Polska liga obcokrajowcami stoi

    Nowy sezon, nowe rozdanie, toeretycznie – wszystko może się wydarzyć. Jeszcze niedawno kończyliśmy sezon i narzekaliśmy, że nasza ekstraklasa jest słaba i kiepsko się ją ogląda, by kilka tygodni później, gdy rozgrywki miały znowu się rozpocząć, nerwowo przebierać nogami pod stołem i wyczekiwać pierwszego gwizdka inaugurującego sezon 2017/2018.

    Ten rozpoczęto w Płocku, gdzie Wisła podejmowała Lechię Gdańsk. Gdybyśmy przed meczem mieli typować wynik, jakim ta konfrontacja się skończy, to pewnie byłaby to wygrana Lechii. Jak było? Zwycięstwo biało-zielonych 2:0. Chwilę później Pogoń Szczecin gościła Wisłę Kraków i tam z kolei wyżej przed pierwszym gwizdkiem stały akcje Białej Gwiazdy. Kto wygrał? Wisła, 2:1.

    W sobotę Cracovia zremisowała 1:1 z Piastem, a wieczorem Górnik pokonał Legię 3:1. Mieliśmy zatem wynik, który zadowalał obie ekipy i rezultat, który jest sporą niespodzianką. Spotkanie bowiem przegrali mistrzowie Polski.

    Dwa wyniki, których się spodziewaliśmy, jeden, który spełnia obie drużyny i niespodzianka – to bilans po dwóch dniach. Stara, dobra ekstraklasa.

    A potem natrafiłem na taką statystykę”

     

    Tu znowu powtarzalność sprzed lat – najbardziej na polskich boiskach błyszczą obcokrajowcy. Najlepszym piłkarzem poprzedniego sezonu był przecież Vadis Odjidja-Ofoe, rok wcześniej najjaśniej błyszczała gwiazda Nemanji Nikolica.

    Najbardziej przykre w tym wszystkim jest to, że żaden z tych piłkarzy nie przychodził do ekstraklasy jako gwiazda. I Vadis, i Niko, nasza ligę traktowali Kako trampolinę, która ma im pomóc wybić się wyżej w kolejnych latach.

    Tym gorzej świadczy to o nas, że taki zawodnik, z takim nastawieniem, do wyjścia z zakrętu w swojej sportowej karierze potrzebuje naszej ligi, aby wrócić na właściwe tory.

    I dosyć niespodziewanie, jakby od niechcenia, stanowi chwilę później o jej sile.

    Spójrzmy na poprzedni sezon. Cztery zespoły do samego końca zaciekle walczyły o mistrzostwo kraju. Jacy zawodnicy byli najlepsi w każdej z tych drużyn?

    Legia – Vadis Odjidja-Ofoe

    Jagiellonia – Konstantin Vassiljev

    Lech – Marcin Robak

    Lechia – Marco Paixao

    W trudnych momentach w aż trzech z czterech przypadków patrzono w kierunku obcokrajowca, który miał pociągnąć zespół do zwycięstwa.

    Zacząłem się nad tym wątkiem zastanawiać, a natchnął mnie do tego wpis na Facebooku Tomasza Ćwiąkały, który interesuje się futbolem na Półwyspie Iberyjskim. Zwrócił uwagę na pewną prawidłowość. Południowcy bowiem jego zdaniem… nie marudzą.

     

    “Jak właśnie zauważyło Ekstrastats – z 11 bramek w tym sezonie 10 zdobyli obcokrajowcy. Z tych 10 aż 6 przedstawiciele Półwyspu Iberyjskiego. Władze Wisły Kraków mówią wprost: to najtańszy i najbardziej opłacalny towar na rynku. To po prostu chodzące promocje. Nie oczekują nie wiadomo czego. Przyjdą grać za pensję niewiele wyższą niż u kilku młodzieżowców z Legii w ostatnich latach. Nie trzeba płacić odstępnego, bo sami palą się do rozwiązania kontraktu z poprzednim pracodawcą, a i kwoty za podpis to zazwyczaj pstryknięcie palcem i klepnięcie pierwszego lepszego przelewu. Za takiego Bartosza Śpiączkę (czy wielu innych pierwszoligowców) trzeba wyłożyć 200 tysięcy euro za transfer + dodatkowe koszty, a chłopak z trzeciej ligi hiszpańskiej przyjdzie za frytki i wypruje sobie żyły, bo to jego życiowa szansa.

    Carlitos – rezerwy Villarrealu, III poziom
    Angulo – Grecja
    Badia – SD Noja, III poziom
    Suarez – bez klubu, wcześniej ławka w Ponferradinie, II poziom”

    Idąc tropem Ćwiąkały, Hiszpan jest gwarancją dla polskiego klubu, że będzie się starał. Przyjdzie do klubu i od pierwszego dnia będzie skupiał się na tym, żeby wywalczyć sobie miejsce w pierwszym składzie. Nie będzie marudził, że jest ciężko, wybrzydzał, że gra mało, wszystkie czynniki poboczne, jak jedzenie, warunki mieszkalne podczas zgrupowania czy ośrodek treningowy nie będą mu przeszkadzały, bo po pierwsze, przychodzi tu tylko na chwilę, a po drugie, w końcowym rozrachunku to nie to ma decydujący wpływ na formę, którą będzie prezentował na boisku.

    I tak sobie myślę: dlaczego poza aspektami czysto sportowymi, które w moim przekonaniu z racji uwarunkowań fizycznych (szybkość, zwinność, wytrzymałość) są po stronie Hiszpanów i Portugalczyków, Polacy tracą również w takich aspektach, jak motywacja, zaangażowanie, poświęcenie, zostawienie serca na boisku?

    Raz za razem słyszymy, jak piłkarz po meczu podkreśla, że jego zespołowi udało się podejść do spotkania w pełni skoncentrowanym, zaangażowanym i właśnie te wszystkie czynniki  pozwoliły mecz wygrać. Gdy jednak trzech punktów nie udaje się zainkasować, to wkradło się rozprężenie, błędy w mobilizacji i zawodnicy “przespali” początek konfrontacji. Obcokrajowcy natomiast mogą zagrać lepiej lub gorzej, ale jedno jest pewne – na boisko oddają wszystko, co mają, bo inaczej źle wywiążą się z nałożonych na siebie obowiązków.

    U nich to reguła i powtarzalność, u nas czynnik, nad którym w dalszym ciągu trzeba pracować i mieć na uwadze, bo inaczej spotkanie się przegrywa.

    Komu powinno bardziej zależeć, żeby w Ekstraklasie pokazywać się z dobrej strony? Polakowi, który całe życie gra w piłkę w ojczyźnie, przechodzi wszystkie kategorie wiekowe w swoim klubie, pracuje na transfer dalej i dalej, po czym dostaje swoją szansę w drugim zespole poważnego zespołu i dopiero puka do wyjściowej jedenastki drużyny z ekstraklasy. Całości przygląda się jego rodzina, znajomi, z klubu do klubu jeździ za nim jego kobieta, która go wspiera, podporządkowała swoje całe życie pod to, by mu pomóc. Czy piłkarz, który od początku wie, że jest tu na chwile, nie ma ze sobą ludzi, którzy go wspierają, wszystko jest dla niego nowe, musi nauczyć się jeść inaczej, żyć inaczej, przyzwyczaić się do innej pogody oraz panujących w szatni zwyczajów. Naszych narodowych zachowań, na które każda osoba w Polsce nie zwraca uwagi. Ma trochę zmartwień na głowie, nie wszystko jest po jego myśli, a gdy już się zaczyna układać, to wie, że i tak zaraz czmychnie za granicę. Jest rozwarztwiony, często zagubiony, może nawet samotny. Żyje na walizkach i tęskni za rodziną. Czuje się jak żołnierz, którzy wyjechał w delegację i musi sobie poradzić, jeżeli nie chce przepaść.

    I co? I mimo tego wszystkiego przeciętny obcokrajowiec jest lepszy od przeciętnego polskiego piłkarza i zjada go na śniadanie bez popijania herbatą.

    Przykre to, ale Ćwiąkała miał rację – przyjeżdża gość, który za granicą grałby w 4. lub 5. lidze, chwilę posiedzi w Polsce, nauczy się trzech słów w naszym języku, pozna imiona kolegów z zespołu i chwilę później rozdaje karty w swojej drużynie.

    Zwróćcie uwagę na pewną rzecz – obcokrajowcy, którzy błyszczą w naszej lidze, to najczęściej dobre chłopaki. Weseli, nie obrażają się, rozmawiają z dziennikarzami, nie gwiazdorzą. Obojętnie, czy VOO, czy Nikolic, Vassijlev, Paixao, Guilherme czy którykolwiek inny, który wyróżniał się w ostatnim czasie w naszej lidze. Każdy przyszedł do polskiego klubu jako wypluty gracz przez swoją krajową piłkę do ligi, w której każdy się z nim zachwyca. W którym nie ponosi się wielkiej kary za złe zagranie, przegrany mecz czy nawet tytuł. Gdy takiemu grajkowi wyjdzie, to wszyscy noszą go na rękach. Gdy nie wyjdzie – nic się nie stało, zabrakło motywacji, byłeś nieskoncentrowany!

    I ja zawsze wolałem, żeby w polskiej drużynie, w polskiej lidze, grał Polak. W spotkaniu Arki ze Śląskiem Jan Urban wahał się, czy w środku pola dać szansę Michałowi Chrapkowi, czy Dragoljubowi Srnicowi. Wybór padł na Serba, a Chrapek caly mecz obejrzał z ławki rezerwowych. W poprzednim sezonie środkowy pomocnik z Bałkanów reprezentował barwy… FK Cukaricki.

    Chrapek siedział, pewnie swoją szansę dostanie, a za rok przyjdzie kto inny i znowu go posadzi. I za rok znowu, i znowu, i znowu….

    Także – przychodzi gość z zagranicy, więc najprawdopodobniej będzie grał. I co jest najgorsze? To, że on naprawdę jest lepszy od Polaka. Jest nowy, zagubiony, sprowadzony na szybko, często bez specjalnej kalkulacji, ale i tak potrafi zdominować naszego rodaka, który uchodzi za niezłego specjalistę na swojej pozycji.

    W poniedziałek, 17 lipca spotkanie pomiędzy Koroną Kielce i Zagłębiem Lubin. Kto zwycięży? LV BET przygotował specjalne kursy na te spotkanie.

     

    Jakub Borowicz

    Komentarze