Lv bet zakłady bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez ministra finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem.

Piłkarskie szachy: „Rado” upadł, by podnieść innych

Największe nieszczęścia jakie mnie spotkały w czasie gry na boisku dały mi w dalszej perspektywie największe szczęście w życiu. Kontuzje ukierunkowały mnie na dalszą drogę.

Na historię Damiana Radowicza trafiamy wielokrotnie przy okazji kolejnych trudnych chwil piłkarzy, po długich okresach nawracających kontuzji. Jego niezłomność w dążeniu do powrotu na boisko, zainspirowała na pewno niejedną osobę. Ale dziś nie o tym, bo od tamtych dni, w życiu Damiana upłynęło już wiele lat, a on po trzech operacjach ścięgna Achillesa i dwóch – więzadeł krzyżowych (wszystko w lewej nodze) może mówić godzinami o detalach, które doprowadzają do groźnych urazów. No i usiadł i mówił: o szkoleniu, pełnieniu roli wuefisty na zajęciach piłkarskich, o dysfunkcjach i wadach postawy młodzieży, o treningu siłowym dla piłkarza, jeździe na rowerze i wreszcie o tym jak te wszystkie niedostatki naprawić i zbudować wzorce ruchu na nowo, niwelując do minimum ryzyko ciężkich kontuzji. Rodziców zapraszamy, a młodzież przymuszamy – usiądźcie i czytajcie pasjonata z praktyką i szkoleniami m.in. u Remigiusza Rzepki czy Iana Jeffreysa. Założyciela własnej szkółki piłkarskiej i trenera, który zaczyna indywidualną pracę z zawodnikami…o 5:45 rano. Zapraszamy na nowy cykl: „Piłkarskie szachy”.

 

Na Twoim kanale na Youtube widnieje informacja: Kanał został stworzony z myślą o młodych zawodnikach, żeby pokazać im, że czasem warto walczyć o marzenia! Gdzie są dzisiaj marzenia młodego piłkarza Damiana Radowicza, a gdzie dorosłego Damiana?

Pierwszym moim marzeniem była gra w Widzewie, a drugim gra w Ekstraklasie. Spełniłem oba. Później zatliła się w mojej głowie myśl, by kiedyś trenować Widzew. A teraz chcę pomóc wyszkolić młodego zawodnika, który pokaże się w przyszłości na boiskach minimum Ekstraklasy.

Damian Radowicz w 2014 r. podjął kolejną próbę powrotu na boisko

Czy to znaczy, że nie bierzesz już teraz pod uwagę możliwości trenowania seniorów?

Myślę, że jako trener od przygotowania fizycznego jak najbardziej.

Czyli nie widzisz siebie na takiej drodze jak Adam Owen w Lechii Gdańsk, który zdobył uznanie dzięki specjalizacyjnej wiedzy dot. przygotowania fizycznego, a teraz pełni funkcję I trenera gdańszczan?

Jest to dla mnie bardzo ciekawy i pouczający przypadek, niemniej jednak tak jak obecnie pomagam zawodnikom i klubom w określonej sferze, tak mógłbym pomagać seniorom jako wsparcie dla I trenera drużyny. Bardziej droga Remka Rzepki i ambicja, by być może kiedyś również pracować w sztabie kadry narodowej.

To twój wzór? Jego ścieżka kariery jest Ci najbliższa?

Tak, zdecydowanie to jest dla mnie autorytet, a jego wiedza, precyzja w przygotowaniu fizycznym swoich podopiecznych to wzór i drogowskaz.

„Rado” ze swoim autorytetem – Remigiuszem Rzepką

Miałeś wiele perturbacji zdrowotnych. Spotkałeś się z zawodnikami, którzy również mieli duże problemy trwające do dziś, jak np. Sebastian Radzio, który tak jak Ty miał wielkie ambicje, ale zdrowie zweryfikowało jego karierę tak jak i Twoją.

Trenowałem z nim w Ekstraklasie, w Widzewie. Był fizycznie bardzo mocny i bardzo pewny siebie. Mijałem się z nim później na korytarzu do gabinetu rehabilitacji, choćby u Daniela Głowackiego. Najgorsze u niego było, że nie wiedział co mu jest i co chwilę miał przerwę, po której wracał i zaraz znów musiał odpuszczać.

Z kim jeszcze mijałeś się w korytarzu do gabinetu rehabilitacji?

Przemysław Kaźmierczak, Łukasz Broź…

Czyli przychodnia sportowa u prof. Domżalskiego?

Widzę, że jest analiza gry u ciebie (śmiech)

Kolekcja jego „trofeów” w postaci koszulek rehabilitowanych i operowanych na korytarzu przychodni pomaga w identyfikacji miejsca (śmiech). Kto tam jeszcze zaszczycił Cię obecnością?

Marcin Robak, Mariusz Zasada – tak jak ja wychowanek Chojeńskiego Klubu Sportowego, później grał w Polonii Warszawa.

Wracając do osoby Daniela Głowackiego. Można powiedzieć, że to człowiek instytucja w Łodzi jeśli chodzi o rehabilitację i fizjoterapię.

Kolejny wzór i mój autorytet. Przechodziłem rehabilitację dwukrotnie, zanim trafiłem do niego i to on mnie dopiero postawił na nogi. U Daniela poznałem też pierwsze zagadnienia związane z podstawami przygotowania motorycznego. To jest niesamowity człowiek. On w gabinecie nie ma nawet swojej plakietki na drzwiach, a terminy ma zajęte na kilka tygodni do przodu. Pamiętam, że chyba męczył się trochę ze mną, bo jak miałem takie kompendium wiedzy jak on obok siebie, to co chwilę go pytałem dlaczego tak, po co w tę, a nie w drugą stronę, z czym wiąże się dany ruch? Zawsze pytałem po co robię określone ćwiczenie. On zawsze cierpliwie mi odpowiadał na to wszystko.

I to on Cię zainspirował do podjęcia tej nowej drogi w Twoim życiu?

Zdecydowanie, dzięki niemu zacząłem łapać wiedzę po co wykonujemy dane ruchy i ćwiczenia, w czym są przydatne później piłkarzowi na boisku, bo wcześniej nikt o tym nam nie mówił, a my traktowaliśmy takie zajęcia w klubach jak zło koniecznie i totalną nudę. Po podjęciu regularnego treningu z Danielem, zobaczyłem jakie rezerwy drzemią w moim ciele i jak mogę wykorzystać te ćwiczenia, żeby doskonalić swoją grę. On mi to wszystko pomógł zrozumieć.

Z Radowiczem i jego „Futbol Bonito” współpracują nie tylko juniorzy. Tu z Mariuszem Stępińskim

Teraz od swoich błędów z przeszłości związanych z wadliwymi podstawami ruchowymi i przygotowaniem do gry w piłkę, chcesz ustrzec juniorów, którymi opiekujesz się na zajęciach indywidualnych?

Jest taka piramida przygotowania motorycznego, której podstawą są wzorce , fundamenty ruchowe, które są mocno zaburzone zwłaszcza w dzisiejszych czasach. Daniel pomagał nam w diagnozie od samego początku. Robił dla mnie badania diagnostyczne FMS (Functional Movement System) na potrzeby moich podopiecznych i tłumaczył nam je. Oczywiście wcześniej miałem FMS na Widzewie ok 7 lat temu, ale każdy z nas wówczas pytał trenerów tylko o dwie rzeczy: kiedy skończy się ten trening i po co tracimy na to czas? Było to tak niedawno temu, a można powiedzieć, że to była niemal zerowa świadomość u zawodników występujących w Ekstraklasie. A przez współpracę z Danielem zacząłem obserwować, w jaki sposób on analizuje naszych podopiecznych. Dostrzegać, że jeden ma koślawość kolan, drugi brak ruchomości biodra, a jeszcze inny niestabilność tułowia czy stopy. Więc ja, widząc te jego analizy, notatki chciałem od razu wiedzieć co powodują te wady postawy i jaki ma to związek z piłką nożną?

I Daniel znów cierpliwie to wszystko Ci tłumaczył?

Tak było. Ogromna ilość pytań i na wszystko odpowiedź Daniela, że na przykład przez koślawość kolan, której nawet nie widać na pierwszy rzut oka, a wychodzi ona w konkretnych ćwiczeniach, nienaturalnie obciążasz więzadła poboczne, co powoduje duże ryzyko kontuzji więzadła krzyżowego – zacząłem sobie uświadamiać, że to jeden, wielki system naczyń połączonych. Prof. Domżalski tłumaczył mi to samo, że mogłem mieć wadę postawy, która 1000 razy mi nie szkodziła, a za 1001 razem była przyczyną kontuzji przez to, że z każdym treningiem osłabiałem, a nie wzmacniałem określony element. Również przez to, że mając złe nawyki i wzorce ruchowe, nigdy nie pracowałem nad ich poprawą. Dziś jestem przekonany że te moje kontuzje, to efekt braku „pracy u podstaw”.

Gdy ktoś do ciebie obecnie trafia, to na początku robisz wywiad, rozkładasz wszystko na czynniki pierwsze i wykonujesz analizę. W jakim wieku są najmłodsi twoi podopieczni?

Obecnie roczniki 2007 i 2008.

Rozwój dzieci, to oczko w głowie Damiana

Zdajesz sobie sprawę ze przy takich 10-letnich chłopcach bierzesz na siebie rolę, poniekąd nauczyciela WF czy swego rodzaju trenera korekcyjnego. Wszystko przez to, że w szkole dzieci nie mają wypracowanych poprawnych wzorców ruchowych, nie wzmacniają mięśni ciężarem swojego ciała. Nawet jeśli grają w klubie, to te zajęcia często nie dają im tych podstaw, bo już zaczyna się granie o wynik.

Tu znów oprę się o wiedzę Daniela Głowackiego, który widzi rozwój zawodników, dzieci, juniorów na przestrzeni można powiedzieć 15-20 lat i mówi wprost, że jest tylko gorzej. Wyjściowo na badaniach FMS, często dziecko nie jest w stanie złączyć rąk między łopatkami, bo jest bardziej przyzwyczajone do pracy spiętymi rękoma z przodu od telefonu czy klawiatury. A przecież małe dzieci maja naturalnie wrodzone poprawne ruchy i dopiero później nabierają złych nawyków i nikt tych podstaw już nie koryguje. Chodzi choćby i o to, żeby schylając się po coś, robił martwy ciąg nie koślawiąc kolan i utrzymując proste plecy.

Mając do wglądu stan setki dzieci, z jakimi przypadłościami trafiają do ciebie najczęściej?

U nieco starszych będzie to często ogólnie brak elastyczności. Najczęściej brak elastyczności grupy kulszowo-goleniowej.  „Dwójka”, łydka ograniczają ich zakres ruchu. Brak elastyczności dotyczy również przywodzicieli, co często powoduje koślawienie kolan. Kolejny element to brak ruchomości biodra, co często jest przyczyną ograniczeń w podstawowych wzorcach ruchowych takich jak np. głęboki przysiad.  No i u zdecydowanej większości występuję niestabilność stopy i tułowia. Krótko mówiąc, nie mogą utrzymać równowagi na jednej nodze. Głównie są to problemy z prawą stopą w tym zakresie, bo większość zawodników jest prawonożnych.

A skąd ta zależność?

Prawonożny stoi na lewej nodze gdy kopie piłkę, więc lewa jest w wyniku tego mocniejsza i bardziej stabilizowana w trakcie gry i treningu. To jeden z powodów dla których warto operować piłką obiema nogami. Przykładem zawodnika, który używa tylko jednej nogi i być może z tego powodu odnosi urazy jest Arjen Robben, któremu od pewnego czasu aplikują w klubie oddzielne zajęcia korygujące i wzmacniające.

Wspomniałeś o przykurczach mięśni. To częsty problem u zawodników. Wielu trenerów młodszych roczników wyznaje tezę „jesteś młody nie musisz się rozciągać”.

Jestem w stanie zrozumieć ich argumenty, mówiące o tym, że dziecko jest elastyczne, że w zabawach samo pracuje i inicjuje pewne ruchy, ale…no właśnie. Jeśli nie jest ono w stanie w pełnym zakresie ruchu podnieść kolana do klatki piersiowej, ma ograniczony zakres ruchu stawu skokowego, to nie będzie prawidłowo biegało w późniejszym okresie i z tego powody może nie wykorzystać własnego potencjału. Mam takich chłopców, np. 14-latka, u którego na nowo budujemy poprawny ruch nogi w biegu. Właściwie od zera. A to są często chłopcy, którzy umieją grać w piłkę mimo swoich przypadłości, więc możemy sobie wyobrazić jakie ogromne rezerwy w nich drzemią, jeśli te podstawy u nich wykreujemy na nowo. Kiedy zaczną z tego korzystać w grze. Gdy już będzie wypracowany prawidłowy wzorzec, to wykorzystamy pełny zakres ruchu, dzięki czemu chłopak poprawi szybkość i będzie też mniej podatny na kontuzje, o czym mówiłem już wcześniej. Uważam, że rozciąganie nie dla rozciągania, ale w konkretnym celu, by poprawić sprężystość mięśnia i poprawić spektrum jego ruchu. Ruchomość biodra to kolejna bolączka chłopców kopiących piłkę, jak i przykurcze mięśnia dwugłowego uda, które odpowiada m.in. za przyspieszenie.

A propos „dwójki”, czy na przykład rower to dobre rozwiązanie dla piłkarza? Szukałem opinii na ten temat i sporo mówi się, że rower może powodować właśnie przykurcz mięśnia dwugłowego i intensywna jazda nie jest wskazana dla piłkarza.

Na pewno nie można z tym przesadzać. Kiedyś spotkałem się i z taką opinią, że na rowerze mamy do czynienia z odwrotnym ruchem nogi niż przy biegu, ponieważ normalnie masz ruch kolan do góry, a tutaj w dół. Piłkarz raczej powinien unikać długich dystansów pokonywanych właśnie na rowerze, ale już w celach regeneracji i w mało intensywnym tempie – jak najbardziej.

Wracając do twojego planu na życie. Zdążyłeś zagrać w Widzewie w Ekstraklasie. W młodzieżowych rozgrywkach zetknąłeś się z takimi zawodnikami jak Tomasz Kędziora, Bartosz Bereszyński, Michał Kopczyński czy Martin Konczkowski. Nie jest Ci tak po ludzku trochę szkoda, że tak to się wszystko dalej potoczyło? Czy już zupełnie wyczyściłeś sobie głowę z myśli o tym, czego Ci się nie udało osiągnąć?

Szczerze mówiąc, przyjemnie wraca mi się pamięcią do tamtych czasów. Przypominam sobie również mecz przeciwko Polonii Warszawa, w której grał wtedy Łukasz Teodorczyk. Po jego golu wygrali tamto spotkanie. Z Kędziorą spotkałem się rzeczywiście tu na Widzewie, w meczu Młodej Ekstraklasy przeciwko Lechowi i wtedy on grał „na mnie”.

W Twoim filmie o upadku, który obejrzało w Internecie już ponad pół miliona ludzi widać nawet jak tam Kędziorę pokręciłeś na skrzydle

No właśnie…dziś on ociera się o reprezentację Polski, a ja? Robię również coś co kocham (śmiech), więc traktuję to jako miłe wspomnienia, ale nie obciąża mi to głowy i nie rozpamiętuję tego. Będąc po trzech operacjach miałem założoną już swoją szkółkę, a po zerwaniu więzadeł i czwartej operacji uzmysłowiłem sobie, że to właśnie będzie moja droga – szkolenie innych i nauka na moich błędach. Obecnie bardziej mnie to satysfakcjonuje niż sama gra.

Największe nieszczęścia jakie mnie spotkały w czasie gry na boisku, dały mi w dalszej perspektywie największe szczęście w życiu. Kontuzje ukierunkowały mnie na dalszą drogę. Myślę, że nie tak często zdarza się by zawodnik, który już zobaczył jak wygląda gra i trening na najwyższym poziomie w Polsce, który przetestował trening rehabilitacyjny na samym sobie przez długie miesiące, dalej zajął się przygotowaniem motorycznym innych zawodników i przekazywał im wiedzę o wszystkich błędach które wykluczyły go z poważnej gry.

Nie ciągnęło Cię przez te lata, żeby zagrać gdzieś w 3-4 lidze?

Co okienko dostaję trzy, cztery propozycje gry w serie A, serie B, jednak nie z ligi włoskiej, tylko na naszym Polskim podwórku.  Ale odmawiałem. Śmieję się, że wrócę jak ktoś z moich podopiecznych podciągnie się na drążku więcej razy ode mnie. Jeszcze taki się nie znalazł, chociaż jest jeden chłopak w roczniku 2001 r., który zrobił to 16 razy.

To raczej nie jest norma?

Na pewno robi dodatkowe rzeczy związane z treningiem siłowym.

Właśnie, trening siłowy. Kiedyś trenerzy mówili, że siłownia i piłka nożna nie mogą iść w parze. Dzisiaj zupełnie inaczej się na to patrzy. Jak ćwiczyć, grając w piłkę nożną, żeby sobie nie zaszkodzić?

Obserwować i uczyć się RL9. Robert Lewandowski robi nam taką robotę, że powinniśmy już zacząć stawiać mu pomniki albo nazywać obiekty sportowe jego imieniem. Słynne zdjęcie kraty na brzuchu i sylwetki jak u gladiatora po meczu kadry i znów cała Polska żyje tym jak Lewy jest przygotowany,  młodzież to chłonie. Wspomniany przeze mnie trener Rzepka zwrócił moją uwagę jako pierwszy na ten rodzaj treningu. Braki w sile, to jedna z przyczyn moich urazów . Brak odpowiedniego treningu siłowego źle wpływa na szybkość, nie mówiąc o tak podstawowych rzeczach jak walka na boisku, „zastawka” czy przepychanie się z rywalem. Jeśli nie będziemy mieli podstaw siłowych, to trudno będzie zrobić postęp na przykład w pierwszych krokach sprintu, starcie do piłki, zmianie kierunku biegu. Ale trening siłowy, to trening kompleksowy, a nie machanie hantlem na biceps, tylko wielostawowe ćwiczenia, podciąganie, martwy ciąg.

W Widzewie, przykładem negatywnego wpływu siłowni na grę był Rafał Augustyniak (obecnie Miedź Legnica-przyp.red.), który bardzo rozbudował mięśnie i zaczął nienaturalnie wyglądać w biegu, stracił szybkość. Spotkałem Rafała teraz na meczu kadry z Czarnogórą i wygląda już zupełnie inaczej niż wtedy. Jest bardziej „wyżyłowany” i ”wycięty”, zeszczuplał.

Ja z nim wtedy, w I lidze na treningach rozmawiałem już o tym, bo zdarzało się że wchodziłem na siłownię, a tam Rafał macha biceps, triceps w wyizolowanych ruchach. A przykładem w kontrze do „Augusta”, świadomym tego jak należy wykorzystać siłownię w treningu piłkarskim, był Łukasz Broź. Na siłowni zawsze dynamit, sprawny na drążku, w ćwiczeniach wielostawowych, mocny, wyżyłowany, no dużo można by o nim mówić.

Siła eksplozywna – kluczowa rzecz

Zdecydowanie. Niezbędna do sprintu, zwrotu, zrywu z miejsca. Do tego właśnie potrzebujemy podstawy siłowej, bo zawodnik nie będzie miał z czego wygenerować tej mocy. I w tym widzę swoja misję. By uświadomić zawodników w tym, po co to robić i jak to robić. By zawodnicy byli w pełni świadomi, że te wszystkie „nudne” ćwiczenia mogą im faktycznie pomóc.

No właśnie, jakie jest podejście chłopców do tych ćwiczeń, które wydają się im nudne i niepotrzebne. Plyometria, mięśnie głębokie – jak im to sprzedajesz?

Trening motoryczny to tylko jedna składowa, a druga to chęć zawodników do wykonywania tych ćwiczeń. Pokazuję im przykłady Lewandowskiego, Ronaldo, że siła jest potrzebna, że odpowiednio wzmocniony staw skokowy pomoże ci przy sprincie, że plyometria może przełożyć się na szybkość, zwrotność, siłę uderzenia i oni zaczynają to dostrzegać. Mało tego, co raz częściej pytają mnie przed zajęciami „trenerze będą taśmy?”. Później widząc swój postęp i dostrzegając, że robi progres w tych ćwiczeniach i pomaga mu to w meczu – wtedy „jesteśmy w domu”.

Z kolejną grupą w Akademii Widzewa

A ty widzisz po nich, że po ćwiczeniach wykonywanych u Ciebie korzystają z tych nawyków i dobrych wzorców w meczu?

Staram się obserwować na bieżąco swoich chłopaków. Niektóre rzeczy są niemierzalne. Można zauważyć czy ktoś zaczął częściej przyjmować piłkę kierunkowo, ale mogę też na FMS porównać wyniki, porównać analizę składu ciała. Nagrywam też chłopaków na pierwszych zajęciach, a później robię to samo po kilku miesiącach i wtedy najbardziej widać sens mojej pracy i zaangażowania zawodnika.

Jakiś konkretny przypadek?

Mam takiego chłopaka w Widzewie rocznik 2004. Na początku nagrałem sprint, wyskok, technikę wykonania, a później testy szybkościowe na fotokomórkach. On jeszcze parę miesięcy temu nie umiał wykorzystać ruchu stawu skokowego i ruchu kolana w podstawowym zakresie. Był bardzo pochylony w biegu i to go ograniczało. Mówi się że szybkość jest trudna do wypracowania, bo każdy rodzi się określoną liczbą włókień szybkokurczliwych i wolnokurczliwych i nie da się ich dorobić. Zrobiliśmy po jakimś czasie treningów techniki biegu i plyometrii, testy i nagrania typowo piłkarskich odcinków na 30 metrów i na 5 metrów. Poprawił wyniki o kilkanaście procent już po 3 miesiącach.

Marzenia małego Damiana krążyły od dziecka wokół ukochanego klubu

Czyli wrócił do nauki podstaw ruchu w wieku kilkunastu lat?

Niestety. To było niezbędne, by mieć z czego „rzeźbić”. Dopiero jak nauczył się podstaw i nieco wzmocnił, byliśmy w stanie pokazać mu jego potencjał. Oczywiście, że jakby zaczął to robić w wieku 8 lat, to dzisiaj byłby już parę etapów do przodu. Zawodnicy mogą być na różnym poziomie techniki piłkarskiej, rozwoju fizycznego, ale każdy z nich dysponuje określonym potencjałem i ja chcę wydobyć z nich maksymalny poziom i pokazać, że ciężką i świadomą pracą można poprawić wiele elementów w swojej grze.

W kwestii potencjału, znam chłopca, 11 latka, który równolegle z futbolem chodził na zajęcia tańca. Ten dzieciak miał niewiarygodną koordynacje ruchową i wybijał się kilka poziomów ponad resztę nie tylko pod względem koordynacji ale i piłkarskim.

Jest to przykład dwóch, teoretycznie oddalonych od siebie aktywności, które się doskonale uzupełniają. Również i ja miałem zajęcia z chłopcem, który z kolei trenował balet i dzięki temu jest dzisiaj najbardziej sprawny i elastyczny z całej drużyny. Oczywiście do tego dokłada umiejętności typowo piłkarskie. Jest to potwierdzenie wszystkiego, o czym mówiłem wcześniej, czyli poprawne podstawy i wzorce umożliwiają wykorzystanie potencjału i ułatwiają skupienie się na doskonaleniu, a nie nauce od zera.

Obracamy się wokół Widzewa w naszej rozmowie. Ty zacząłeś od niedawna oficjalną współpracę z jego Akademią, w zakresie przygotowania motorycznego młodych zawodników.

Przychodzę pierwszy raz jako trener do Widzewa, ale jest to też już kolejny raz gdy wracam na al. Piłsudskiego. Na ten moment zajmuje się właśnie tylko chłopcami z Akademii, wdrażam wszystko to, o czym rozmawialiśmy. Prowadząc zajęcia, diagnozuję wady i szukam rezerw u zawodników.

Ale współpracujesz z wieloma klubami, również przez własną szkółkę Futbol Bonito.

Współpracujemy z zawodnikami z SMS, ŁKS oraz z innymi, mniejszymi klubami i szkółkami z Łodzi i okolic. Pomagam trenerom w klubach i staram się wykorzystać dodatkowy czas który zawodnicy i ich rodzice są w stanie wygospodarować na ich rozwój. Spędzają go aktywnie, w oparciu o ich plan treningowy w klubie, a ja skupiam się na szczegółach, których trenerzy na zajęciach z kilkunastoma zawodnikami nie są w stanie często nawet zauważyć. Dlatego proponujemy treningi indywidualne 1 na 1; 2 na 1; 3 na 1. Wykonuję na początku badania FMS, analizę składu ciała, ocenę motoryczną i techniczną. Na tej podstawie robimy plan treningowy i działamy!

Podczas treningu z kolejną grupą – rocznik 2006

23 października. Z czym ci się kojarzy ta data?

Pewnie albo gdzieś zagrałem albo miałem kontuzję (śmiech)

No tak u ciebie tylko te dwie rzeczy mogły się wydarzyć (śmiech).  Minęło właśnie 7 lat od twojego debiutu w Ekstraklasie. 7 lat, a ile przeszedłeś i jak zmieniły się twoje życiowe plany…

Niby mało czasu, ale zdarzyło się bardzo dużo. Byłem na sinusoidzie, która czuję, że obecnie wynosi mnie coraz wyżej. Życie jest nieprzewidywalne i mam świadomość, że różnie może być. Ja chcę robić swoje, zmieniać świat z uśmiechem na ustach. I dołożyć swoją cegiełkę, żeby Widzew zagrał za mojego życia w Lidze Mistrzów! A szczerze wierzę, że tak będzie!

Rozmawiał Arkadiusz Stolarek

fot. Cyfrasport/widzewtomy.net/D.Radowicz