Polska sobota pełna sukcesów!

Czasami są takie dni, że duma rozpiera nas od środka. Nastawiamy się na sportowce sukcesy, ale to, co wyczyniają nasi reprezentanci, zdecydowanie przewyższa nasze oczekiwania. Mamy chrapkę na medale, splendor i wewnętrzną potrzebę wysłuchania Mazurka Dąbrowskiego. Gdy jednak idzie z wiatrem, to siłą rozpędu chwile chwały mnożą się jak grzyby po deszczu. Sukces goni sukces, medal goni medal. Tak było wczoraj.

Sobota zaczęła się od wysłuchania Mazurka Dąbrowskiego za sprawą zdobytego w piątek złotego medalu w skoku o tyczce przez Piotra Liska. W Belgradzie niespełna 25-letni Polak nie miał sobie równych i pewnie wygrał konkurs, w którym kilku rywali miało za zadanie pokrzyżować mu plany. Trzecie miejsce podczas tego samego konkursu zajął Paweł Wojciechowski, który smak złotego medalu z imprezy mistrzowskiej już zna. W 2011 roku w Daegu zawodnik bydgoskiego Zawiszy zdobył złoto na otwartym stadionie.

I w zasadzie całą sobotę skakaliśmy po kanałach. Pilot aż parzył, bo intensywność była naprawdę spora. A to liga angielska, a to chwila na ekstraklasowych boiskach. Chwila na skoki i raz raz do Belgradu, bo tam nasi walczyli o medale w hali. Dobrze zaczął Piotr Żyła drużynowy konkurs i od raz wyprowadził nas na prowadzenie. Potem przewagę nad resztą stawki kolejno powiększali Dawid Kubacki i Maciej Kot. Kończący skakanie w naszej ekipie Kamil Stoch dał jasny sygnał: to my dzisiaj rozdajemy karty w Lahti. Nie Austriacy, nie Norwegowie ani Niemcy. Oni już swoje zwycięstwa w drużynówkach świętowali w poprzednich latach. Teraz czas na nas.

W drugiej serii zaczęło wiać, co nie było dla nas dobrą informacją. Żyła nie skoczył już tak daleko jak w pierwszej serii i peleton zaczął nas doganiać. Długo wstrzymywany na belce startowej był Dawid Kubacki, wyraźnie niepokoił się takim obrotem sprawy Stefan Horngacher, któremu wyjątkowo zależało na zwycięstwie w Lahti. Formalności dopełnili Kot ze Stochem i stało się jasne, że Polacy zdobyli swój pierwszy w historii złoty medal w konkursie drużynowym. Brawa, brawa, brawa!

Potem nasza uwaga była poświęcona już tylko na Belgrad, gdzie działo się bardzo dużo. Zastanawialiśmy się jeszcze rano, ile medali będzie z soboty, bo aż sześć finałów z udziałem naszych reprezentantów mieliśmy na ten dzień zaplanowane.

Najpierw czegoś absolutnie nieprawdopodobnego w kole pchnięcia kulą dokonał Konrad Bukowiecki. Niespełna 20-letni zawodnik najpierw swoją próbę spalił, by potem uzyskać 21,97, co jest nowym rekordem Polski. O centymetr bliżej w swojej najdalszej w życiu próbie uzyskał Tomasz Majewski, który dwukrotnie wygrywał igrzyska olimpijskie. Po tym ciosie rywale nie byli się już w stanie podnieść. David Storl, który był przed tym konkursem murowanym faworytem do zdobycia złotego medalu, zajął zaledwie trzecie miejsce. Bukowiecki stał się najmłodszym mistrzem Europy w historii zawodów. Jego wynik jest czwartym najlepszym osiągniętym w hali.

Chwilę później na linii startu na 1500 metrów stanęła Sofia Ennaoui, która po znakomitym biegu wywalczyła sobie brązowy krażek. Justyna Święty, dzięki pioronującemu finiszowi również wywalczyła trzecie miejsce. W zaledwie kilka minut obie nasze panie zdobyły dwa brązowe medale

Chcieliśmy zrobić sobie herbatę, ale… na 1500 metrów wystartował Marcin Lewandowski. Wiedzieliśmy, jak ten bieg będzie wyglądał. Lewy przyczajony jak tygrys czaił się będzie z tyłu stawki i wypali gdzieś na 400 metrów przed metą. Wszystko poszło zgodnie z planem i Polak dwa okrążenia przed metą zaczął się przesuwać do przodu. Efekt? Pewne zwycięstwo i samotny wyścig na ostatniej prostej. Do złota sprzed dwóch lat na 800 metrów Lewandowski dorzucił ten sam krążek na 1500 metrów.

Z uśmiechem od ucha do ucha czekaliśmy na Rafała Omelko, który po dwóch złotych medalach na krajowym podwórku (200 i 400 metrów) za cel stawiał sobie również stanąć na podium indywidualnie podczas mistrzostw Starego Kontynentu. Już po pierwszym okrążeniu wiedzieliśmy, że Omelko będzie się liczył w walce o medale, gdyż po zejściu do krawężnika plasował się na drugim miejscu. Tę pozycję utrzymał i wpadł na metę drugi dopisując do swojego dorobku srebrny medal z Halowych Mistrzostw Europy.

Dziś zatem zdobyliśmy trzy złote medale. Jeden na skoczni w Lahti i dwa w hali podczas lekkoatletycznych mistrzostw Europy. Do tego Omelko dorzucił srebro, Święty i Ennaoui po brązie. Jutro też jest dzień i też będą medale. Ta sobota pięknie ułożyła się dla wszystkich Polaków. Oby takich dni było więcej w przyszłości.

 

Komentarze