Poprosimy zgrzewkę Carlsbergów dla tego pana!

Czasami w życiu dziennikarza przychodzi satysfakcja, że udało się pewne rzeczy przewidzieć. W sobotę napisaliśmy zapowiedź dwumeczu barażowego pomiędzy Danią a Irlandią, którą w stu procentach poświęciliśmy Christianowi Eriksenowi. Zamiast liczb, zestawień, statystyk i naszej „czutki” napisaliśmy po prostu, że duński dyrygent prowadzi swoją drużynę na mundial. I wiecie co jest najlepsze w tym wszystkim? Że on serio swoją reprezentację na mistrzostwa świata zaprowadził.

Żeby nie było, oto krótki fragment z soboty: ”Dziś Eriksen bliżej niż do Zielińskiego ma do Isco, Thiago, Pogby i Iniesty z najlepszej formy, a nie Zielińskiego.”

Chłopak miał przed barażami osiem goli w eliminacjach do mundialu, co jest – umówmy się – wynikiem spektakularnym. Polscy kibice byli bardzo dumni z osiągnięcia Roberta Lewandowskiego, który strzelił w kwalifikacjach 15 goli i fakt – rezultat to znakomity, ale Eriksen również nie ma się czego powstydzić. W rundzie zasadniczej eliminacji zdobył 8 bramek i dorzucił do tego trzy asysty, a w meczu przesądzającym o awansie na mundial, czyli w rewanżu z Irlandią, wpisał się na listę trzykrotnie, czym zapewnił sobie i swoim kolegom bilety na mistrzostwa. Gdy weźmiemy pod uwagę, że Lewy w swoich 15 trafieniach aż 6 zdobył w rzutach karnych, a Eriksen tylko 3… nie oceniamy – na pewno nie jest takie oczywiste, który z nich najbardziej błyszczał w naszej grupie.

To był genialny występ Eriksena. Chłopak dopiero w połowie lutego zdmuchnie świeczki po raz 26., a jest dziś piłkarzem kompletnym. Lewa noga? Proszę bardzo. Załadować z prawej rogalem od poprzeczki? Robi się! Do tego niesamowita inteligencja w tak zwanej małej grze. Jeden kontakt, zastawka, szybkie wyjście na pozycję, dogranie „z kija” czy przyspieszenia albo zwolnienie akcji w sytuacji, która akurat tego wymaga. Wczoraj Irlandczycy nie mieli nic do powiedzenia, bo zderzyli się z piłkarzem, który był poza ich zasięgiem. Który grając przez całe dzieciństwo na poziomie legendarnym w FIFĘ nagle podczas turnieju o mistrzostwo Danii dostał chłopaczka, który miał problem w pokonaniem Górnik Łęczna na amatorze. Który pędząc swoim sportowym Ferrari mijał prawym pasem na autostradzie starego Malucha. Który – jak to mówi Artur Szpilka – zrobił Irlandczykom dziecko.

Na końcu Eriksen mógł jeszcze raz wpisać się na listę strzelców, gdyż Szymon Marciniak wskazał na rzut karny, ale pomocnik Tottenhamu oddał piłkę Nicklasowi Bendtnerowi, który zaliczył pierwsze od trzech lat trafienie w narodowych barwach. To też nam się podobało – chłopak strzelił trzy gole, sam pokonał Irlandczyków i mając szansę wpisanie się po raz czwarty do protokołu, czym jeszcze bardziej zająłby nagłówki prasy na całym świecie, jak gdyby nigdy nic oddał ją koledze, który gola potrzebował. To tylko pokazuje, jak pewnym swojej klasy jest dziś Eriksen – przyszły klubowy kolega Messiego, Ronaldo lub innego wielkiego piłkarza z absolutnego topu.

No nic, Dania jedzie na mundial i w pełni na to zasłużyła. Gdy napiszemy, że to może być czarny koń mundialu, to wiele osób zaleci nam wizytę u specjalisty, ale na nich i trzeba już dziś zwrócić uwagę. Póki co Eriksenowi należy się zgrzewka Carlsbergów – zasłużył na to jak mało kto.

 

Typuj wyniki
na
LV BET zakłady bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez ministra finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem.

Komentarze