Lv bet zakłady bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez ministra finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem.

„Poważnie myślę o swojej karierze. Nie będę w nocy podjadał batoników”

Michał Cieślak kilka lat temu został ogłoszony jednym z najbardziej zdolnych polskich pięściarzy młodego pokolenia. Po pokonaniu Francisco Palaciosa radomianin nabrał wiatru w żagle i miał być jednym z tych zawodników, którzy w przyszłości będą stanowili o sile polskiego boksu. Po kolejnych trzech zwycięstwach Cieślak zaczął być coraz częściej pytany o to, czy, a w zasadzie to - kiedy zostanie mistrzem świata. Czy jest w stanie jeszcze przed trzydziestym roku życia przywieźć pas czempiona do Polski.

Mniej więcej rok temu, na początku stycznia 2017, świat obiegła sensacyjna informacja – Cieślak zażywał niedozwolone substancje, które wykryto w jego organizmie po walce z Nikodemem Jeżewskim. Po chwili ciszy medialnej pięściarz poszedł do telewizyjnego studia Polsatu Sport i przyznał się do stosowania dopingu. Wyraził skruchę i przeprosił wszystkich kibiców za zaistniałą sytuację. Było mu wstyd, obiecał, że już nigdy czegoś podobnego nie zrobi.

– Co dalej z Cieślakiem? – pytali wszyscy. Dwa lata zawieszenia. Dla niektórych tylko 24 miesiące, dla wciąż młodego prospekta, który marzy o zawojowaniu świata – droga przez mękę. Długo brakowało szczegółowych informacji na temat tego, co faktycznie będzie z Cieślakiem. Wielu bokserskich ekspertów przewidywało, że najlepiej byłoby dla niego, gdyby zakończył sportową karierę. Ze stosunkowo niedużym doświadczeniem na zawodowstwie (14 walk), trzydziestką na karku i dwuletnią przerwą trudno byłoby mu wrócić na poziom sprzed przerwy.

W pewnym momencie zaczęły pojawiać się informacje, że Cieślak może między liny powrócić wcześniej, już po roku. Kilka tygodni po tym znowu gruchnęła informacja o redukcji zawieszenia i koniec końców faktycznie stanęło na tylko 10 miesiącach bez boksowania. 21 października podczas gali w Wieliczce Cieślak zmierzył się z Ivicą Bacurinem. Pojedynek odbył się w wadze ciężkiej i Polak pewnie wygrał go na punkty.

Ostatnio na Facebook’u pojawił się wpis Jakub Chyckiego, trenera od przygotowania fizycznego Tomasza Adamka, który był poświęcony właśnie Michałowi Cieślakowi. Radomianin udał się na kilkudniową konsultację do Chyckiego do Katowic i tam został przebadany. Czy to początek ich współpracy na dłużej?

Promotorem Adamka jest Mateusz Borek, czyli MB Promotions. Od razu zacząłem wiązać obecność Cieślaka u Chyckiego z planem dziennikarza Polsatu Sport zakontraktowania go podczas jednej z kolejnych organizowanej przez niego gal. Od jakiegoś czasu mówi się bowiem, że Cieślak wystąpi w Polsce, a jego rywalem może być któryś z rodaków – ponownie Jeżewski albo Adam Balski.

Kogo najlepiej pytać o przyszłość Cieślaka? Chyba najlepiej samego zainteresowanego. Mimo że Michał był bardzo tajemniczy, to coś udało się dowiedzieć.

Michał, widziałem, że byłeś ostatnio na badaniach u Jakuba Chyckiego. Czemu mają one służyć?

Michał Cieślak: Badaliśmy podstawy wydolności oraz krew. Zrobiliśmy szereg kompleksowych badań, mam ułożony trening siłowy.

Widziałem ostatnio zdjęcie na Twitterze, z którego wynikało, że w przyszłości możesz współpracować z Mateuszem Borkiem. Na czym miałoby to polegać?

MC: Na razie rozmawiamy między sobą, ale nie chcę tego komentować. Gdy coś z tego wyjdzie i będzie cokolwiek wiadomo, to wszyscy się o tym dowiedzą oficjalnie.

Jaki jest stan twojego zdrowia? Wszystko w porządku?

MC: Tak, ze zdrowiem wszystko dobrze. Trenuję w Radomiu, ostatnio byłem w Katowicach. Na razie zostaję w Radomiu. Zobaczymy, co będzie później.

W jakiej ty będziesz walczył kategorii? Ciężkiej czy junior ciężkiej?

MC: Na razie bardziej skłonny jestem do tego, żeby wagę robić i walczyć w kategorii cruiser. Myślę, że to moja waga.

Ile ważysz dzisiaj?

MC: 100 kilogramów. Chciałbym po mału z tej wagi schodzić. Dieta plus trening będą ułożone w ten sposób, że będę ważył na co dzień około 96 kilogramów.

Jeżeli będziesz słuchał doktora Chyckiego, to z wagą nie powinno być problemu. Adam Kownacki miał z tym problem – podjadał batoniki w nocy.

MC: Pewnie, że będę go słuchał i batoników podjadał nie będę. Myślę na poważnie o sobie i o swojej karierze i będę stosował się wszystkich zaleceń, jakie będę miał rozpisane.

Kilka razy miałeś już problem ze zrobieniem wagi. Pamiętam, jak podczas gali Głowacki-Usyk, musiałeś zbijać kilogramy.

MC: Tomek Babiloński powiedział mi, że limit umowny w tamtej walce to chyba 93 kilogramy, a okazało się, że było mniej, stąd ta różnica. W innych przypadkach zawsze mieściłem się w limicie.

Jak ty dziś, po czasie, skomentujesz swój debiut w kategorii ciężkiej? Jesteś z siebie zadowolony?

MC: Mój rywal był mocny, silny, nie bał się iść na wymianę. Na pewno jeżeli chodzi o doświadczenie, to duży mi tamten pojedynek dał.

Kiedy wrócisz między liny?

MC: Na razie jest plan, żeby około kwietnia. Nie wiem na ten moment jeszcze, na jakiej gali miałoby to mieć miejsce.

Dłużył ci się ostatni rok?

MC: Bardzo. To było dla mnie bardzo trudne 10 miesięcy. Cieszę się, że najgorsze w życiu już za mną i z optymizmem patrzę w przyszłość. Mam nadzieję, że ten rok dobrze się dla mnie rozpocznie i to będzie pozytywny dla mnie czas.

 

Jakub Borowicz