Lv bet zakłady bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez ministra finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem.

Podolski pokazuje, w jakim miejscu jest ekstraklasa

Przejdzie? Nie przejdzie? Teraz? Za dwa lata? Za pięć? Dziesięć? Obiecany przez Lucasa Podolskiego jakieś sto lat temu transfer do Górnika Zabrze to dla wielu kibiców KGS jeśli nie temat numer jeden, to dwa, trzy i cztery – na pewno. Na plany i zapewnienia byłego reprezentanta Niemiec czeka się długi czas, a sam zainteresowany ostatnio

Przejdzie? Nie przejdzie? Teraz? Za dwa lata? Za pięć? Dziesięć? Obiecany przez Lucasa Podolskiego jakieś sto lat temu transfer do Górnika Zabrze to dla wielu kibiców KGS jeśli nie temat numer jeden, to dwa, trzy i cztery – na pewno. Na plany i zapewnienia byłego reprezentanta Niemiec czeka się długi czas, a sam zainteresowany ostatnio osobiście podsyca tego typu dywagacje za pomocą mediów społecznościowych. Cała sprawa ma jednak (dość przykre) drugie dno.

Górnik Zabrze opublikował na Twiiterze post o treści: „Piłkarze Górnika: – Powalczymy wspólnie o trzy punkty na boisku i kolejny komplet na trybunach!”, na co Lucas Podolski zareagował podaniem twitta dalej z podpisem „czekajcie na mnie”. Przegląd Sportowy po ostatnim wywiadzie spekuluje na swoich łamach, że do długo wyczekiwanego powrotu „Poldiego” do kraju nad Wisłą może nie dość, na co piłkarz odpowiada: „Załóżmy się! Następnym razem proszę dokładniej czytać (wywiad udzielony „Die Welt” – przyp. red.)”.

To odpowiedź byłego piłkarza FC Koeln, Bayernu Monachium i Arsenalu na podważenie złożonej zabrzanom obietnicy. Dlaczego PS zdecydował się zwątpić w szczerość Niemca z polskimi korzeniami? – To dla mnie szczególny klub i wiele dla mnie znaczy. Zawsze czułem się dumny, nosząc ich koszulkę. Nie zaprzeczałem również, że chciałbym ponownie zagrać w tej ekipie – tak powiedział niemieckim dziennikarzom. Tyle tylko, że miał na myśli nie obecnego lidera ekstraklasy, a czerwoną latarnię Bundesligi.

„Poldi” zawsze podkreślał przywiązanie do biało-czerwonych barw, choć kilka bramek Polsce strzelił.

Koeln ma po dziesięciu kolejkach zaledwie dwa punkty na swoim koncie, ale to nie ma żadnego znaczenia dla Podolskiego. Lucas jest wszakże legendą i długoletnim kapitanem „Kozłów”. „Poldi” urodził się w Gliwicach, ale na ten piłkarski świat wyszedł właśnie w Kolonii. Na tyle, by ściągnął go do siebie Bayern i nawet jeśli w Bawarii przestało Lucasowi iść, wrócił tam skąd przyszedł i znów zapracował na transfer. Tym razem zagraniczny, do grającego w Premier League Arsenalu.

Obecnie występuje w japońskim Vissel Kobe i do polskiej ekstraklasy mu nie śpieszno. Ma 32 lata, w Kraju Kwitnącej Wiśni pogra jeszcze do końca kontraktu, czyli przez dwa lata. 34 – to była magiczna dla kibiców Górnika Zabrze liczba, bo w takim wieku przy Roosvelta miał pojawić się najsłynniejszy kibic KSG. Wygląda jednak na to, że Podolski ma trochę inne plany. I trochę inne wyobrażenie o polskiej lidze niż jej kibice.

Dość łatwo wyobrazić sobie scenariusz, w którym 34-letni Podolski trafia na Górny Śląsk i prowadzi swój klub dzieciństwa do upragnionego jeszcze bardziej niż on sam mistrzostwa Polski, na które fani z Torcidy czekać będą co najmniej trzy dekady. Łatwo tym bardziej, że prawdopodobnie zostaną mistrzem jesieni sezonu zasadniczego, a do zwycięstw niesie ich najbardziej liczna w tym sezonie publiczność. Z atakiem Igor Angulo – Lucas Podolski pewnie już wieszalibyśmy drużynie Marcina Brosza medale na szyjach.

To wymarzony scenariusz dla fanów Górnika, ale też nienajgorszy dla samego zawodnika. Zawojowanie polskiej ligi nie byłoby dla niego wielką sztuką, skoro szturmują ją obecnie zawodnicy, którzy dla Wojciecha Łazarka byliby „ósmym sortem kubańskich pomarańczy”. Nie strzelili bowiem nawet jednej bramki w drugiej lidze hiszpańskiej, ale tutaj są fenomenalni, fantastyczni i genialni na tle reszty ligowców.

Swoje przywiązanie do Górnika podkreśla na każdym kroku.

Podolski idzie jednak krok dalej, a konkretnie: o krok mający co najmniej dwa lata. Po ostatnim wywiadzie dla „Die Welt” wiele wskazuje na to, że może on się jeszcze wydłużyć. Zakładając, że po japońskich wojażach Podolski wróci jeszcze za naszą zachodnią granicę, w naszej lidze – o ile w niej wystąpi – będzie miał więcej siwych włosów niż bramek.

Krążył niedawno po sieci żart: czym się różni Lucas Podolski od Francesco Tottiego? Niczym oprócz tego, że Totti grał tylko w Romie, a Podolski wszędzie tylko nie w Górniku.

Jest trochę przesady w tej ironii, choć – jak w każdej – jest też w niej ziarno prawdy. Zakładam jednak, że nie rzuca słów na wiatr i w końcu przyjdzie. Prędzej czy później, ale spełni obietnice daną byłemu działaczowi zabrzan, śp. Krzysztofowi Majakowi. Przyjdzie, bo miłość do klubu wpajał mu ojciec Waldemar. Bo to będzie ładny gest (także marketingowy) dla kraju, w którym się urodził. Bo nie nazywa się Krzysztof Mączyński i nie wypisywałby tych rzeczy na Twitterze, gdyby nie miał planu zawiązania sznurówek na stadionie Górnika. Bo jest jego kibicem, regularnie pokazuje to wspierając klub finansowo.

Nie zmienia to jednak faktu, że ekstraklasę zaszczyci swoją obecnością w podeszłym piłkarskim wieku. Dlaczego? Pewnie myśli, że to wystarczy, by zostać gwiazdą nie tylko na papierze, ale wykręcić dobre liczby także na boisku. Nikogo to nie zdziwi, chociaż wróci nawet nie na końcu kariery, a na jej absolutnym skraju, granicy. Za nią tylko kawka o dwunastek, nogi na stole i pilot w ręku. I to jest – nie dla Podolskiego czy Górnika, ale całej ligi – najsmutniejsze.