Piotr Nowakowski: Mam dziwne przeczucie, że chłopacy zajdą naprawdę wysoko

Z Piotrem Nowakowskim spotkałem się w Ergo Arenie dosłownie pół godziny po ogłoszeniu przed Ferdinando De Giorgiego kadry reprezentacji Polski na Eurobolley. Z doświadczonym środkowym bloku rozmawialiśmy o nadchodzącym turnieju, a także poprzednich dużych imprezach zorganizowanych w Polsce: Euro 2013 oraz Mistrzostwach Świata z 2014 roku. Wyszła z tego całkiem interesująca pogawędka. Zapraszam !

 

Na początku chciałem ci pogratulować. Niedawno urodziła ci się córka – jak czujesz się w roli ojca?

Piotr Nowakowski: Myślałem, że będzie trochę łatwiej (śmiech). To naprawdę super sprawa i cieszę się, że zostałem ojcem naszej córeczki Oliwii. Może jestem aktualnie trochę mniej wyspany i mam mniej energii, ale jestem naprawdę bardzo, bardzo szczęśliwy.

Widziałem, że można połączyć przyjemne z pożytecznym, czyli bujanie dziecka w łóżeczku z treningiem „bicka” (chodzi o film udostępniony przez Piotra w mediach społecznościowych – przypis MF).

PN: (śmiech) Tak, czasem wymieniamy się z Karolem Kłosem tego typu wiadomościami. Każdy moment jest dobry na trening, większy bicek też się przydaje. Wiadomo, że małe dzieci potrzebują uwagi, mimo, że dużo śpią. Oliwia na razie przesypia noce, a w dzień trzeba się nią zajmować.

Domyślam się, że oglądałeś memoriał Huberta Wagnera. Jakie wnioski?

PN: Tak, oglądałem. Na pewno nie jest to jeszcze maksymalna forma, jaką chłopaki mogą uzyskać. Wyglądało to trochę…dziwnie. Widziałem to zacięcie i zapał do gry w oczach tych młodych, przebijających się zawodników, a u tych starszych, bardziej doświadczonych nieszczególnie. Tak mi się rzuciło w oczy, chociaż nie wiem, jak się czują i jaka jest atmosfera. Widocznie są już bardziej zmęczeni niż ci młodzi, głodni gry. To fajnie, że ta zmiana pokoleniowa następuje, ta młodzież napiera, naciska na tych starszych i powoli ich wypiera. Przykładem jestem na przykład ja. Nasze środki są bardzo, bardzo odmłodzone. „Bieniu” ma 23 lata i jest jednym z najstarszych, jest jeszcze „Wiśnia” który powrócił, ale on też jest trochę mniej doświadczony w temacie kadrowym.

Rzeczywiście, z aktualnych mistrzów świata na środku bloku nie ma w tej kadrze ani jednego zawodnika. Czy trener z wami o tym rozmawiał, jesteście w kontakcie? W razie, odpukać, jakiejś kontuzji, jesteście gotowi do gry?

PN: Przed sezonem reprezentacyjnym rozmawiałem z trenerem De Giorgim. Powiedział, że zna mnie jako zawodnika, wie na co mnie stać. Powiedział, że chce sprawdzić młodszych na tej pozycji w trakcie Ligi Światowej. Już po tych rozgrywkach i urodzinach Oliwii był kolejny telefon. Spytano mnie czy chcę pomóc chłopakom, ale postanowiłem pomóc mojej żonie w opiece nad córką. Uznałem, że dla mnie w tym momencie to najważniejsze, być przy dziecku w tych pierwszych dniach . Podziękowałem za powołanie. Nie zrezygnowałem z kadry. Po prostu powołani zostali inni chłopacy.

Myślisz, że tego doświadczenia w bloku nie zabraknie w kluczowych momentach? Wiadomo, że te pozycje na środku są niesłychanie ważne. 

PN: Trochę się tego właśnie obawiam. Chłopaki mogą wyjść na ten stadion, gdzie przywita ich 60 tysięcy kibiców i poczuć presję. Tym bardziej, że po stronie Serbii wystąpią zawodnicy, którzy te 3 lata temu już to przeżyli i wiedzą o co tam chodzi. Niedawno grali też na stadionie w Brazylii. Ta presja na Polakach może być naprawdę duża, chociaż mam nadzieję, że sobie z nią poradzą. Trzymam kciuki.

Ty dokładnie wiesz, jak to jest wyjść na Stadion Narodowy, kiedy on jest wypełniony po brzegi. Zależy jak zawodnik do tego podchodzi: można się spiąć, ale i dostać skrzydeł.

PN: Ja w dodatku grałem z numerem 1, więc wybiegałem jako pierwszy i nie wiedziałem w ogóle co się dzieje, gdzie mam biec, byłem trochę zdezorientowany. Ale to tylko takie pierwsze wrażenia. Kiedy zaczęła się rozgrzewka, kiedy zaczęliśmy grać, to wszystko jakby się skurczyło. Myślałem sobie, że jestem z powrotem w hali. Tych dalszych rzędów kibiców nie było widać, wszystko się rozmazywało. Zagraliśmy wtedy świetny mecz, generalnie na drużynę wpłynęło to bardzo mobilizująco, sądzę, że to Serbowie nie za bardzo wiedzieli wówczas, co się dzieje.

W zeszłym tygodniu rozmawiałem z trenerem Anastasim ( wywiad z Andreą Anastasim TUTAJ) i stwierdził, że jego zdaniem ten mecz otwarcia z Serbią będzie kluczem do tego turnieju. W przypadku zwycięstwa potem już powinno pójść z górki, ale po porażce mogą zacząć się schody…

PN: Tym bardziej, że gramy na stadionie i to z rywalem z najwyższej półki. Ciężko byłoby w hali, na stadionie może być jeszcze ciężej, ale ja mam takie dziwne przeczucie, że chłopacy na tym turnieju zajdą naprawdę wysoko. Mam nadzieję, że się sprawdzi.

Tutaj w Gdańsku też będą mecze Polaków: z Estonią i Finami. Zespoły niby z tej niższej półki, ale trzeba na nie uważać.

PN: Bardzo niebezpieczne, tak. Z Finlandią zdarzyło mi się już przegrać, nie wiem czy z Estonią przypadkiem też … Na pewno są to niebezpieczne drużyny. Wiadomo, że trener Cretu, który prowadzi Estonię dobrze zna realia naszej polskiej siatkówki i będzie podwójnie zmotywowany, żeby osiągnąć dobry wynik z naszą drużyną. A ma też kim grać, bo wielu chłopaków występowało zarówno w Plus Lidze jak i innych, silnych europejskich rozgrywkach. Aczkolwiek…damy sobie radę! Gramy u siebie, w Gdańsku, w tej wspaniałej hali. Będzie dobrze.

12

Komentarze