Powrót piłkarza, który wszędzie przegrywał

Kłopoty organizacyjne Polonii Warszawa tuż przed jej upadkiem były zarazem świetną okazją, by na boiskach ekstraklasy wypromowali się młodzi, zdolni zawodnicy. Z tego przywileju skrzętnie skorzystał Łukasz Teodorczyk, który później trafił do Lecha, reprezentacji Polski i Anderlechtu Bruksela. Narzekać nie może też inny reprezentant, Paweł Wszołek, który przez Sampdorię i Hellas Werona dotarł do angielskiego Queens Park Rangers. Na boku obrony zaś ówczesny szkoleniowiec „Czarnych Koszul”, Piotr Stokowiec, zdecydował się postawić na 20-letniego Adama Pazio.

Pochodzący z Wołomina zawodnik pokazał się z dobrej strony i wydawało się, że w przyszłości może myśleć nawet o reprezentacji Polski. Jego losy potoczyły się jak we śnie. Tyle tylko, że nie było w nim tęczy, wróżek, słońca i wodospadów. Następne sezony to raczej przykry koszmar – zarówno dla niego, jak i dla klubów, w których grał.

Niegdyś w reprezentacji Polski U-21. Obok Milika, Kamińskiego, Wolskiego…

Od początku pod górkę

Chociaż stał się jednym z filarów Polonii Stokowca, kibice z Konwiktorskiej nie pałali do niego sympatią. Podczas debiutu przy Konwiktorskiej, gdy spiker wyczytywał składy, przy jego nazwisku rozległ się jeden wielki gwizd. Kibice czekali na niego po treningach czy meczach i wyzywali. Przyjeżdżał na zajęcia do własnego klubu, po których ukradkiem musiał z nich uciekać. Mocno to przeżywał.

Dlaczego nie znalazł uznania w oczach fanów? Ci bowiem znaleźli zdjęcie, na którym stał obok kolegów pokazujących „eLkę”, czyli znak kibiców znienawidzonej przez Polonię Legii. Pazio wychował się w Wołominie, mieście totalnie zdominowanym przez legionistów. Tam chciał zaczynać swoją karierę, ale przy Łazienkowskiej nie byli zainteresowani nawet zaproszeniem go na testy.

Wybór padł na Polonię. Z kibicami całą sytuację omawiał ówczesny szef scoutingu, Igor Gołaszewski, który podczas kilku rozmów łagodził konflikt. Stanęło na odpuszczeniu „grzechów”, a Pazio coraz lepiej poczynał sobie przy Konwiktorskiej. Czesław Michniewicz, który dał mu zadebiutować, porównywał go do Garetha Bale’a i cenił to, że na treningi przychodził tuż po trenerze. Pazio nie chciał ryzykować spóźnienia, więc zamiast stać w korkach przyjeżdżał wcześniejszym autobusem z Wołomina.

W Polonii zaczynał przygodę z dorosłą piłką nożną, choć to nie był początek jak z bajki. Przynajmniej nie poza boiskiem.

Polonia jednak spadła z ekstraklasy, choć nie było to winą piłkarzy. Klub miał ogromne problemy finansowe, związane ze złym zarządzaniem przez ówczesnego właściciela, Ireneusza Króla. Pierwszy spadek w karierze Adama Pazio stał się faktem. Klątwa, jaką nałożył na obrońcę ten pozasportowy spadek, będzie odbijała się czkawką aż do chwili obecnej.

Klątwa Króla?

Boczny obrońca po degradacji Polonii zasilił szeregi gdańskiej Lechii. Zaczęło się dobrze, bo począwszy od jego debiutu w trzeciej kolejce biało-zieloni wygrali cztery mecze z rzędu, między innymi na Łazienkowskiej z Legią. Później zaczął się regres: najpierw trzy kolejne remisy, później dwie porażki. Aż do momentu, w którym mająca duże aspiracje Lechia znalazła się w strefie spadkowej.

Adam Pazio zdaniem klubu znalazł się w gronie winnych takiego stanu rzeczy. Postanowiono oddelegować go do rezerw. W drugiej drużynie również mu nie poszło – na siedem spotkań z nim Lechia II wygrała zaledwie jedno, przegrywając aż pięciokrotnie i raz remisując. Po trzecioligowej wpadce Pazio zdecydował się przenieść w zupełnie inne środowisko.

Na drugi koniec Polski, do Podbeskidzia Bielsko-Biała, powędrował dokładnie rok po podpisaniu kontraktu na Pomorzu. Klątwa dała o sobie znać w drugim sezonie. O ile w pierwszym występował w większości meczów ekstraklasy, tak w następnym ponownie musiał poznać smak rezerw i trzeciej ligi (pięć spotkań). Pierwsza drużyna, w której również występował, spadła z ekstraklasy. Po obrońcę sięgnął Ruch Chorzów.

Wszystkie chwile radości w Podbeskidziu przykrył spadek z ekstraklasy.

Sezon 2016/2017 właściwie mógłby spisać na straty, bo wystąpił zaledwie w dziewięciu meczach. Na nieszczęście dla niego i Ruchu, była to niemal sama końcówka sezonu, w którym „Niebiescy” oczywiście… pożegnali się z ligą. Na dodatek sam piłkarz wsławił się nie mnogością bramek i asyst, a uderzeniem w twarz Artura Jędrzejczyka, po którym zobaczył czerwoną kartkę i został zdyskwalifikowany na trzy mecze.

Po spadku wcale nie było lepiej – Pazio w tym sezonie wystąpił w czterech meczach Nice 1. Ligi. Chorzowianie wszystkie te starcia przegrali, a Adam stracił miejsce w składzie. Przy Cichej zdecydowano się rozwiązać kontrakt ze skonfliktowanym z trenerem Warzychą piłkarzem. Pochodzący z Wołomina zawodnik długo pozostawał bez klubu, aż wreszcie znalazł się odważny w województwie warmińsko-mazurskim. Zmierzyć się z klątwą postanowił Stomil Olsztyn, który zaprosił 25-latka na testy.

Za uznawanego niegdyś na talent piłkarza, którego kilka lat temu Transfermarkt wyceniał na 750 tysięcy euro i który był powoływany do reprezentacji Polski U-21, ściskamy mocno kciuki. Posunięcie Stomilu wydaje się jednak mocno kontrowersyjne. Nie dość, że olsztynianie balansują nad strefą spadkową 1. ligi (tyle samo punktów, co znajdujące się “pod kreską” Wigry Suwałki), to jeszcze stawiają wyzwanie losowi. Widocznie klub z Olsztyna w przesądy – bardzo popularne w polskiej piłce – najzwyczajniej w świecie nie wierzy.

 

Typuj wyniki
na
LV BET zakłady bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez ministra finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem.

Komentarze