Powołania Nawałki pod znakiem niespodzianek, kontuzji i głupoty

Adam Nawałka podał listę 23 zawodników, którzy zostali powołani na piłkarskie mistrzostwa świata. Nie zabrakło niespodzianek – jedne spowodowane były kontrowersyjnymi decyzjami selekcjonera reprezentacji Polski, inne zaś problemami zdrowotnymi. 

W porównaniu z poprzednim wielkim turniejem trener biało-czerwonych dokonał ośmiu zmian w składzie. Boruca zastąpił Białkowski, Salomona Bednarek, Wawrzyniaka Bereszyński, Jodłowca Góralski, Mączyńskiego Rybus, Kapustkę Kurzawa, Stępińskiego Kownacki i Starzyńskiego Teodorczyk. Każda ta zamiana jest uzasadniona formą sportową, choć można było pójść jeszcze kilka kroków dalej.

Kluczowe pytanie, zadawane przez lwią część polskich kibiców brzmi: w jakiej bowiem formie znajduje się Sławomir Peszko? Czy boczny pomocnik walczącej do niemal samego końca o utrzymanie w Ekstraklasie Lechii Gdańsk naprawdę należy do czwórki najlepszych skrzydłowych w 38-milionowym kraju? – Powołań nie wysyła mi Lewandowski. W statystykach czy w liczbie rozegranych minut nie odstaję w kadrze od innych piłkarzy na mojej pozycji – mówił niedawno „Przeglądowi Sportowemu”.

Patrzymy więc na te minuty i liczby, dochodząc do smutnego wniosku: reprezentacja Polski jedzie do Rosji na najważniejszy piłkarski turniej świata z podciętymi skrzydłami.

Cztery gole, pięć asyst, 25 spotkań w będącej w poważnym kryzysie Lechii Gdańsk nie zwalają z nóg. W klasyfikacji kanadyjskiej naszej ligi z ofensywnie grających pomocników wyprzedzają go niepowołani przez Nawałkę: Adam Frączczak z Pogoni Szczecin, Mateusz Szwoch z Arki Gdynia, Jacek Kiełb z Korony Kielce, Michał Kucharczyk z Legii Warszawa, Damian Kądzior z Górnika Zabrze, Maciej Makuszewski z Lecha Poznań…

Nawet Michał Helik, stoper Cracovii, może pochwalić się większą skutecznością. Identyczne ma Jakub Kosecki ze Śląska Wrocław, a przecież jego kandydatura w kontekście wyjazdu na mundial trąciłaby groteską. Niemal w każdym klubie Ekstraklasy można znaleźć piłkarza z podobnymi statystykami co Peszko, więc dlaczego w całej Polsce nie można znaleźć czterech? Nie wspomnieliśmy chociażby o Pawle Wszołku, który dość regularnie występuje w angielskiej Championship.

Jedzie jednak Peszko – „człowiek od zadań specjalnych”. „Żołnierz Nawałki”. Jak trafnie na Twitterze zauważył Maciej Sypuła, te zadania specjalne to 21 minut na Euro2016 oraz 3 (słownie: TRZY!) minuty gry w eliminacjach do mundialu. Gdy wszedł w końcówce meczu z Niemcami, obraził go w myślach chyba każdy polski kibic, gdy niebezpiecznie i niepotrzebnie sfaulował Mesuta Oezila niedaleko naszej bramki w 93. minucie meczu. To była jedyna rzecz, z której można było go od tamtego momentu w kadrze kojarzyć.

Ten sam 33-letni Peszko, który po mundialu ma zakończyć reprezentacyjną karierę, jedzie zamiast młodych, zdolnych i aktualnie znajdujących się w lepszej formie Sebastiana Szymańskiego czy Szymona Żurkowskiego. „Le cabaret”, jak napisał swego czasu Robert Lewandowski komentując wyniki Złotej Piłki. O swoim przyjacielu na pewno nie pomyślał podobnie. Fajnie, że jest lojalny. Szkoda, że kosztem dobra reprezentacji.

Ktoś powie: „dlaczego czepiacie się biednego Sławka, skoro i tak nie zagra?”

Po pierwsze: jeśli jedzie na mundial – to nie po to, by zwiedzić Soczi i Moskwę, cyknąć kilka zdjęć, wrzucić na Instagrama i polatać samolotem. To nie jest „zawodnik numer 22”, tylko numer trzy lub cztery na swojej pozycji. Pierwszy lub drugi do wejścia na boisko. I to na pozycji, która zmian będzie najbardziej wymagała.

Adam Nawałka nie ściągnie z boiska Roberta Lewandowskiego, nie zaprosi na ławkę Grzegorza Krychowiaka, nie pomyśli o zmianie bramkarza. Pierwsi do wymiany – szczególnie przy polskim sposobie uprawiania futbolu – są skrzydłowi, którzy często napędzają kontrataki, wybiegają na wolne pole, wracają, wykonują kolejne wahadła. Na mundialu mają to robić Jakub Błaszczykowski, który przez ostatnie pół roku nie grał przez problemy z plecami, a także preferujący 60. minut intensywnej gry zamiast przetruchtania całego meczu Kamil Grosicki. To idea tyleż fajna, co wymagająca dobrego zmiennika. Czy kimś takim jest Sławomir Peszko?

Kuba Błaszczykowski też miał swoje problemy, ale to gwarancja jakości niezależnie od problemów zdrowotnych, osobistych, sportowych czy związanych z opaską kapitańską. Wzór dla młodych i dla starszych, osoba oddana reprezentacji Polski bezgranicznie, a przy tym piłkarska klasa. Sławomir Peszko to wyrzucenie z kadry przez picie wódki z Maciejem Iwańskim i chamską odzywkę do asystenta Jacka Zielińskiego w 2010 roku, to afera alkoholowo-taksówkarska w Kolonii, to odebranie telefonu od radia trzy godziny po meczu w stanie bardzo mocno nietrzeźwym, to kopnięcie lalki ubranej w barwy Arki Gdynia…

W pozostałych powołaniach zaskoczeń raczej nie ma, choć swoje zrobiły problemy zdrowotne.

Pisaliśmy już w kontekście Peszki, że szkoda nam skreślenia z listy Szymona Żurkowskiego czy Sebastiana Szymańskiego, a przecież „odpalony” został inny młody piłkarz z dobrym sezonem za sobą, czyli Przemysław Frankowski. Ten na dodatek nieźle spisał się w meczu towarzyskim przeciwko Nigerii, więc jego brak – szczególnie przy niewielkiej konkurencji na swojej pozycji w 32-osobowej, szerokiej kadrze – może dziwić.

Brak powołań dla Tomasza Kędziory czy Pawła Dawidowicza nie może być żadnym zaskoczeniem, chociaż wielu nie widziało na swojej wymarzonej liście do wyjazdu Artura Jędrzejczyka. „Jędza” jednak swoją przydatność w kadrze w przeszłości popiera wzrastającą formą i uniwersalnością. Może zagrać na prawej obronie, lewej obronie czy środku defensywy. Ta ostatnia umiejętność może się przydać.

Zdrowie wyeliminowało z wyjazdu Łukasza Skorupskiego, w którego miejsce wskoczył mający za sobą o wiele lepszy sezon Bartosz Białkowski, a także „syna Nawałki”, Krzysztofa Mączyńskiego. Pomocnik Legii Warszawa ostatnio stałą, równą i dobrą formę miał dwa lata temu podczas Euro 2016. Poza tym, w środku pola mamy Grzegorza Krychowiaka, Piotra Zielińskiego, Karola LInetty’ego czy Jacka Góralskiego, więc o tę pozycję się nie martwimy ani trochę.

Gorzej jest za ich plecami, bo poważnej kontuzji barku nabawił się Kamil Glik. Nabawił to odpowiednie słowo, bo doznał jej podczas wykonywania przewrotki w meczu… siatkonogi. Gdy przez to nie zagra w Rosji, a wszystko na to wskazuje, trudno będzie komukolwiek to przebić pod względem infantylności.

Głupota – tak zwykle nazywa się błahe rzeczy. Czym innym, jak nie taką „pierdołą” w perspektywie całych trudnych przygotowań była rekreacyjno-ruchowa gra w siatkonogę na treningu? Gorsze byłoby chyba tylko poślizgnięcie się na skórce od banana. Ta głupota może jednak zburzyć marzenia o mundialu obrońcy Monaco, cały blok defensywny reprezentacji oraz plan Nawałki dotyczący gry w różnych systemach taktycznych (3-5-2 bez Glika?). Oby nie zrujnowała mundialu.