Polska piłkarską potęgą?! Mają pomóc w tym gigantyczne pieniądze

To, jak w ostatnim czasie prezentuje się nasza kopana – pod dosłownie każdym kątem – chyba nie trzeba nikomu szczegółowo wykładać. Kluby na ogół przynoszą wstyd w europejskich pucharach, a reprezentacja jest daleka od kształtu, do którego przyzwyczaiła nas w eliminacjach do Euro, jak i samego turnieju. Jak pisze „Puls Biznesu” – na horyzoncie pojawiła się jednak iskierka nadziei.

Do tego, że światowy talent Roberta Lewandowskiego jest raczej dziełem przypadku, niż efektem jakiegoś konkretnego planu, nie trzeba przekonywać. Co innego na przykład za naszą zachodnią granicą. Śmiało możemy powiedzieć, że zdobyte przez nich mistrzostwo świata było skrupulatnie wypracowane. Nie tylko przez samych piłkarzy, ale i najmądrzejsze głowy w państwie i związku piłkarskim. U nas – z założenia – może być podobnie.

Nie, nie chodzi o to, że „już za cztery lata Polska będzie mistrzem świata”. Chodzi o plan. Konkretny, skrupulatnie określony, którego tak bardzo zazdrościliśmy wielkim piłkarskim nacjom. Skąd na to pieniądze? Zdaniem „Pulsu Biznesu” – z Totalizatora Sportowego. Głównymi założeniami planu ma być:

– stworzenie funduszu, z którego będzie finansowana budowa krytych boisk dla wszystkich klubów, niezależnie od poziomu rozgrywek

– stworzenie centralnej akademii piłkarskiej z szesnastoma oddziałami – po jednej na każde województwo

– stworzenie bazy młodych piłkarzy, do której wgląd miałyby kluby z trzech najwyższych lig, pozwalającej na szczegółowy monitoring rozwoju zawodników

– jednolity system szkolenia, na którego wdrożenie kluby dostałyby odpowiednie środki

Brzmi jak utopia? Być może, ale – jak pokazały kraje pokroju Niemiec czy Belgii – nie jest to niemożliwe. Sygnałem ostrzegawczym dla tych drugich była klęska na mundialu w 1998 roku. Wówczas mądre głowy zebrały się i wdrożyły szereg rozporządzeń. Na przykład takie, że zawodnicy od dziewiątego roku życia mają trenować w systemie 4-3-3. Sprowadzono trenerów z Francji czy Holandii i machina ruszyła. Uruchomiono też regionalne, wysokiej jakości szkółki, których efektami z całym światem dzielą się dziś Thibaut Courtois czy Kevin De Bruyne.

Tylko czy na pewno znajdą się na to pieniądze? Porozmawiajmy o konkretnej liczbie – 1,5 miliarda złotych. Kwota ta ma być motorem napędowym ambitnego projektu. Jest imponująca, ale niewykluczone, że przyznanie jej piłce trzeba byłoby odbić na innych dyscyplinach. A to – patrząc na wypowiedzi sprinterów, lekkoatletów czy siatkarzy, którzy nie ukrywają, że piłką kopaną wręcz gardzą, mogłoby spotkać się z niezadowoleniem i oporem.

Nie wiemy, czy projekt zostanie sfinalizowany, czy jest to klasyczna kiełbasa wyborcza i nawijanie makaronu na uszy, ale przyznacie, że to byłoby naprawdę coś. Bo niby dlaczego mielibyśmy być gorsi od Belgów czy Niemców?