„Po porażce z Adamem miałem depresję. Tak, to była depresja”

Obecnie wzbudza najwięcej emocji spośród wszystkich polskich pięściarzy. Prawdopodobnie po Andrzeju Gołocie żaden bokser z naszego kraju aż tak bardzo nie interesował kibiców, mimo że w tym czasie mieliśmy aż trzech mistrzów świata. Gdy jednak mówi, to ludzie chcą oglądać. Gdy wychodzi do ringu, to nawet Kowalski z Łomży wie, że trzeba nastawić sobie budzik na jego pojedynek.

Na ten moment nie ma znaczących osiągnięć, mimo że wiele osób przewidywało mu olbrzymią karierę. Sam dużo i głośno mówił, prowokował, zaczepiał, co interesowało nas jak mało co w polskim sporcie. Przegrał raz – nie szkodzi, przecież każdemu się zdarza. Przegrał drugi raz – był dzielny, nie przyniósł wstydu. Po porażce numer trzy posypało się na niego sporo hejtu. Bo krzyczał, prowokował, zaczepiał – kto wie – być może jak jeszcze nigdy wcześniej. Porażka z innym Polakiem otworzyła kibicom w naszym kraju oczy – to nie tylko nie jest najlepszy pięściarz na świecie. To tylko gość, który pogromcę znalazł u siebie w kraju.

Od porażki z Adamem Kownackim minęło już sporo czasu. Niejeden pięściarz w jego sytuacji w ekspresowym tempie stoczyłby kolejną walkę, wygrałby ją w kilka minut i dopisał do swojego rekordu cenne zwycięstwo po dwóch porażkach z rzędu. Ale nie – Szpilka wraca powoli, po niemalże roku. Cały czas przypominał się temat jego ręki, potrzebny był zabieg, wszystko wydłużało się w nieskończoność. Internetowi napinacze wyrażali upust swoim emocjom, zarzucali Szpilce sporo, klimat wokół niego nie był najlepszy. Było wiele żalu, że zbyt wysoko się ceni i byle gdzie za byle jakie pieniądze na pewno nie wyjdzie do ringu. Zdaniem wielu za bardzo wyceniał swoją wartość, mimo że był na dnie. Wciąż miał oczekiwania, mimo że wielu na jego miejscu nie potrafiłoby postawić żadnego „ale”. Atmosfera na forach internetowych gęstniała, bo wiadomo było dużo, być może o dużo za dużo jeżeli chodzi o jego codzienne życie. Każdy jego ruch był monitorowany i oceniany. Najczęściej hejtowany.

Szpilka pojawił się na konferencji prasowej przed Narodową Galą Boksu i jak zwykle ochoczo odpowiadał na pytania dziennikarzy. Zanim jednak doszło do indywidualnych rozmów dostał mikrofon i miał kilka minut na to, by powiedzieć parę zdań na temat swojego udziału w tym przedswięwzięciu. Każdy przed nim gadał to samo – jest super, to dla mnie szansa, okazja zawalczenia na Narodowym to spełnienie marzeń. Artur postanowił wyłamać się poza szeroko rozumiane schematy.

Szpilka wrócił do swoich ostatnich porażek, skupił się w dużej mierze na tym, co miało miejsce przed i po jego konfrontacji z Adamem Kownackim. Z uśmiechniętego gościa żartującego na zawołanie stał się małym, bezbronnym chłopcem, który odkrył przed dziennikarzami swoje największe lęki. Opowiedział o depresji, która mu towarzyszyła po porażce, o tym, jak trudno było się podnieść z łóżka i spojrzeć samemu sobie w oczy. O tym, że… płakał, gdy jego dziewczyna szła na trening i o tym, że nie mógł znaleźć sensu w życiu. Nie potrafił zmotywować się do czegokolwiek, sam źle się czuł w swoim towarzystwie, odpuścił media społecznościowe, które sprawiają mu na co dzień tyle frajdy. Do tego zaczął przepraszać – Mariusza Wacha i Andrzeja Gołotę – za to, że wypominał im pewne rzeczy, które wtedy wydawały mu się absurdalne, a które zrozumiał dopiero wtedy, gdy sam przegrał rywalizację z najgroźniejszym przeciwnikiem każdego pięściarza. Z głową.

Szpilka zaskoczył wszystkich swoją szczerością. W przeszłości mówił wiele – potrafił coś chlapnąć bez zastanowienia. Dla kogoś, kto trochę go znał, był dobry, szczery i potrafił powiedzieć dużo. Czasami za dużo. Tu również wygadał się, ale poszedł w kierunku, którego nikt do tej pory w nim nie odkrył. Zaczął zdradzać pewne fakty ze swojego życia, do których pięściarze rzadko się przyznają. Z zawadiaki, cwaniaka, króla żartu i mistrza szyderki w jednym momencie został gościem, który wie, jak smakuje porażka i niemoc, która kumuluje się tylko w głowie sportowca.

Patrzyłem na Janusza Pinderę, gdy Artur mówił o depresji. Otwierał oczy ze zdumienia. Zerknąłem na Marcina Najmana, który również był tym wyraźnie poruszony. Pierwszy widział w boksie wszystko, drugi wiele razy sięgnął sportowego dna i doskonale rozumie, w jakiej sytuacji był Szpilka. Obaj doskonale wiedzą, że mówienie o takich tematach to spora sztuka. Dla niego samego było to bardzo trudne i bardzo potrzebne. Po publicznej spowiedzi powinno mu być już tylko łatwiej.

Nikt nie wie, jaka Szpilkę czeka przyszłość. Prawdopodobnie wygra pojedynek na Narodowym, bo jego przeciwnik, Dominick Guinn, to nie jest pięściarz, z którym Artur powinien mieć problemy. Zwycięży z nim pewnie na punkty, bo Amerykanin jeszcze nigdy przed czasem pokonany nie został. Jeżeli przeboksuje cały dystans, to nabierze pewności i zaliczy bardzo wartościowy sprawdzian dla siebie i dla swojej głowy. Ta poniekąd została już oczyszczona podczas konferencji prasowej. Mimo że wiele osób pisało o różnych zachowaniach Szpilki dużo nieprzychylnych rzeczy (ja też nie zawsze pisałem o nim w superlatywach), to teraz należy docenić to z pewnością niełatwe wyznanie, które w dzisiejszych czasach jest rzadkością. Na które stać niewielu współczesnych sportowców.

Zaraz Szpilka powie coś nieprzemyślanego, potem znowu coś śmiesznego, na końcu kogoś obrazi, wyzwie, potem przeprosi i tak w koło. Na akt odwagi zdecydował się jednak w momencie, gdy nikt od niego tego nie wymagał. Kto wie, być może najgorsze ma już za sobą?

Bonus do 1500PLN na start
LV BET Zakłady Bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez Ministra Finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem