Premiership czy La Liga? Chelsea czy Barcelona?

Kolejny odcinek serialu „ Która liga lepsza: hiszpańska czy angielska?” już dziś w Londynie. Chelsea podejmie FC Barcelonę i zrobi wszystko, żeby udowodnić, że ten sezon nie jest jeszcze dla aktualnych mistrzów Premiership zupełnie stracona. Duma Katalonii natomiast udaje się na Stamford Bridge, żeby wyrównać rachunki sprzed lat. Będziemy świadkami powstania nowego rozdziału historii ciekawej rywalizacji tych wielkich firm.

Największe kwoty wydawane na transfery, największe pieniądze z tytułu sprzedaży praw telewizyjnych, najwyższe pensje dla trenerów. Pod względem finansowym liga angielska już dawno temu wyprzedziła hiszpańską, ale sportowo to czołowe kluby La Liga dominują ostatnio w Europie. Papierkiem lakmusowym jest tutaj oczywiście Liga Mistrzów i ta Brytyjczykom nie pozostawia złudzeń. Ostatnim przedstawicielem pretendującej do miana najlepszej ligi świata w finale Champions League była…właśnie Chelsea, a było to w zamierzchłych czasach, bo w sezonie 2011/2012. Po drodze The Blues wyeliminowali wówczas Barcelonę…

Ach, co to był za mecz

Żeby przekonać się, że w piłce 6 lat to jak cały wiek w innej dziedzinie życia wystarczy porównać meczowe osiemnastki obu zespołów z meczu, który tak jak dzisiejszy, odbył się na Stamford Bridge. W ekipie Chelsea z tamtego składu a kadrze ostał się jedynie Gary Cahill. Nieco lepiej jest w Barcelonie, bo w jej barwach wciąż jeszcze możemy oglądać Messiego, Iniestę, Busquetsa oraz Pique.

To jednak mecz rewanżowy na Camp Nou przy komplecie publiczności fani jednej i drugiej drużyny wspominają z wypiekami na twarzy. 2:0 dla gospodarzy i czerwona kartka dla Johna Terry’ego wydawały się przesądzić kwestię awansu. Nic bardziej mylnego… W tym meczu Petr Czech oraz…słupki i poprzeczki raz po raz ratowały ekipę The Blues.


Co ciekawe, od tamtego czasu Chelsea oraz Barcelona, wcześniej bardzo często potykające się na arenie europejskiej, nie rozegrały ze sobą żadnego oficjalnego meczu. W Katalonii wciąż pamiętają tamten feralny półfinał, w Londynie nigdy nie zapomną zwycięskiej kampanii w Lidze Mistrzów 2011/2012. Póki co pamiętają to też wszyscy na wyspach, bo od tamtego czasu w prestiżowych europejskich rozgrywkach angielskie kluby co roku odnoszą mniejsze lub większe upokorzenia. Od pięciu sezonów finał Champions League jest wewnętrzną sprawą klubów hiszpańskich, włoskich i niemieckich. W tym czasie tylko Chelsea i Manchester City po razie zdołali dotrzeć do półfinału. Czy trwająca edycja w końcu to zmieni, czy haniebny licznik będzie bił dalej?

Pięć szans

W 1/8 finału bieżącej edycji Ligi Mistrzów mamy aż pięć angielskich drużyn. Nadkomplet. Po zeszłotygodniowych meczach można stwierdzić, że dwie z nich już praktycznie są w ćwierćfinałach (Manchester City wygrał na wyjeździe z Basel 4:0, a Liverpool z FC Porto aż 5:0) , a Tottenham jest bliżej niż dalej awansu (2:2 w Turynie z Juventusem). W środę Manchester United zmierzy się z Sevillą. Najtrudniejszego rywala bez wątpienia wylosowali jednak podopieczni Antonio Conte. Dla Chelsea Liga Mistrzów to jedna z ostatnich szans, żeby powalczyć o coś więcej, niż krajowy Puchar i miejsce na podium Premiership w tym sezonie. Aktualni mistrzowie Anglii nie stanowią już takiego monolitu jak w poprzednich rozgrywkach, a chemia pomiędzy włoskim szkoleniowcem a władzami klubu wyraźnie się kończy.

Formuła współpracy Antonio Conte z Chelsea „powoli” się wyczerpuje

W lidze The Blues na tę chwilę oglądają plecy Liverpoolu oraz obu drużyn z Manchesteru, a zespołowi zdarzają się zaskakujące, kompromitujące porażki, jak chociażby te z przełomu stycznia i lutego: 0:3 z Bournemouth oraz 1:4 z Watford. W czołówce tabeli Premiership ścisk, bo goni jeszcze Tottenham, a i Arsenal z pewnością nie zamierza odpuszczać. Paradoksalnie, droga do kolejnej edycji Ligi Mistrzów i związanego z tym zastrzyku finansowego, wcale nie wydaje się dużo trudniejsza przez trwającą edycję Champions League. Tym bardziej, że The Blues potrafią grać z Blaugraną.

Barcelona faworytem?

Mimo wszystko przedstawicielom Premiership ciężko będzie w komplecie stawić się w ćwierćfinale elitarnych rozgrywek, ponieważ to Barcelona wydaje się faworytem dwumeczu z Chelsea. Czy słusznie? Statystyka i historia starć obu drużyn mówi, że niekoniecznie.

Czasem tak po prostu jest, że jedna „firma” nie leży innej. Zmieniają się piłkarze i szkoleniowcy, ale gdy dochodzi do bezpośredniej konfrontacji, zaczynają się schody dla papierowego faworyta. Czasem trudno o logiczne wytłumaczenie, ale dzieje się tak na każdym poziomie rywalizacji. W Ekstraklasie Legia nie może sobie poradzić z Termaliką… W Champions League obie drużyny mierzyły się dwunastokrotnie. Chelsea wygrała 4 razy, 3-krotnie górą była drużyna z Katalonii, pięć spotkań zakończyło się remisem. Bramki: 18 do 18. Jeszcze korzystniej dla londyńczyków wygląda bilans meczów przy Stamford Bridge: Barca wygrała tam jeden, jedyny raz, raz zremisowała i aż czterokrotnie przegrywała. Co prawda nie grają statystyki, tylko piłkarze, ale twierdzenie, że Messi i spółka do stolicy Anglii wybierają się dziś na wycieczkę krajoznawczą, a gospodarzy ograją na jednej nodze byłoby nieroztropne. Tym bardziej, że Argentyńczyk nigdy nie strzelił ekipie The Blues bramki, a miał ku tegmu kilka okazji, ba, nawet rzut karny… Powinniśmy obejrzeć ciekawe widowisko.

*

Stawki LV BET na dzisiejsze mecze Ligi Mistrzów:

Chelsea – FC Barcelona| Wtorek, 20.02.2018 | 20.45

Wygrana Chelsea: 3.45

Remis: 3.25

Wygrana Barcelony: 2.2

Bayern Monachium – Besiktas Stambuł | Wtorek, 20.02.2018 | 20.45

Wygrana Bayernu: 1.14

Remis: 8.7

Wygrana Besiktasu: 18

Pełna oferta LV BET na mecze Ligi Mistrzów po kliknięciu w baner

Bonus do 3333PLN na start
LV BET Zakłady Bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez Ministra Finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem