Pożar w niebieskiej części Liverpoolu

Od kiedy w 2002 roku drużynę Evertonu Liverpool przejął David Moyes, ta stała się klasycznym ligowym średniakiem. Przez ostatnich 15 sezonów drużyna z niebieskiej części miasta Beatlesów 14 razy plasowała się pomiędzy 4 a 11 lokatą w rozgrywkach Premiership. W zasadzie tylko raz, na początku 11-letniej kadencji Szkota The Toffees walczyli o utrzymanie, zajmując dopiero 17 miejsce. W bieżącym sezonie nieoczekiwanie możemy mieć powtórkę z sezonu, o którym na Goodison Park nie chce nikt pamiętać.

Średniak z ambicjami

Mimo, że Everton nie mógł równać się z klubami pokroju Manchesteru United, Chelsea, Arsenalu, czy znienawidzonego, lokalnego rywala –  Liverpoolu, a w ostatnich latach także Manchesteru City, w ciągu ostatnich 15 lat aż 9 razy reprezentował ligę angielską na arenie międzynarodowej. Po odejściu Davida Moyesa do Manchesteru United (gdzie jak wiadomo zaliczył spektakularną porażkę), stanowisko managera w klubie przejął Roberto Martinez. Zespół zajął 5. oraz dwukrotnie 11. miejsce na koniec rozgrywek, więc bez żalu pozwolono mu odejść do pracy z reprezentacją Belgii, a jego posadę objął Ronald Koeman. Swój pierwszy sezon z ekipą The Toffees Holender zakończył na 7. miejscu w Premiership, a na Goodison Park po dwóch latach powróciły europejskie puchary. W bieżących rozgrywkach nie szczędzono grosza na wzmocnienie składu, żeby poczynić jeden krok do przodu, po cichu mówiono nawet o Lidze Mistrzów. Po dwunastu kolejkach wiemy już, że jest to jedynie marzenie ściętej głowy. Ściętej głowy  Ronalda Koemana.

Manager przeczuwał problemy

54-letni manager kłopoty zaczął przeczuwać już podczas…wakacji, które spędził w swojej posiadłości w Portugalii. Przypływ niepokoju poczuł, kiedy zobaczył terminarz rozgrywek Premiership, ale prawdziwym problemem było znalezienie zastępstwa za sprzedanego za 90 mln funtów do Manchesteru United Romelu Lukaku.

– Miałem już w budynku Olivera Giroud. On nadawałby się idealnie. Niestety, w ostatnim momencie stwierdził, że jednak woli pozostać w Londynie i grać w Arsenalu. Ciężko mi to było przełknąć, bo idealnie nadawał się na następcę Lukaku. Skąd miałem wziąć lepszego kandydata?  – pytał się już po zwolnieniu Koeman.

Ronald Koeman nie potrafił znaleźć następcy Romelu Lukaku / PressFocus

Rzeczywiście, Belg dawał Evertonowi coś więcej niż gole. W momencie, kiedy Niebieskim nie szło, zawsze można było zastosować taktykę „laga na Lukaku”. Potężny napastnik potrafił taką piłkę zgrać, przyjąć, przytrzymać, zastawić się, poczekać na kolegów z drużyny. Tym czasem próżno w obecnej kadrze zespołu z Liverpoolu wypatrywać tego typu piłkarzy. Atak wzmocnił co prawda powracający po latach do klubu z którego wypłynął na szerokie wody Wayne Rooney, ale on po pierwsze woli raczej dostać piłkę do nogi, a po drugie, przez lata cofany był sukcesywnie w stronę środkowych stref boiska i klasyczną „9” już od dawna nie jest.

Pieniądze wyrzucone w błoto?

Kto jednak winny jest takiemu stanowi rzeczy, jeśli nie manager drużyny, któremu do ponad 100 milionów funtów z transferów Lukaku i innych, mniej istotnych piłkarzy (no, może oprócz Gerarda Deulofeu), dorzucono jeszcze połowę tego? Holender miał mnóstwo pieniędzy do wydania i je wydał. 23-letni bramkarz Jordan Pickford kosztował prawie 30 milionów funtów, tyle samo co o rok starszy środkowy obrońca Michael Keane. Pomoc wzmocnili (jak się okazało, nie wzmocnili) Islandczyk Gylfi Sigurdsson (prawie 50 mln funtów!!) i rodak managera, Davy Klaassen. Sprowadzonego bez kwoty odstępnego Wayne Rooneya w ataku mieli wspierać młodzi napastnicy, tacy jak chociażby Sandro Ramirez, czy ofensywny pomocnik Nikola Vlasić. Większość z nich okazała się albo niewypałami, albo gra znacznie poniżej oczekiwań.

Wayne Rooney po powrocie do macierzystego klubu zawodzi. Czy trafi do siatki w rewanżu z Atalantą?/ PressFocus

Nie można jednak powiedzieć, że przychodzili do pustej szatni, bo w poprzednim sezonie 7. miejsce w najlepszych rozgrywkach ligowych świata wywalczyli uznani piłkarze. W obronie doświadczeni reprezentacji Anglii Phil Jagielka i Leighton Baines. Prawego obrońcę, Irlandczyka Seamusa Colemana jeszcze dwa lata temu widziało w swoich szeregach pół piłkarskiej Europy. W pomocy ściągnięty rok wcześniej z MU Francuz Morgan Schneiderlin, Irlandczyk James McCarthy, czy uważany swego czasu za największy młody talent angielskiej piłki Ross Barkley. Na skrzydłach reprezentanci Anglii i Belgii Aaron Lennon i Kevin Mirallas. W Evertonie naprawdę nie brakuje piłkarzy, którzy potrafią prosto kopnąć piłkę więcej niż dwa razy z rzędu. Skąd więc tak fatalne wyniki?

Strażak z drużyny U-23

Zaczęło się dobrze. Ekipa bez problemów zakwalifikowała się do fazy grupowej Ligi Europy. Do tego doszła wygrana na inaugurację rozgrywek Premiership ze Stoke, oraz remis na wyjeździe z Manchesterem City. Nic nie zwiastowało fatalnej passy, która lada chwila miała się rozpocząć. Znać o sobie dał terminarz, którego tak obawiał się Koeman. 0 punktów i 0:9 w bramkach to bilans spotkań z Chelsea, Tottenhamem i Manchesterem United. To plus porażka z Atalantą 0:3 w Europa League zrobiło swoje. Drużyna nie potrafiła się podnieść w spotkaniach z mniej wymagającymi rywalami. The Tofees ulegli na własnym boisku Burnley, przegrali z Lyonem i zaledwie zremisowali z cypryjskim Apollonem Limassol. Czarę goryczy przelała porażka na Goodison Park z Arsenalem 2:5. Po niej Koeman został zwolniony, a jego stanowisko tymczasowo przejął trener zespołu do lat 23, David Unsworth. 44-latek jako zawodnik był twardym obrońcą, który w barwach Evertonu wystąpił ponad 300 razy. Miał być jednak tylko i wyłącznie rozwiązaniem tymczasowym. Minął miesiąc, a Anglik wciąż zasiada za sterami ukochanej drużyny.

W bieżącym sezonie Ronald Koeman głównie z niedowierzaniem rozkładał ręce. Po porażce z Arsenalem 2:5 został zwolniony / PressFocus

Jako następcę Koemana wskazywano początkowo Seana Dyche, mocną kandydaturą był także David Moyes, który ostatnio podjął jednak pracę w West Hamie. Giełdę nazwisk uzupełniają Chris Coleman, Eddzie Howe, Sam Allardyce, a nawet Carlo Ancelotti. W ostatnich dniach informacje o poszukiwaniach nowego managera nieco przycichły.

Już z Unsworthem za kierownicą Everton przegrał w Pucharze Ligi z Chelsea, uległ Leicester oraz Lyonowi, po czym wygrał 3:2 z Watford oraz zremisował na wyjeździe z czerwoną latarnią Premiership, Crystal Palace 2:2. Zasadniczej poprawy stylu ani wyników w Liverpoolu nie odnotowano. Dlatego dla 44-letniego szkoleniowca dzisiejszy mecz z Atalantą może mieć ogromne znaczenie, mimo, że jego podopieczni w praktyce stracili już szansę na awans do fazy pucharowej Ligi Europy. To może być ostatnia szansa na udowodnienie, że Unsworth zasługuje na szansę w dłuższym wymiarze czasowym i coś więcej, niż tylko miano tymczasowego trenera. Kolejna porażka może natomiast oznaczać, że w gabinetach prezesów na nowo rozpoczną się poszukiwania nowego managera. Everton w Premiership występuje nieprzerwanie od sezonu 1992/1993…

*

Stawki LV BET na mecz Ligi Europy:

Everton Liverpool – Atalanta Bergamo

1               X             2

3.2         3.4          2.25

Bonus do 1500PLN na start
LV BET Zakłady Bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez Ministra Finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem