Polski piłkarz wyrzucony z klubu! Szalony właściciel zabronił mu treningów… i rozmów z kolegami

Tylko najbardziej naiwni wierzą w to, że w profesjonalnym - przynajmniej z nazwy - futbolu na najwyższym poziomie standardy zachowań zawsze są przestrzegane i nie dochodzi do sytuacji, w które trudno uwierzyć. Istnieje kilka klubów, które dokładnie na odwrót, ze względu na porywczy charakter swoich właścicieli, są jednym, wielkim polem minowym. Przykład: Steaua Bukareszt. Właśnie przekonał się o tym nasz napastnik - Łukasz Gikiewicz.

Ten transfer był przedziwnym zbiegiem okoliczności już od samego początku. Były napastnik Śląska Wrocław, w ostatnich latach prawdziwy piłkarski obieżyświat, trafił do czołowego rumuńskiego klubu na zasadzie przypadku.  Ekscentryczny właściciel Gigi Becali wprost mówił dziennikarzom, że „niebawem przyjedzie napastnik z Polski, którego ktoś mu polecił. Ma na imię Łukasz, niestety nie pamięta jak się nazywa”. Gikiewicz nie był efektem obserwacji czy zaawansowanego skautingu. Trener Florin Montroca, który znał się z nim z arabskich wojaży, opowiedział o nim Becalemu, a ten… postanowił go kupić.


Łączy nas Pasja: Niebywałe kulisy transferu Polaka do Rumunii

Polak trafił na okres, w którym ekipie Steauy wybitnie nie szło – przegrywała kolejne spotkania. Wszedł do drużyny z marszu, bardzo szybko otrzymał szansę ligowego debiutu, zaliczył nawet asystę. Licznik jednak bardzo szybko się zatrzymał. Łącznie „Giki” rozegrał w Rumunii 5 spotkań, nie zdobył bramki i dziś nie jest już nawet formalnie pracownikiem FCSB.

Szczegółowo jego historię opisują dziś w obszernym reportażu sportowefakty.wp.pl.

Becali zatrudnia i wyrzuca zawodników na podstawie własnego „widzi mi się”. Trenerzy nie mają wiele do powiedzenia w tej sprawie. „Nie ma jasnej strategii zatrudniania piłkarzy. Jest jak gracz Football Managera” – mówi rumuński dziennikarz, cytowany w tekście.

Becali ściąga piłkarzy, po czym po chwili chce nowych, a dotychczasowych uznaje za zbędnych. Działa impulsywnie, nie ma skrupułów, sam sobie wyznacza dopuszczalne granice. Właściciel pozbawił Gikiewicza służbowego samochodu i kazał jeździć starym Matizem. Zabronił również rozmów z kolegami na wspólnej grupie na Whatsapp.

Nie było mowy o treningach z zespołem, więc Polak spakował się i wrócił do rodziny.

Gikiewicz dla Sportowych Faktów:

Od końca września mój kontrakt jest rozwiązany. Z powodu nierespektowania warunków umowy ze strony klubu. Wszystko jest przekazane do odpowiednich organów. To decyzja właściciela, trener nie miał nic do gadania.

Steaua nawet nie poinformowała o pozbyciu się swojego zawodnika. Gikiewicz od stycznia może być pracownikiem nowego zespołu. Jak zwykle, nie wyklucza żadnego geograficznego kierunku.

 

Bonus do 1500PLN na start
LV BET Zakłady Bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez Ministra Finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem