej barwach 164 spotkania. Gdy w ekipie biało-zielonych zabrakło dla niego miejsca, przeniósł się do Gliwic. I właśnie przed spotkaniem ze swoim byłym klubem został uhonorowany za rozegranie 100 meczów dla Piasta. Dla uniwersalnego piłkarza, który w swojej karierze grał już chyba na każdej pozycji w obronie i pomocy, mecz przeciwko swojej byłej drużynie miał być wyjątkowy, tym czasem on sam stał się antybohaterem pierwszej połowy spotkania. W doliczonym czasie gry nie opanował piłki w polu karnym i de facto…zaliczył asystę przy golu Michała Nalepy. Stoper Lechii zamknął oczy i huknął w okienko bramki Jakuba Szkatuły, a piłkarze na przerwę schodzili przy rezultacie 0:1.

Michał Nalepa otworzył wynik spotkania, które w pierwszej połowie wcale się gdańszczanom nie układało. Potem na 2:0 poprawił jeszcze Joao Oliveira/ fot. PressFocus

Rezultacie absolutnie nie oddającym przebiegu gry. To Piast był drużyną przeważającą, dyktującą warunki gry, więcej utrzymywał się przy piłce, częściej i celniej podawał, stworzył kilka ciekawych sytuacji podbramkowych. W środku pola dobrze rozgrywał Bukata, na skrzydłach trudni do upilnowania przez piłkarzy w biało-zielonych trykotach byli Zivec oraz Valencia. Zabrakło jednak tego, co zwykle, czyli skuteczności. Lechia odwrotnie – nie grała kompletnie nic, ale skuteczności miała aż nadto. Futbol bywa okrutny.

Szwajcarska precyzja

Stracona w takich okolicznościach bramka musiała nieco podciąć skrzydła gospodarzom, którzy po zmianie stron rzucili się co prawda do odrabiania strat, ale z mniejszym niż wcześniej animuszem. Z kolei gdańszczanie, którzy w pierwszej odsłonie grali tak, jakby już spadli z Ekstraklasy i prezentowali w najlepszym wypadku pierwszoligowy poziom, w drugiej połowie przypomnieli sobie, że jeszcze mają o co walczyć. Uspokoili grę w środku pola i oddalili piłkę od własnego pola karnego. Sporo wniosły zmiany przeprowadzone przez Piotra Stokowca. Na boisku najpierw pojawił się Sławomir Peszko, a następnie Simeon Sławczew, który już chwilę później cieszył się z asysty. Gola na 0:2 zdobył najlepszy chyba na boisku Joao Oliveira. Portugalczyk ze Szwajcarskim paszportem w pierwszej połowie dwukrotnie źle przyjął piłkę w polu karnym Piasta, natomiast po zmianie stron  najpierw oddał groźny strzał z linii pola karnego, a na niespełna kwadrans przed końcem spotkania zdobył w końcu gola. Jak się później okazało, bramka ta ustaliła wynik meczu.

Podopiecznym Waldemara Fornalika zabrakło skuteczności. Przypłacili to porażką w arcyważnym spotkaniu/ fot. PressFocus

To 18. gol,  który Piast stracił w tym sezonie po upłynięciu 75 minuty gry. Gorzej pod względem tej statystyki prezentuje się jedynie ekipa Górnika Zabrze.

Jeszcze wiele może się zdarzyć

Ostatnie minuty meczu to desperackie ataki Piasta i świetna postawa Dusana Kuciaka, który w ważnym meczu spisywał się miedzy słupkami bez zarzutu, a jedna z jego interwencji z pewnością trafi do zestawienia najlepszych parad kolejki, jeśli nie rundy. Po raz kolejny Lechia nie zagrała wielkiego meczu, ale tym razem przynajmniej sięgnęła po komplet jakże potrzebnych jej punktów, które bardzo poprawiły jej notowania w tabeli i znacznie przybliżyły do celu, jakim jest utrzymanie. O rozpaczy nie ma mowy także w Gliwicach, ponieważ w Niecieczy padł remis w meczu Termaliki z Sandecją, a to z kolei oznacza, że Piast na dwie kolejki przed końcem nie tylko nie osunął się do strefy spadkowej, ale skorzystał też z tego, że najwięksi rywale podzielili się punktami, a to oznacza jedno oczko mniej przydzielone do bilansu w klasyfikacji rozgrywek. Piłkarze Waldemara  Fornalika wciąż mają wszystko w swoich głowach i nogach, do rozegrania pozostały im mecze ze Śląskiem we Wrocławiu oraz z Termaliką u siebie w ostatniej kolejce. Niewykluczone, że spotkanie z zespołem z Niecieczy będzie bezpośrednim starciem o utrzymanie w Ekstraklasie.