Polacy w Lidze Mistrzów? Tylko ośmiu, ale będą grać!

Eliminacje do Ligi Mistrzów zakończone - znamy komplet 32 drużyn, które będą rywalizowały w fazie grupowej. Oczywiście zabrakło wśród nich polskich drużyn, ale na szczęście nie piłkarzy z naszego kraju. W nadchodzącym sezonie możliwość gry będzie miało aż ośmiu piłkarzy. Ilu realnie może wybiegać na boisko w meczach Champions League?

Polska lista opiewa na jedynie osiem nazwisk. To śmiesznie mało, ale to, co powinno nas interesować bardziej to czy chociaż oni będą mieli okazję wysłuchać na murawie hymnu Ligi Mistrzów. Jaki jest wniosek? Że najprawdopodobniej będą nie tylko statystami, ale powinni nawet powalczyć o podniesienie najważniejszego trofeum w klubowej piłce.

Robert Lewandowski (Bayern Monachium)

Przy tym nazwisku nie trzeba się rozpisywać. Lewy został w zespole mistrza Niemiec, bo zwyczajnie nie chciano go stamtąd puścić. W stolicy Bawarii jest wielką gwiazdą i człowiekiem, od którego buduje się jedenastkę. Nic dziwnego, skoro sezon w sezon sadzi gola za golem. Taka regularność sprawia, że nie musi martwić się również o grę w Lidze Mistrzów – tylko w końcówce musi poradzić sobie dużo lepiej, bo bez triumfu nie uda mu się stamtąd wyrwać.

Wojciech Szczęsny (Juventus)

Polak miał być w poprzednim sezonie tylko zmiennikiem Gianluigiego Buffona i tylko okazyjnie smakować boiska we włoskiej ekstraklasie. Skończyło się na aż siedemnastu występach w lidze i dwóch spotkaniach w Lidze Mistrzów (w tym kilka minut w pamiętnym meczu przeciwko Realowi Madryt). W tym sezonie nie przebije tych liczb tylko w przypadku złapania jakiegoś urazu. Co prawda do rywalizacji sprowadzono mu Perina, ale temu zostaną jakieś ochłapy. Nie sadza się na ławce bramkarza, który w 23 meczach zachował czyste konto piętnastokrotnie.

Grzegorz Krychowiak (Lokomotiw Moskwa)

O pomocnika martwiliśmy się najbardziej. Jego losy w West Bromwich Albion były policzone – nie tylko przez spadek, ale również małą liczbę dobrych występów czy bardzo wysoką pensję. „Krycha” zapowiadał rywalizację w składzie PSG, ale nadzieja na występy w Ligue 1 była niewielka. Na szczęście zgłosił się po niego mistrz Rosji i dość szybko przebił się tam do wyjściowego składu. Plus jest taki, że wypożyczenie musi zakończyć się wykupieniem, jeśli reprezentant Polski zagra w określonej liczbie spotkań. W sezon wszedł znakomicie, ale…

Nie przeczuwamy jednak, by udało się mu i Maciejowi Rybusowi podbić europejskie salony. Lokomotiw jest najsłabszym zespołem losowanym z pierwszego koszyka – co więcej, z wszystkich 32 zespołów tylko pięć ma niższy współczynnik. Rosjanie skorzystają z nowych przepisów losowania, ale tylko przy pomyślnych wiatrach powalczą o coś więcej niż trzecie miejsce w grupie. W najlepszym przypadku ich rywalami będzie Benfica, PSV i AEK Ateny. To jednak nic, jeśli istnieje też ryzyko trafienia na Borussię Dortmund, Liverpool i Inter. Dla nich niemal każda grupa będzie grupą śmierci.

Maciej Rybus (Lokomotiw Moskwa)

On też raczej nie musi martwić się o miejsce w składzie. Podobnie jak Grzegorz Krychowiak regularnie gra w barwach Lokomotiwu i ma pewny plac od transferu z Lyonu. Grał zarówno w lidze (chyba, że akurat uniemożliwiały mu to kontuzje) jak i europejskich pucharach. O pewniaka na lewej obronie Jerzy Brzęczek na razie nie musi się martwić.

Łukasz Piszczek (Borussia Dortmund)

Legenda Borussii Dortmund – zaliczył już ponad 300 występów i cały czas gra, nawet jeśli momentami w poprzednim sezonie schodził poniżej pewnego poziomu, do którego nas przyzwyczaił. Na Signal Iduna Park nie wyobrażają sobie bez niego życia i nietrudno się domyślić, że znowu będzie ważnym elementem w układance Luciena Favre’a. Zwłaszcza, że to trener, który wprowadził go do niemieckiej piłki i przestawił z napastnika na prawego obrońcę. Na pewno ma do niego kawał zaufania.

Arkadiusz Milik (SSC Napoli)

Poprzedni sezon był dla niego prawdziwą tragedią. Zerwane więzadła pokrzyżowały mu plany podbicia Serie A i świetnego występu na mundialu. Mimo to po powrocie udało mu się strzelić kilka bramek, a Carlo Ancelotti nie wyobraża sobie bez niego drużyny. Milik miał wątpliwości czy będzie grał – zwłaszcza, że z klubem wiązano dużo lepszych napastników. Szkoleniowiec zapewnił go, że jest jego podstawowym napastnikiem. W Lidze Mistrzów i Serie A lada moment możemy oglądać na szpicy parę Milik – Mertens.

Piotr Zieliński (SSC Napoli)

O jego pozycję w drużynie martwiono się dużo bardziej. I on również pokazał, że niepotrzebne. Zieliński strzelił dwa gole przeciwko Milanowi, redukując stratę i pozwalając wygrać jego zespołowi. Na ten moment nie gra od deski do deski, ale w obu spotkaniach zaliczył ponad 70 minut. Grunt, że Ancelotti widzi dla niego miejsce w pierwszym składzie, a nasz reprezentant się odpłaca. Oby to samo zaczął robić również w reprezentacji.

Kamil Glik (AS Monaco)

Tutaj też nie trzeba się za bardzo rozpisywać – ostoja klubu, jeden z najlepszych w lidze, od czasu do czasu dostaje kapitańską opaskę. Trudno wyobrazić sobie AS Monaco bez jego obecności. W tym sezonie cztery mecze i komplet 360 minut. Musiałaby stać się jakaś tragedia, by nie stało się tak w Lidze Mistrzów.

Jak widać – nasi piłkarze muszą martwić się o występy w Champions League, a w każdym tygodniu będziemy mieli okazję podziwiać co najmniej kilku, jeśli nie wszystkich ośmiu. Szkoda tylko, że z roku na rok liczba naszych spada, zamiast rosnąć. Rok temu było ich dziewięciu, dwa lata temu dziesięciu (licząc Legię aż 22!). Oby chociaż ci pokazali klasę i zachwycali nasze oczy!

Bonus do 1500PLN na start
LV BET Zakłady Bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez Ministra Finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem