Poszukiwany, poszukiwana – Bayern od ponad pół roku szuka zmiennika dla Lewego

Od co najmniej połowy roku temat ten co jakiś czas powraca jak bumerang. Jego częstotliwość pojawiania się w mediach rośnie wraz z przybliżaniem się kolejnego okienka transferowego. Robert Lewandowski, cyborg, człowiek praktycznie nie do zajechania, piłkarz o żelaznym zdrowiu potrzebuje zmiennika, bo w zespole mistrza Niemiec gra praktycznie od deski do deski.

Niezastąpiony

O sprawie naprawdę głośno zrobiło się w kwietniu tego roku, kiedy „Lewy” wskutek urazu ramienia nie mógł wystąpić w meczu ćwierćfinału Ligi Mistrzów przeciwko Realowi Madryt. W jego miejsce na szpicy Carlo Ancelotti wystawił Thomasa Mullera, a ten zaprezentował się, krótko mówiąc, bardzo źle. Monachijczycy przegrali u siebie 1:2 i mimo, że ostatecznie odpadli z rywalizacji dopiero po dogrywce meczu w Madrycie, temat zmiennika dla Lewego, o którym już wcześniej po cichu wspominano od roku, w końcu trafił na wokandę. Niemcy jednak dość szybko zamietli go pod dywan, jako że mecz z Królewskimi był jednym z trzech, w których polski napastnik nie wystąpił w całym poprzednim sezonie! Robert pauzował jeszcze za kartki w meczu ligowym, a w spotkaniu wczesnej rundy Pucharu Niemiec nie wszedł na boisko. Poza tym grał zawsze, przeważnie pełne 90 minut…

„Lewy” jest w Bayernie niezastąpiony. Liczby z sezonu 2016/2017 nie kłamią / źródło – transfermarkt.pl

Plejada kandydatów

Kogo nie przymierzano jeszcze do roli zmiennika przez te ostatnie pół roku?! Giełda nazwisk jest szeroka i na tę chwilę pewnie dałoby się już zebrać z kilkanaście jeśli nie więcej nazwisk. Edin Dzeko, Oliver Giroud, Anthony Modeste, Vedad Ibisević, Timo Werner, Mario Mandżukić, Mario Gomez, Fernando Torres (cóż za ironia losu – kiedyś to Lewy nazywany był…polskim Torresem!) , Moussa Dembele, Mark Uth, Stefan Kessling, Kasper Dolberg… Uff, dużo tego. Sęk w tym, że potencjalny zmiennik doskonale wie, że dla Polaka będzie tylko i wyłącznie…zmiennikiem właśnie. Że ewentualnie wejdzie na boisko w końcówce meczu, kiedy losy spotkania będą już przesądzone. Że od pierwszej minuty zagra, jeśli Bayern w Bundeslidze podejmie ostatnią drużynę w tabeli, natomiast trzy dni później z powrotem zasiądzie na ławce, kiedy monachijczycy w Lidze Mistrzów rozegrają hit kolejki. Że piłkę będzie kopał głównie na treningach. Nie łatwo jest znaleźć piłkarza, który mając swoje sportowe ambicje i jednocześnie zapewniając pewien wymagany, dość wysoki poziom, zdecyduje się jedynie pełnić miano zawodnika rezerwowego. Zmiennika kogoś, kto ma żelazne zdrowie.

Kiedyś było inaczej

Warto zauważyć, że taki, a nie inny układ sił w czołowych klubach świata wymusza wariant taktyczny gry z jednym, wysuniętym napastnikiem. Takich piłkarzy, wspieranych przez skrzydłowych i pomocników, jest w tej chwili w światowym futbolu deficyt, trudno więc o klasową „dziewiątkę”, która z własnej woli zasiadłaby na ławce rezerwowych.

– Mógłbym posiedzieć trochę na ławce, zdobyć kilka trofeów i sporo zarobić, ale moje ambicje są większe, chcę grać – takimi słowami spekulacje dotyczące transferu do Bayernu skomentowało przynajmniej kilku z wymienionych wcześniej piłkarzy.

Ole Gunnar Solskjaer, Dwight Yorke oraz Teddy Sheringham – trzech przedstawicieli świetnego, ofensywnego kwartetu Manchesteru United przełomu wieków. Brakuje Andy’ego Cole’a.

Dawniej sprawa wyglądała inaczej, bo większość klubów grało dwoma napastnikami. Wówczas w kadrze czołowych zespołów Europy było co najmniej trzech, jeśli nie więcej rasowych snajperów. Trenerzy zaś w zależności od potrzeb, klasy rywali i aktualnej formy dobierali ich w pary, a w razie źle układającego się spotkania dokonywali roszad, wprowadzając zmienników z ławki. Klasyczny przypadek? Manchester United z kwartetem Andy Cole, Dwight Yorke, Teddy Sheringham, Ole Gunnas Sojskjaer. Szczególnie ostatni z wymienionych, „Zabójca o twarzy dziecka” był ze swoją rolą rezerwowego pogodzony, ale wiedział też, że swoje minuty w sezonie otrzyma, a Alex Ferguson potrafił mu doskonale wytłumaczyć, jak bardzo jest potrzebny jemu oraz drużynie.

Sam Bayern zawsze miał do dyspozycji kilku świetnych snajperów. W sezonie 2001/2002 w kadrze zespołu byli Giovanne Elber, Roque Santa Cruz, Claudio Pizarro, Carsten Jancker czy Alexander Zickler. 5 lat później Pizarro i Santa Cruz mieli wsparcie Roya Makaaya i Lukasa Podolskiego. 6 lat temu był to kwartet Miroslav Klose, Mario Gomez, Ivica Olić, Thomas Muller. Dziś mamy Roberta Lewandowskiego i Mullera, który praktycznie na szpicy już nie grywa, a potem długo, długo nic…

Napastnik Hoffenheim Sandro Wagner zostanie zmiennikiem Roberta LEwandowskiego? Wszystko na to wskazuje…

Problem rozwiązany?

Wydaje się, że tak. Ostatnim i ponoć już całkiem bliskim finalizacji pomysłem na dopełnienie kadry zespołu z Monachium jest Sandro Wagner. Piłkarz występuje obecnie w TSG Hoffenheim, ale jest wychowankiem Bayernu, więc taki transfer byłby dla niego powrotem do rodzinnego miasta. Ma 29 lat, więc jest w wieku Lewego, łącznie na boiskach 1. i 2. Bundesligi zdobył ponad 50 goli, ale klasą sportową nie zbliża się nawet do Polaka, co oznacza, że hierarchia w zespole zostanie zachowana. Co prawda podobno „Wieśniacy” chcę za swojego snajpera kilkanaście milionów euro, ale prawdopodobnie kluby dojdą w końcu do porozumienia, a problem zostanie na jakiś czas rozwiązany. W przeciwnym wypadku saga będzie trwała dalej.

A co na to Adam Nawałka, szukający dla „Lewego” alternatywy jeśli chodzi o atak reprezentacji Polski? Ostatnie mecze pokazały – jedyne co mu (i nam) pozostało, to trzymać kciuki za zdrowie Roberta oraz rehabilitację Arkadiusza Milika, inaczej będzie tragedia. Ale to już temat na całkiem inne rozważania…

*

 

Bonus do 3333PLN na start
LV BET Zakłady Bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez Ministra Finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem