Polskie MMA vs. polski boks – odcinek 959, „Kowalik strzela ślepakami”

Mam w sobie jakieś dziwne poczucie szczątkowej odpowiedzialności za polski boks. Kiedy ktoś go chwali, mam ochotę odwzajemnić komplement, a kiedy krytykuje - czuję, że jeśli ja nie stanę w jego obronie, to nikt nie stanie. Zwłaszcza kiedy "mój" boks jest atakowany przez "ich" MMA. Najczęściej - zupełnie niesłusznie. Tak jak wczoraj.

Jeden z najbardziej wpływowych ludzi w polskim MMA, Paweł Kowalik, zasugerował na Twitterze Andrzejowi Wasilewskiemu, promotorowi boksu, by jego myśli o MMA lepiej nie znajdywały ujścia, bo jedna czy druga kontra, i nie będzie czego zbierać. Dokładnie to napisał tak: „Wychodzenie na prostą, czyli gala z dwoma byłymi mistrzami świata w Nysie, w hali na 2000 osób. Mamy lepszą frekwencję w Międzychodzie na lokalnej gali dla młodych-zdolnych. Dobra rada, więcej pracy, mniej zakłamywania rzeczywistości”.

Nawet gdybym na boks patrzył obojętnie, to dla samej gimnastyki umysłowej warto było podjąć polemikę. W tym przypadku obalenie pewnych tez jest mniej więcej dwoma intelektualnymi pompkami i jednym przysiadem. Łatwizna. Nie trzeba się nawet przebierać.

Wyśmiewanie gali w Nysie, na którą wejściówki wyprzedały się akurat bardzo szybko (czego nie można niestety powiedzieć o wielu rodzimych galach boksu), jest niedorzeczne. Na tę galę brakowało biletów w sprzedaży, zanim poznaliśmy nazwiska rywali polskich pięściarzy. Kibice zaufali w ciemno. Trudno mówić o „lepszej frekwencji” w przypadku, gdy na trybunach jest komplet. To tak jakbym ja napisał: „W Nysie było więcej kibiców niż na gali KSW w studiu Polsatu”. Bo było, prawda?

Szydzi z boksu przedstawiciel dyscypliny, która – teraz generalizuję, bo są wyjątki – na bilecie musi mieć gwarancję dobrego show, aby znalazł się nabywca. Tylko w ostatnim roku dwie świetne sportowo gale (FEN 18 w Koszalinie, ACB 63 w Gdańsku) sprzedały dramatyczną ilość biletów i przyniosły straty. Może w Międzychodzie na lokalnej gali jest więc lepsza frekwencja, natomiast gorzej, gdy z tego Międzychodu próbuje się wyjść.

To w ogóle ciekawe zjawisko. MMA w Polsce jest ponoć niezwykle popularne, mimo że nikt u nas nie ogląda gal Bellatora, ACB czy Cage Warriors (to tak jakby fan piłki nożnej nie oglądał Serie A, Premier League czy Ligue 1). Mimo że największe światowe gwiazdy MMA mogłyby do Polski przyjeżdżać w celach odzyskiwania radości z bycia anonimowym (ile osób poznałoby Daniela Cormiera spacerującego po Nowym Świecie?). Mimo że wszystkie największe polskie federacje musiały uciekać się do zatrudnianie przedstawicieli zawodów z MMA niespokrewnionych. Większość po to, aby przeżyć.

Możemy się zachwycać frekwencją na KSW i traktować ją jako świadectwo rozkwitu MMA, udając, że na ich gale przychodzą wprawni kibice, potrafiący toczyć wielogodzinne dysputy o wyższości parteru nad stójką. Sęk w tym, że KSW to takie MMA z gwiazdami, które w żadnej mierze nie świadczy o popularności dyscypliny, tylko o swojej. KSW to znaczek jakości, gwarancja, że dobrze spędzisz wieczór, nawet jeśli sport to dla ciebie strata czasu. Marka KSW jest warta o wiele więcej niż zawodnicy w KSW walczący.

Samo odwoływanie się do sprzedaży biletów jest słabe.

W MMA jeśli biletów nie sprzedasz, jesteś w plecy. W boksie możesz liczyć się z tym, że jakiejś hali nie wypełnisz, nawet paru pod rząd, ale i tak koniec końców będziesz zadowolony. Przykładem niech będzie walka Krzysztofa Włodarczyka z Noelem Gevorem. Bilety się nie sprzedały, do imprezy trzeba było dołożyć, ale dzięki temu „Diablo” mógł się bić potem w turnieju Super Six za bajońskie kwoty. Stawka była troszkę większa niż pas KSW, o który może bić się każdy.

Z polskim boksem jest ostatnio średnio, gale nie zachwycają, a poprzeczka oczekiwań mocno wzrosła. To jednak środowisku MMA brakuje pokory. Ale nie wszystkim. Rozmawiałem ostatnio z pewnym zawodnikiem KSW, który wprost przyznał, że MMA w Polsce ciągle raczkuje, na wielu poziomach. Myślę, że chyba mnie przekonał.

Bonus do 1500PLN na start
LV BET Zakłady Bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez Ministra Finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem