Piłkarze Tottenhamu skoczyli sobie do gardeł. Wiadomo, o co poszło

Nie tak spektakularnie jak kiedyś w przypadku Lee Bowyera i Kierona Dyera z Newcastle United, ze znacznie mniejszymi konsekwencjami, ale jednak - w poniedziałkowym meczu Tottenhamu z Evertonem doszło do dość niecodziennej sytuacji, w której rozdzielać piłkarzy jednej drużyny musieli ich koledzy z zespołu.

Tottenham Hotspur wygrał 1:0 z Evertonem, ale nie tylko wynik tego spotkania „poszedł w świat”. W mediach bardzo wiele pisało się również o sytuacji między bramkarzem „Kogutów” Hugo Llorisem a skrzydłowym Hueng-min Sonem. Francuski golkiper ruszył na Koreańczyka po gwizdku zapraszającym piłkarzy na przerwę.

Sfrustrowany Lloris zaczął odpychać Sona. Przy okazji kapitan krzyczał coś do grającego z siódemką zawodnika Spurs, a rozdzielać ich musieli inni zawodnicy drużyny Jose Mourinho.

O co poszło? W pomeczowym wywiadzie wyjaśniał tę sytuację francuski bramkarz, będący jednocześnie kapitanem zespołu. Zrzucił to na karb emocji i uroków dyscypliny, jaką obaj uprawiają. – Takie sytuacje to część futbolu. To się zdarza. Pod koniec meczu nie było już między nami problemu. A w przerwie? Powiem tak: to, co się dzieje w szatni zostaje w szatni – stwierdził Lloris.

– Mogliśmy stracić bramkę na kilka sekund przed przerwą, ponieważ nie było odpowiedniego pressingu. To mnie zirytowało – powiedział Lloris.

Najlepiej całą sprawę skwitował szkoleniowiec Tottenhamu, który w tym spotkaniu zgarnął trzy punkty. Jose Mourinho nie przeżywał tego, co się stało tuż po zakończeniu pierwszej połowy. Nie martwił, nie roztrząsał, nie smucił. Powiedział natomiast, że… „to było piękne”.

– To prawdopodobnie konsekwencja mojej prośby, by zawodnicy wobec siebie byli bardziej krytyczni, więcej od siebie wymagali. Dzieciak, którego wszyscy kochają jak Hueng-min Son, wkłada wiele pracy dla drużyny. Kapitan dostrzegł jednak, że w ostatnich minutach pierwszej połowy mógł poświęcić się mocniej. Jeśli chcecie kogoś za to winić, wińcie mnie. W przerwie powiedziałem jednak piłkarzom, że po tej reakcji w drugiej połowie będą jedną drużyną aż do ostatniego gwizdka sędziego – stwierdził po meczu Jose Mourinho.

Trzeba przyznać, że sprzeczka między zawodnikami tego samego klubu już w przeszłości Premier League miała miejsce. I znacznie poważniejsze konsekwencje: Lee Bowyer i Kieron Dyer z Newcastle United zobaczyli po tej akcji czerwone kartki, poważnie osłabiając swój zespół:

Kamil Grosicki odpalił turbo! Pogrążył były klub

Bonus do 1500PLN na start
LV BET Zakłady Bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez Ministra Finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem