Podsumowanie gali PBN. „Adamek? Przeorał go niemiłosiernie”

Podrywający ratowniczkę medyczną Łukasz Wierzbicki, szukający swojej walki w internecie Robert Parzęczewski i czekający na narodziny trzeciego syna Mateusz Masternak - to wszystko widzieliśmy podczas gali Polsat Boxing Night w Częstochowie. Najjaśniejszą postacią wydarzeń spod Jasnej Góry był jednak Tomasz Adamek. Polak kilkukrotnie posłał na deski Joey'a Abella i ostatecznie zwyciężył w siódmej rundzie przed czasem. Podsumowujemy wydarzenia z Częstochowy!

A działo się wiele, naprawdę wiele. „Bitwa o Poznań” przyniosła dużo sportowych emocji dla kibiców, gdyż po ośmiu rundach sędziowie punktowi wskazali remis. Czy był to werdykt krzywdzący dla któregoś z pięściarzy? Chyba nie, tak faktycznie wyglądało to w ringu. Krzyszof Bubak widział w tym starciu lepszego Damiana Wrzesińskiego (77:76), Robert Gortat Michała Chudeckiego (77:76), Arkadiusz Małek wytypował remis. Co po tym wiemy? Po pierwsze, żaden nie zdobył Poznania, po drugie, czekamy na rewanż. Podobało się? Podobało. Ktoś wygrał? Nikt nie wygrał. Kolejny pojedynek Wrzesińskiego z Chudeckim pewnie kwestią czasu.

Łukasz Wierzbicki pokonał na punkty Michała Żeromińskiego i tym razem nie było żadnych kontrowersji – nawet przegrany przyznał, że był gorszy i czuł, że na punkty nie będzie w stanie tego pojedynku wygrać. To była nie tylko emocjonująca, ale i krwawa walka.  Jak to mówi Andrzej Kostyra: „Krew miałem nawet na notatkach”. Tak właśnie było – ring zalany krwią, sam Łukasz mówił, że cały czas kapało mu do oczu, co z kolei utrudniało boksowanie. Pewien etap kariery Wierzbicki wydaje się mieć za sobą. Wygrał w końcu polską wojenkę, pokazał się kilkukrotnie przed polską publicznością i teraz wszyscy jego kibice czekają, aż poprzeczka zostanie zawieszona wyżej.

Wierzbicki był po walce uśmiechnięty i żartował do dziennikarzy, że już nie jest „Preety Boy” a „Braveheart”. Problemem było to, że Łukasz nie słyszał na jedno ucho po walce. Podkreślał jednak, że nie zdarzyło się to w Częstochowie po raz pierwszy. Nie przeszkodziło mu to jednak w tym, żeby… zagadywać do pani  z opieki medycznej. Wszystko oczywiście w żartach.

Bohater lokalnej publiczności, Robert Parzęczewski, zmienił piosenkę na wyjście do ringu – to można było zauważyć już na samym początku. Przyjmuję, że ktoś doradził Arabowi, aby tak właśnie się stało, bo umówmy się – tamta była fajna i śmieszna na galę w Łomiankach, a nie na duże wydarzenie, jakim jest PBN. Parzęczewski cały czas ma coś, co imponuje kibicom – jest otwarty, agresywny, eksplozywny, dużo w ringu ryzykuje. Takiego pięściarza fani chcą oglądać i jest on potrzebny, by rozruszać towarzystwo siedzące na trybunach przed najważniejszymi walkami. Parzęczewski zrobił coś, co należało do jego obowiązków – pewnie wygrał. Cały czas jednak ciekawi mnie, jak częstochowianin poradziłby sobie z pięściarzem mądrze boksującym z defensywy obdarzonym mocnym uderzeniem. Czy Arab miałby wtedy problemy? Czy jego ofensywny styl boksowania nie nadziałby się na kontrę?

Po walce Arab był uśmiechnięty, widać, że chłopak ma swoje pięć minut popularności. Prywatnie to skromny gość, który twardo stąpa po ziemi. Jego nie stresuje presja na trybunach, on lubi walczyć u siebie w mieście. Pytał dziennikarzy w strefie mieszanej, gdzie będzie mógł obejrzeć swój pojedynek. Opcje są dwie – albo będzie chciał się nim delektować, albo skupić się na błędach. Mam nadzieję, że to drugie, ale wychodzę z założenia, że zwycięzców się nie sądzi.

„Zapraszam panie, ale do pierwszego rzędu” powiedział kiedyś Mateusz Borek na temat walk kobiet w boksie. Ewę Brodnicką zaprosił do ringu w Częstochowie i ta pewnie wygrała pojedynek z Sarhą Pucek. Co ciekawe, Boxrec dawał atrakcyjności tego widowiska aż trzy gwiazdki, a bukmacherzy wyceniali szansę Polki na zwycięstwo poniżej 1,1. Z jednej strony super walka, z drugiej do jednej bramki? Dziwne.

Ewa pewnie wygrała, w końcowej fazie pojedynku widać było, że brakuje jej trochę tlenu, ale ani razu nie miała problemów. Walka do przodu dla Polki, ważna dla jej kariery, dzięki niej Brodnicka pierwszą obronę mistrzowskiego pasa ma już za sobą. Dla kibiców jednak starcie do zapomnienia. Na pewno nie jesteśmy krajem, który na walkach kobiet mógłby budować gale bokserskie.

Zwycięsko do ringu wrócił Damian Jonak. Co ciekawe, w Częstochowie zebrał chyba najwięcej fanów spośród wszystkich pięściarzy. Jonak wrócił w jednostronnym starciu, wszyscy sędziowie byli przekonani, że werdykt 80:70 będzie w najlepszy sposób odzwierciedlał to, co faktycznie działo się w ringu. Ringowa rdza zdrapana, zwycięstwo po czasie cieszy, pytanie, co teraz? Jeżeli kolejna gala PBN będzie miała odbyć się w 2018 roku, to wiele wskazuje na to, że nazwisko Jonaka trzeba będzie liczyć poważnie na kolejnej rozpisce.

Adam Balski jest pięściarzem, którego uwielbiają promotorzy i kibice. Trochę mniej lubią go pięściarscy fachowcy, nie zawsze lubi go trener i jego sztab szkoleniowy. Dlaczego? Balski – podobnie jak Parzęczewski – walczy agresywnie, ofensywnie, fajnie dla oka, porywa publiczność. Cieszy to promotorów, bo kibice chcą na nich przychodzić do hal. Cieszą się fani, bo mają co oglądać. Fachowcy widzą młodzieńczą fantazję i widzą sporo luk w defensywie, które lepszy pięściarz byłby w stanie wykorzystać. Trener Gus Curren, który słynie z analitycznego przygotowania do każdej walki i zwracania uwagi na szczegóły, na pewno będzie miał po zwycięskim pojedynku Balskiego sporo do myślenia. Kaliszanin znowu zwyciężył, zrobił to w sposób zdecydowany, ale jest nad czym pracować.

Sam Adam cieszył się, że wygrał na punkty po dziesięciu rundach. W jego przypadku każde minuty spędzone w ringu są fajną i cenną lekcją.

Nie było w Częstochowie pięściarza bardziej naładowanego podczas PBN niż Mateusz Masternak. Wiadomo było, że zwycięzca tego starcia może już w drugiej połowie 2018 roku dostać szansę walki o pasy mistrzowskie w kategorii cruiser, o ile oczywiście te zostaną zwakowane.

Kalenga zaczął ten pojedynek bardzo mocno. Tak jak chciał – walka w Częstochowie miała nie wyjść poza szóstą rundę. Mimo że Grzegorz Proksa każdą z trzech pierwszych rund widział na korzyść Mastera, to miałem wrażenie, że nie do końca tak to wyglądało. Kalenga był agresywny, mocno szedł do przodu, ryzykował. Wiadomo jednak było, że w końcu zabraknie mu tlenu. Tak stało się po trzech odsłonach, przewaga Polaka rosła z każdą minutą. Co by nie mówić, to słowny gość z tego Kalengi. Walka miała nie wyjść poza szóstą rundę i faktycznie nie wyszła – do siódmego starcia Francuz już nie wstał z krzesełka.

Szał radości po walce. Widać było, że Master spełnił jedno ze swoich sportowych marzeń – pokonał rywala, który siedział mu w głowie od dłuższego czasu. Do tego wrocławianin zaprosił na ring swoją żonę Darię i ogłosił, że po raz trzeci zostanie ojcem. Gratulacje Master!

 

Nie mogło być inaczej – skraść show podczas PBN w Częstochowie mógł tylko Tomasz Adamek. Gdy słuchałem, jak Mateusz Borek mówił, że Góral jest w stanie wygrać to przed czasem, to nie dawałem tym słowom wiary. Tymczasem… zobaczyliśmy najlepszego Adamka od wielu, naprawdę wielu lat. Czasami jest tak, że zawodnik trafi z przygotowaniami i formą idealnie w dany dzień, w daną walkę. Adamek był przygotowany perfekcyjnie pod każdym względem – wydolnościowo, taktycznie, mentalnie. Miałem wrażenie, że chodzi z kartką w ringu i odhacza kolejne punkty, które miałem wypisane przez trenera.

To że Abell padał szóstej i siódmej rundzie po ciosach na korpus – mniejsza, nie miał siły. Ale że Adamek będzie go w stanie trafić mocnym ciosem w drugiej rundzie? Takiego Tomka nie oglądaliśmy już bardzo dawno. Widać, że wciąż rywale więksi, silniejsi i mocno bijący mu leżą – Góral zawsze umiejętnie eksponował swoje zalety na tle takich przeciwników.

Wnioski po PBN:

  • Atmosfera w hali była KAPITALNA. Nieduże miasto, fajnie zlokalizowane – to wystarczyło, by zapełnić praktycznie do ostatniego krzesełka galę w Częstochowie. Od samego początku gali dużo ludzi na trybunach, na walce Tomasza Adamka komplet. Inne gale, które odbyły się w ostatnim czasie w naszym kraju, w tym dwie ostatnie edycje PBN, chowają się przy tym, co miało miejsce w Częstochowie.
  • Adamek jest pięściarzem, który w Polsce generuje absolutnie NAJWIĘKSZE możliwe emocje. Mamy w naszym kraju dwóch byłych mistrzów świata – Głowackiego i Włodarczyka, mamy Masternaka i Sulęckiego. Nikt jednak nie ma tak szerokiej rzeszy fanów, co Góral z Gilowic.
  • Parzęczewski i Balski – takich pięściarzy chcą oglądać kibice. Obaj mają papiery na coś wielkiego, obaj mogą sporo osiągnąć, ale przed każdym z nich jeszcze sporo pracy.
  • Podczas gal MMA kibicuje się swoim zawodnikom – ktoś przyjeżdża z Olsztyna, to jest za Mamedem, ktoś ze Szczecina, to trzyma kciuki za Materlę. W Częstochowie kibice trzymali kciuki za Polaków i za boks. Brzmi banalnie, ale w ostatnim czasie odchodzi się od patriotycznych pobudek. „Polska, Polska, Polska” to wbrew pozorom nie codzienność jeżeli chodzi o okrzyki na trybunach.

https://twitter.com/OskarKapczynski/status/987747504769982465

https://twitter.com/Jurasmma/status/987814725814800384

https://twitter.com/joannamma/status/987817627191005184

Bonus do 1500PLN na start
LV BET Zakłady Bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez Ministra Finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem