Lv bet zakłady bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez ministra finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem.

Po jedenaste: nie kalkuluj. I zawsze graj do końca

Borussia Dortmund zrobiła to, co kilka lat temu Arsenal – wypuściła czterobramkowe prowadzenie z rąk, czyniąc derbowy mecz bardzo emocjonującym, najlepszym w sezonie, ale jednocześnie – ze swojej perspektywy oraz kibiców żółto-czarnych – niezwykle frajerskim. Fani BVB tego wstydliwego podziału punktów swoim ulubieńcom nie wybaczą tylko dlatego, że „było ciekawie”. To, co interesujące dla postronnych,

Borussia Dortmund zrobiła to, co kilka lat temu Arsenal – wypuściła czterobramkowe prowadzenie z rąk, czyniąc derbowy mecz bardzo emocjonującym, najlepszym w sezonie, ale jednocześnie – ze swojej perspektywy oraz kibiców żółto-czarnych – niezwykle frajerskim. Fani BVB tego wstydliwego podziału punktów swoim ulubieńcom nie wybaczą tylko dlatego, że „było ciekawie”. To, co interesujące dla postronnych, dla nich było koszmarem, który trwał całą drugą połowę.

Jakiś pierwiastek mnie nigdy nie pozwala kończyć meczu przed ostatnim gwizdkiem. Nie po finale Ligi Mistrzów Liverpool-Milan ze Stambułu, nie po decydującym o mistrzostwie Polski starciu Legii z Widzewem (2:3), nie po niedawnym comebacku FC Barcelony z PSG, nie po końcówce finału Champions League pomiędzy Manchesterem United a Bayernem…

Football, bloody hell

Jak powiedział po zakończeniu tego ostatniego starcia sir Alex Ferguson: „Nie mogę w to uwierzyć. Futbol, cholera jasna”. Lata wcześniej Kazimierz Górski zwykł mawiać: „Dopóki piłka w grze…”. Jeśli ktoś o tym zapomniał – przypomniała mu Sevilla w środku minionego tygodnia, która w meczu z Liverpoolem wyciągnęła z wyniku 0:3 do przerwy na 3:3 w doliczonym czasie gry. Nie chcę mówić, że gdy w 25. minucie Borussia strzelała na 4:0, mówiłem wszystkim dookoła: będzie 4:4, zobaczycie! Oczywiste, że mocno w to nie wierzyłem, ale na pewno kilka razy bardziej niż w to, że dortmundczycy się zatrzymają.

Smutna drużyna Borussi – coraz częstszy obrazek w tym sezonie / fot. pressfocus

Pamiętamy Niemcy z Brazylią w półfinale mundialu, słynne Maracanazo, które zakończyło się przykrym wynikiem 1:7. Wszystko na oczach Brazylijczyków, którzy organizowali tamte mistrzostwa świata. Dostrzegli to również Niemcy, którzy w przerwie mieli ustalić, że nie będą dalej upokarzać rywali (swoją drogą: czy takie założenie też nie jest upokarzające?), więc w drugiej połowie stanęli. Byłem przekonany, że teraz – w derbach nienawiści i zaciekłej rywalizacji, która od pierwszych minut objawiała się w mnogość ostrych fauli – takiego scenariusza nie obejrzymy.

Za bardzo nienawidzą się Borussia z Schalke, Dortmund z Gelsenkirchen i żółto-czarni z niebiesko-białymi, by można było dopuszczać myśli o jakimkolwiek odpuszczaniu. Gdy Raphael Guerreiro pakował na 4:0 – zacierałem ręce. Tam, gdzie normalnie obejrzałbym zwolnienie tempa gry do trybu slow motion, tu spodziewałem się rzezi niewiniątek.

Powiecie, że nie jest to piłkarsko humanitarne i ma lekkie ślady sadyzmu. Odpowiem: piłka nożna to rywalizacja i show. Czasem takie, jak w Koloseum w starożytnym Rzymie, gdy cesarz wydawał wyrok śmierci kciukiem w dół. Jako klient i widz też mam prawo, by w zaciszu domowym wydać w myślach taki rozkaz: dobić ich. Bo takie pogromy nie zdarzają się codziennie, bo oglądając mecz nie chcę kolejnego 2:1 czy 0:0 po bezbarwnym. Czasem warto się rozerwać, bo „piłka nożna to coś znacznie poważniejszego, niż sprawa życia i śmierci”, ale też zabawa.

Borussia nie dobiła rywala, więc sama została dobita. Przypominała mi wojownika, który brutalnie zmasakrował swojego przeciwnika i posłał go na deski, po czym zaczęła celebrować zwycięstwo z publicznością. Nikt na Signal Iduna Park nie wymagał dalszego czołgania znienawidzonych piłkarzy Schalke, bo kto na trybunach wymagałby czegokolwiek przy wyniku 4:0 w derbach po 25. minutach? Już wiemy, że wymagać powinien trener Peter Bosz i zawodnicy sami od siebie. Bo niebieski wojownik zobaczył, że wróg przestał atakować, powoli się otrząsnął, otrzepał, wstał i niespodziewanie uderzył. Choć pierwszy strzał został anulowany przez VAR, drugi był tak bolesny, że Borussia nie obudziła do ostatniego gwizdka.

Szacunek dla Schalke, ale ta Borussia…

Wszyscy rozpływają się nad Schalke. I słusznie, bo sobie na to zawodnicy Domenico Tedesco zasłużyli. Na ich temat jednak już wszystko powiedziano, a o minimalizmie i kunktatorstwie piłkarzy BVB w tym ferworze wielkich emocji meczu sezonu jeszcze nie. Głównym winnym tej porażki został Piere-Emerick Aubameyang, bo Gabończyk dostał czerwoną kartkę w 71. minucie, ale to o ogromne uproszczenie.

Gospodarze zawiedli na całej linii, co oczywiście nie umniejsza sukcesu piłkarzy Schalke / fot. pressfocus

Jeśli prowadzisz do przerwy 4:0, a na drugą połowę nie wychodzisz, bo cała drużyną zostałeś w szatni – winowajca może być tylko jeden i jest to szkoleniowiec, który tak „zmobilizował” swoich podopiecznych podczas tych piętnastu minut przerwy. W drugiej połowie też nie dał piłkarzom sygnału: „Panowie, obudźmy się, do ataku!”. Nie wprowadził na plac gry ofensywnie usposobionych Schurrle, Kagawę czy Philippa. Zamiast tego posłał do boju dwóch obrońców i środkowego pomocnika.

Czesław Michniewicz, znany z powiedzenia „2:0 to bardzo niebezpieczny wynik”, na Twitterze przyznał, że w Dortmundzie ta granica groźnego rezultatu została podniesiona. To nie wynik był jednak groźny, tylko minimalistyczny sposób myślenia.

Aż przypomniała się anegdota o Franciszku Smudzie z czasów, kiedy po raz pierwszy był trenerem Widzewa. Maciej Szczęsny po latach przyznał, że najgorsza pomeczowa odprawa nie była po jakimś przegranym czy zremisowanym spotkaniu. Nigdy nie widział tak zdenerwowanego szkoleniowca jak wtedy, gdy widzewiacy… wygrali 4:0. Smuda był wściekły, bo łodzianie zatrzymali się po czwartym golu. Nie grali do końca. Nie wcielili w życie powiedzenia, które z wielką złością wykrzykiwał wtedy Franz, a które to motto powinno przyświecać nie tylko Borussi, ale wszystkim piłkarzom i drużynom świata. „Masz frajera to go duś, jak się uda to go puść, a jak zedrzesz koszulę z niego – szukaj następnego”.