Piotr Zeszutek: Myślimy tylko o mistrzostwie Polski

W najbliższą sobotę na stadionie Widzewa w finale Ekstraligi rugby Budowlani Łódź zmierzą się z Ogniwem Sopot. Formalni gospodarze tego spotkania to etatowy medalista zmagań o mistrzostwo Polski, natomiast drużyna z nadmorskiego kurortu po latach bez sukcesów powoli wraca na krajowy szczyt. Ostatnie spotkanie, jeszcze w ramach sezonu zasadniczego, oba zespoły rozegrały w Sopocie w ostatni weekend i wówczas 19 do 18 wygrali Budowlani. Jak będzie w finale? O tym rozmawiałem z kapitanem Ogniwa i reprezentacji Polski – Piotrem Zeszutkiem.

 

Od meczu z Budowlanymi minęło już kilka dni, do finału zostało kilkadziesiąt godzin, jak nastroje w drużynie Ogniwa?

Piotr Zeszutek: Szczerze powiem, że wydaje mi się, że może i nawet dobrze, że przegraliśmy ten mecz jednym punktem… Tak naprawdę powietrze z nas nie zeszło, a chyba teraz jesteśmy jeszcze bardziej nakręceni na to, żeby ten finał wygrać i to w Łodzi. Skoro już się znaleźliśmy w finale, warto postawić tą kropkę nad i. Nastroje są bardzo dobre, zawodnicy wracają po kontuzjach, więc myślę, że będziemy jeszcze silniejsi.

Była w was po meczu sportowa złość? Wygrywając mogliście zapewnić sobie finał u siebie, w dodatku z innym rywalem, Siedlcami.

PZ: Na pewno jest niedosyt, ta sportowa złość była, po meczu nikt się nie cieszył, wiadomo, że finał zapewniliśmy sobie te 2 czy 3 tygodnie wcześniej. Teraz pozostał nam jeszcze jeden mecz. Nie zadowoli nas już drugie miejsce, myślimy tylko o mistrzostwie Polski!

Szacunek należy się Budowlanym za to jak bronili się w sobotnim meczu, grając de facto godzinę w osłabieniu. Z drugiej strony oni musieli, wy bardzo chcieliście.

PZ: Zdecydowanie. W końcu to mistrz Polski i zdobywca krajowego Pucharu. To silna drużyna, wszyscy o tym wiedzą. W tym meczu mieli nóż na gardle, grali na wyjeździe, myślę, że zagrali na 120% swoich umiejętności, dobrze taktycznie, a my nie znaleźliśmy na to odpowiedzi. Przeanalizowaliśmy już jednak naszą grę, wiemy, co powinniśmy zrobić lepiej, gdzie są słabe punkty przeciwnika i postaramy się to wykorzystać w najbliższym meczu.

“Budowlani w tym meczu mieli nóż na gardle, grali na wyjeździe, myślę, że zagrali na 120% swoich umiejętności” / fot. Łukasz Kilar

Wynik z soboty oznacza, że to Budowlani są znowu faworytem. Chciałem spytać o dwie kwestie – czy po tym zwycięstwie łodzianie mają przewagę psychologiczną i czy tydzień to wystarczająco dużo czasu, żeby zregenerować się po takim meczu, granym przez godzinę w osłabieniu. To z kolei byłby handicap dla was.

PZ: Tego nie wiem, nie wiem, jak są przygotowani fizycznie. Myślę, że mocno pracowali i tego prądu mimo wszystko nie powinno zabraknąć. Mam nadzieję, że walka będzie trwała do końca, a my zrobimy wszystko, żeby wynik był dla nas korzystny.

Będzie sporo kibiców, wiele osób obejrzy ten mecz w telewizji, emocji nie zabraknie, zresztą już sobotnie spotkanie według postronnych obserwatorów było bardzo ciekawe i stało na wysokim poziomie.

Miejmy nadzieję, że nie tylko utrzymamy, ale i podniesiemy ten poziom, zagramy na fajnym stadionie ( Widzewa Łódź – przyp. MF). Nastawiamy się na trudny mecz, mamy szeroką ławkę, mam nadzieję, że nam tego prądu nie zabraknie i na tym się skupiamy.

To jedyny ligowy mecz pokazywany w telewizji, oprócz meczów reprezentacji do krajowego rugby szersza publiczność raczej nie ma dostępu, to też ma dla was jakieś znaczenie? Będzie dodatkowym elementem, który może zmotywować albo spętać nogi?

PZ: Myślę, że osoby, które nie grały jeszcze w obecności kamer mogą mieć inne podejście do meczu, ale mam nadzieję, że to raczej wszystkich jeszcze bardziej zmotywuje, żeby się pokazać z jak najlepszej strony, błędów powinno być jeszcze mniej, chociaż zobaczymy, czy stres kogoś nie zje. Dobrze jednak, żeby w tym wszystkim nie dostać jakiegoś małpiego rozumu. Musimy grać w rugby, tak jak sobie założyliśmy. Mi się już udało kilka meczów rozegrać, które były transmitowane, więc jestem już z tym obyty. Skupiam się tylko na meczu.

W Łodzi już w tym sezonie wygraliście, łamiąc kolejną barierę psychologiczną. Patrząc z perspektywy całego sezonu, to zwycięstwo napędziło was na kolejne miesiące. Jest szansa spiąć te całe rozgrywki taką łódzką klamrą.

PZ: Rzeczywiście, patrząc na to dziś, licząc, ile mamy punktów, to ten mecz był dla nas zdecydowanie najważniejszy w całym sezonie. Otworzył nam drogę do finału, chociaż odbył się w kwietniu czy w maju.

Cały czas Siedlce deptały nam po piętach, w sumie to byliśmy większość sezonu na trzecim miejscu, mając zaległy mecz do rozegrania. Fajnie by było to zakończyć zwycięstwem, wygrać w Łodzi jeszcze raz, tym bardziej, że Budowlani nie zagrają na tym stadionie, na którym grają na co dzień, można więc powiedzieć, że to będzie teren neutralny. Sądzę, że szanse się równają w tej kwestii.

Tym bardziej, że klub organizuje wyjazd do Łodzi na finał. Chętnych chyba nie brakuje – będzie miał was kto wspomagać.

PZ: Mam nadzieję, że kibice dojadą, wiem, że samochodami także wybiera się dużo osób. Będzie na pewno spora grupa. Liczę także, że pojawią się kibice z innych miast i nas, jako drużynę, która wchodzi do tej czołówki, do tych finałów, będą wspierać jako tą, która nie jest faworytem. Tak często bywa. Liczę na dużo kulturalnego dopingu, żeby to było takie narodowe święto rugbowe. Na pewno zapowiada się na fajny dzień.

Ogniwo zagra z Budowlanymi po raz trzeci w tym sezonie. W obu dotychczasowych spotkaniach triumfowały drużyny przyjezdne. / fot. Łukasz Kilar

W poprzednim sezonie zdobyliście pierwszy po 13 latach medal Ekstraligi, teraz jest szansa na pierwsze od 2003 roku złoto – to dodatkowa mobilizacja?

PZ: Zdecydowanie. Wiele osób wspomina tamten mecz, zresztą też był chyba transmitowany w telewizji. Zawodnicy, którzy wówczas grali wciąż są przy drużynie, wspierają nas, mają różne uwagi, krytyczne lub motywujące, starają się nam pomagać. Wszyscy wierzą, że to może być takie zatoczenie koła historii, że Ogniwo w Łodzi znów może zdobyć mistrza.

W 2003 w czasie świętowania mistrzostwa Polski miałeś 12 lat – pamiętasz to?

PZ: Pewnie, co prawda nie byłem na meczu w Łodzi, ale dobrze pamiętam te emocje i imprezę na molo w Sopocie z kibicami i zawodnikami, ogromna prezentacja drużyny. Fajnie by było znowu przypomnieć się tym wszystkim, którzy kiedyś nam kibicowali, a w ostatnich latach rzadziej zachodzą na stadion. Fajnie by było to odbudować i znów być najlepszą drużyną w Polsce. I dalej budować tę markę, która ma już ponad 50 lat!

Od tego 2003 roku Budowlanych tylko raz zabrakło na podium Ekstraligi, teraz bronią tytułu sprzed roku, to doświadczenie jest po ich stronie. To duży atut.

PZ: Zdecydowanie. Na pewno to doświadczenie, które ich zawodnicy nabyli przez te lata, zdobywając medale, sprawi, że ten ich stres może być mniejszy, wiedzą z czym to się je, to świetni zawodnicy. U nas praktycznie tylko trzech graczy, dwóch Wilczuków i „Rogaś” grali wówczas w tym meczu w 2003 roku. Z drugiej strony w poprzednim roku też w tym małym finale graliśmy i wygraliśmy z Arką, więc to doświadczenie też z roku na rok rośnie.

Przecież jakiś czas temu spadliśmy do drugiej ligi, tam graliśmy dwa sezony, awansowaliśmy, osiągaliśmy coraz lepsze wyniki, ale wszystko było takim spokojnym budowaniem drużyny, bez takiego nacisku, żeby to było już, teraz, tylko miało być w perspektywie 3-4 lat i tak właśnie się dzieje.

Powoli odbudowujemy markę jaką jest Ogniwo, coraz więcej młodzieży u nas trenuje. Zwycięstwo może otworzyć drzwi do kolejnych sponsorów i kolejnych możliwości.

“Zwycięstwo może otworzyć drzwi do kolejnych sponsorów i kolejnych możliwości” / fot. Łukasz Kilar

W życiu grałeś tylko w dwóch klubach: w Ogniwie i we Francji. Pamiętam, jak jakieś 5 lat temu powiedziałeś mi, że w Polsce dla ciebie liczy się tylko Ogniwo, że w Sopocie też będzie można odnosić sukcesy, chociaż wówczas klub był w trudnej pozycji. Jednak miałeś rację!

Myślę, że to ta konsekwentna praca z trenerem i grupą zawodnikami.

Sądzę, że kluczem do tego jest fajna atmosfera, wszyscy jesteśmy kolegami, oczywiście nie każdy musi być jakimś super przyjacielem, ale nie ma tu jakichś dziwnych podziałów. Jesteśmy kolegami na boisku i poza nim, mam tu na myśli także osoby, które nie grają w meczach, bo jest tu bardzo duża grupa zawodników, w całym sezonie przewija się gdzieś około czterdziestu. Na każdym treningu jest zawsze ponad 30 osób i to na pewno robi różnicę.

Trenując w takim gronie na pewno można odnosić sukcesy i każdy do nich dokłada coś od siebie. W klubie wszystko jest dobrze ułożone, podobnie jak w naszej grze, mam nadzieję, że to dopiero początek kolejnych sukcesów, żeby tych finałów i mistrzostw było jeszcze więcej.

A myślałeś w ogóle o ponownym wyjeździe za granicę? Wiadomo, że tutaj założyłeś rodzinę, syn niedawno skończył rok, ale może kiedyś w przyszłości opuścisz jeszcze Sopot?

PZ: Myśli są i to nawet często, ale to by musiała być jakaś naprawdę dobra propozycja, żeby się zdecydować. Także finansowa, ponieważ mam już ułożone życie w Sopocie. Nie szukam na siłę, musiała by być rzeczywiście bardzo interesująca oferta no i oczywiście zza granicy. Kluby w Polsce to obojętnie ile by nie dawały, to bym się nie pokusił.

Czy to może być zmiana sił w polskim rugby? W ciągu ostatnich 25 lat tylko dwa razy poza podium znalazły się zarówno Arka i Lechia. Teraz znowu może do tego dojść. Zmiana na dłużej czy raczej jednosezonowa ?

PZ: Też zauważyłem tę zależność. Z tego co wiem, oba kluby będą się powoli odbudowywać. Zobaczymy, jaką drogę obiorą. Ja bym się nie obraził, gdyby trzy kluby z Trójmiasta były na podium. Sytuacja chyba dość ciężka pewnie dla klubów, ponieważ jesteśmy bardzo blisko siebie, ale chyba też większe możliwości i fajna sprawa dla kibiców, którzy w jeden weekend mogą zobaczyć nawet 2 czy 3 mecze na wysokim poziomie. Oby to była chwilowa zadyszka tych klubów, chciałbym, żeby wszyscy szli do przodu, całe polskie rugby.

Tydzień po finale Ekstraligi reprezentacja Polski w Gdańsku rozegra spotkanie z Mołdawią w ramach Rugby Europe Trophy

Tydzień po finale Ekstraligi Polska zagra w Rugby Europe Trophy z Mołdawią. Kadra wraca do Trójmiasta. Czy ty się z tego cieszysz i czy to dobrze dla polskiego rugby?

PZ: Mi się wydaje, że dobrze by było, gdyby te mecze zawsze rozgrywać w jednym miejscu, bo kibice by się do tego przyzwyczaili. W Łodzi gra mi się bardzo dobrze, jest dobry klimat, dużo kibiców przychodzi. Zresztą na meczu z Holandią było 8 czy 9 tysięcy, pierwszy raz grałem przy takiej publiczności. To było coś, co nas poniosło do zwycięstwa. Z drugiej strony ja w Trójmieście jeszcze nie grałem w meczu reprezentacji piętnastek, grałem tylko w siódemki, więc cieszę się, że wszyscy moi znajomi i rodzina będą mogli przyjść i zobaczyć mecz, bo to są jednak kompletnie inne emocje niż rozgrywki klubowe.

Cała Polska trzyma kciuki za drużynę narodową, tego dnia jednoczymy się wszyscy i wspólnie pragniemy, żeby ta gra jak najlepiej wyglądała.

Trzeba wygrywać mecze u siebie i miejmy nadzieję, ze ten mecz w Trójmieście otworzy nam drogę do tego, żebyśmy w tej edycji rozgrywek się spokojnie utrzymali, a może za rok, za dwa awansowali wyżej!

Tego życzę, dziękuję za rozmowę!

 

Typuj wyniki
na
LV BET zakłady bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez ministra finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem.

Komentarze