Polscy piłkarze na końcu świata. Rekordzista gra 18 tys. km od domu!

Historię Jacka Magdzińskiego, który kilka lat temu wyjechał na podbój ligi angolskiej i grał tam za trzy krowy miesięcznie, zna chyba każdy. Podobnie Łukasza Cieślewicza - legendy ligi z Wysp Owczych. Bliźniaczych historii jest jednak więcej. Polscy piłkarze grają na wszystkich kontynentach, nawet w... Tajwanie. 

Przedstawiamy sześciu z nich. O istnieniu niektórych prawdopodobnie nie macie pojęcia. Łączy ich jedno – grają w ligach, gdzie niekoniecznie spodziewalibyśmy się naszych przedstawicieli.

Stany Zjednoczone: Konrad Plewa (Real Monarchs)

Północnoamerykańska MLS z pewnością nie jest ligą stworzoną dla Polaków. Lata temu brylowali tam Roman Kosecki czy Jerzy Podbrożny. Później swoje szanse mieli Tomasz Frankowski oraz Krzysztof Król. Niewielu jednak zdaje sobie sprawę, że w Ameryce do dziś są polskie ślady, a jednym z nich jest Konrad Plewa, piłkarz grającego w USL (druga liga) Real Monarchs – rezerwach Real Solt Lake.

Jego historia mogła potoczyć się jednak tragicznie. Dwa lata temu, zaraz po meczu dla rezerw New York Red Bulls, doznał udaru mózgu. Stracił czucie w ręce i części twarzy. Koledzy wsparli go i na kolejne spotkanie wyszli z jego nazwiskiem na plecach. Polak jednak doszedł do siebie. Zmienił klub i – chociaż nie jest jego podstawowym piłkarzem – to i tak zasługuje na najwyższy szacunek. Jak do tej pory w sezonie 2018, na boisku pojawił się pięć razy. W sumie rozegrał aż 76 spotkań na poziomie USL. Przyzwoity wynik.

Warto pokazać też nowy stadion rezerw Real Solt Lake, na którym Plewa rozgrywa domowe spotkania. Został wybudowany zaledwie kilka lat temu, jako część kompleksu treningowego klubu z MLS, na obrzeżach Solt Lake City. Widok za nim – absolutnie bezcenny.

Kosowo: Jacek Troshupa (KF Feronikeli)

Jedyny Polak w lidze Kosowa. Trafił tam nie przez przypadek, bo jego ojciec jest Albańczykiem. Urodził się Rykach, gdzie przeszedł przez wszystkie szczeble juniorskie miejscowego Ruchu. W dorosłej piłce debiutował mając zaledwie piętnaście lat. Zdążył nawet zaistnieć w polskim internecie, kiedy jako bramkarz Hetmana Zamość puścił jedną z najbardziej kuriozalnych bramek w historii świata (od 1:30).

Poza tym trzy lata temu dosyć niespodziewanie podpisał kontrakt z mistrzem Albanii – Skënderbeu Korcza – z którym zdobył pierwsze w karierze trofeum, chociaż nie zagrał tam ani minuty. Wtedy też wpadł w oko trenerowi bramkarzy młodzieżowej reprezentacji Kosowa, ale jak do tej pory powołania nie otrzymał. Teraz jest zawodnikiem KF Feronikeli, jednej z mocniejszych drużyn w lidze Kosowa, ale… możemy napisać tylko tyle. Statystyk w internecie brak.

Tajwan: Adam Łupiński (Royal Blues Taipei)

Od rodzinnego Radlina dzieli go prawie 13 tys. kilometrów. Na co dzień jest zawodnikiem Royal Blues Taipei, drużyny grającej w Premier League. Z tym, że tej z Tajwanu.

– To w dużej mierze historia miłosna. Zawsze marzyła mi się Australia, więc postanowiłem wyjechać tam na rok po studiach. Chciałem popracować i pozwiedzać. Byłem baristą w Sydney, później skupiłem się na wydawaniu zarobionych tam pieniędzy na podróże. Fajne, trochę hipisowskie czasy. Z 250 dolarami australijskimi w kieszeni, które wystarczyłyby co najwyżej na wynajęcie mieszkania na tydzień, wylądowałem na farmie truskawek tysiąc kilometrów dalej. Spytali tylko, czy potrafię jeździć traktorem, a usłyszeli, że się nauczę. Wystarczyło. Zamieszkałem w namiocie, ale najważniejsze jest to, że tam poznałem moją przyszłą żonę. Jest Tajwanką, a Azjatki zawsze mi się podobały.

Jakim cudem 34-letni Polak wylądował na drugim końcu świata? Adam to niesamowicie ciekawa i pozytywna postać. Najpierw wyjechał do Australii, gdzie pracował jako Barista. Później próbował robić interesy w Chinach, by następnie uczyć angielskiego. Liga, w której gra, jest Premier League tylko z nazwy. Na mecze przychodzą głównie rodzina i znajomi, a w drużynie jest tylko… jeden miejscowy. Pozostali tworzą mieszankę ze wszystkich kontynentów.

Jeśli jesteście zainteresowani jego historią, polecamy wywiad, którego jakiś czas temu udzielił portalowi Weszło. Przeczytacie go klikając TUTAJ.

Gibraltar: Aleksander Januszkiewicz (Lynx FC)

Czas na poważniejszego piłkarza. Januszkiewicz dziś ma 24 lata, a rozegrał 32 spotkania w Pierwszej Lidze i 41 w drugiej. Bilans całkiem przyzwoity, ale kilka tygodni temu postanowił zrobić coś szalonego i… podpisał kontrakt w lidze Gibraltaru. Klub jest ciekawy przede wszystkim z jednego względu. Jego trener – Albert Parody – jest najdłużej pracującym trenerem w historii ligi. Na stanowisku jest nieprzerwanie od 2007 roku, czyli momentu założenia klubu. Kruczek tkwi w tym, że jest jednocześnie jego… prezesem i właścicielem. Jak do tej pory nie zdecydował się na zwolnienie samego siebie.

Januszkiewicz sezon rozpoczął w pierwszym składzie. Swoje mecze Lynx FC rozgrywa na Victoria Stadium, na którym występuje również reprezentacja Gibraltaru. Całkiem przyjemne warunki do kopania piłki.

Nowa Zelandia: Michał Kopczyński i Filip Kurto (Wellington Phoenix)

Na koniec zostawiliśmy naszych rekordzistów. Dwóch Polaków, którzy tego lata trafili do Nowej Zelandii, od domu dzieli… niemal 18 tys. kilometrów. Jak na razie zagrali w jednym meczu, przegranym 0:1 z drugoligowym Bentleigh Greens w pierwszej rundzie Pucharu Australii, bo to tam włączone jest Wellington Phoenix. Liga startuje dopiero w październiku.

Na tę chwilę – oprócz tego, że są daleko od domu – można napisać, że zagrają na przepięknie usytułowanym stadionie. Westpac Stadium jest również obiektem, na którym swoje spotkania rozgrywa reprezentacja Nowej Zelandii. Kibiców może nie jest za wiele, bo średnio niecałe 6 tysięcy (najmniej w lidze), ale sama miejscówka przysłania minusy.

 

Bonus do 1500PLN na start
LV BET Zakłady Bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez Ministra Finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem