Lv bet zakłady bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez ministra finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem.

Piłkarskie szachy: Młodzieżowiec a sprawa polska

Na tym powinno nam wszystkim najbardziej zależeć, by w jak najszybszym czasie przetestować jak największą liczbę graczy po skończeniu wieku juniora starszego w warunkach „frontowych”. I zrobić to nie w 3 lidze na kartoflisku, gdzie w tym samym meczu możesz strzelić w okienko z 30 metrów i zerwać torebkę stawową przez dziurę w boisku, ale przy kilku(nastu/dziesięciu) tysiącach ludzi na trybunach w warunkach prawdziwego stress-testu

Młodzieżowiec, młodzieżowcy, młodzieżowca itd. Słowo to zostało w ostatnich dniach odmienione przez wszystkie przypadki. A to za sprawą słów prezesa Lecha Poznań oraz od niedawna szefa Rady Nadzorczej Ekstraklasy S.A. Karola Klimczaka, który wyszedł z pomysłem obligatoryjnego udziału zawodnika ze statusem młodzieżowca w meczach Ekstraklasy. W każdym z zespołów na najwyższym szczeblu rozgrywek zawodnik do lat 21 musiałby znajdować się na boisku. Zdziwiłem się, widząc w większości negatywną reakcję środowiska piłkarskiego na ten pomysł. Może jestem zbyt dużym idealistą, ale zarzucanie związanemu z Lechem Poznań Klimczakowi tego, że w ten sposób zarobi na wychowankach swojej akademii, to chyba jakiś ponury żart w obliczu stanu polskiej piłki młodzieżowej.

 

Albo wszyscy albo nikt?

Mistrzostwa Europy do lat 21, rozegrane w tym roku w Polsce, dobitnie ukazały na jakim etapie rozwoju jest młodzieżowy futbol w naszym kraju. Ten etap to nie jest nawet początek. To jest dopiero złapanie ołówka w dłoń, by zacząć szkicować plan. Czy w związku z tym kluby, które wcześniej niż reszta przeorientowały swoje postrzeganie młodzieżowej piłki z kuli u nogi na motor napędowy, mają siedzieć cicho i czekać, aż reszta prezesów wpadnie na tak wspaniałomyślny pomysł i poszuka środków na doinwestowanie własnych akademii?

Mam rozumieć, że opinie mówiące na przykład o tym, iż Klimczak to cwaniak, bo ma u siebie młodzieżowców, których wypożyczy lub sprzeda do innych, „potrzebujących” zespołów, a cały ten pomysł to jego chytry plan na szybki zarobek, są wygłaszane ze zwykłej zawiści? Na złość babci odmrozimy sobie uszy i nie damy Klimczakowi zarobić? A że w Ekstraklasie będziemy mieć cały czas ośmiu, może dziesięciu młodzieżowców w wyjściowych „jedenastkach” to nieważne. Bo najważniejsze, żeby nie dać innym klubom miejsca na kolejny krok w przód, podczas gdy „my” stoimy w miejscu.

Marco Asensio w wieku 21 lat ma za sobą 67 meczów w La Liga

Czy ktoś bronił całej reszcie dawać szansę gry w Ekstraklasie swoim wychowankom? „Byli za słabi” – powie ktoś, ale co to obchodzi Lecha, Zagłębie czy Legię, że inni nie potrafią przyjąć odpowiedniej strategii rozwoju akademii i zatrudnić dobrych trenerów? Albo po prostu boją się dać szansę młodym chłopakom? Nawet jeśli Lech Poznań miałby na wprowadzeniu nowego przepisu do rozgrywek, zarobić 10 razy więcej niż reszta, to ja nie widzę w tym problemu, bo żeby mógł zarobić, to najpierw musiał zainwestować, a nikt z nieba nie zrzucił w Poznaniu boisk, trenerów, programu szkolenia, skautów i utalentowanych juniorów.

Takie regulacje już w Polsce działają

Z racji na to, że w Polsce wciąż bardziej „opłaca się” ściągać zawodników z coraz to ciekawszych krajów, niż zaryzykować wejście młodzieżowca, nie mamy problemu z ich dostępnością w niższych ligach. Jest duże pole do popisu, jednak trzeba często przemieszać w garnku, by dostać się do lepszych kąsków pod pierwszą warstwą. A co mówią przepisy PZPN o grze młodych w niższych ligach? Na zapleczu Ekstraklasy, na boisku w jednej drużynie musi grać 1 młodzieżowiec, w 2 lidze – dwóch i w 3 lidze – dwóch. Skoro takie rozwiązania już funkcjonują, to skąd ten hałas? Tam to już nie jest ingerencją w niezależność klubów, jak twierdzą krytycy pomysłu Klimczaka?

Kluby i trenerzy przyjmują różne strategie z radzeniem sobie z tym „problemem”. Jedni, jak trener Marcin Płuska kiedyś w Widzewie i teraz w Łowiczu, stawiają na młodzieżowca w bramce plus jednego w polu na różnych pozycjach. Inni, jak Widzew obecnie, rezerwują sobie dwie pozycje na placu, z których każda obsadzona jest dwoma młodzieżowcami – w tym przypadku lewa obrona i środek pomocy. Innego rodzaju „problemy” występują w drugiej drużynie Legii Warszawa – tutaj minimum połowa kadry to młodzieżowcy, więc grają oni rotacyjnie na różnych pozycjach (w kadrze na mecz z Turem Bielsk Podlaski, 21 października, dziesięciu zawodników ze zgłoszonej osiemnastki, to młodzieżowcy – nie ma drugiej takiej drużyny w lidze).

W związku z powyższym, dlaczego w Wiśle co mecz nie mogliby wychodzić w pierwszej „jedenastce” Jakub Bartosz z Kamilem Wojtkowskim, zmieniani przez najbardziej zdolnych juniorów z drużyny CLJ? Przy kim nauczą się więcej? Grając z Arkadiuszem Głowackim i Carlitosem, czy z „lokalsami” w 3 lidze? A może siedząc na ławce lub „grając ogony” w najważniejszym dla siebie etapie rozwoju?

Nie ma rezerw, nie będzie młodzieżowców

Warto w tym miejscu zatrzymać się na moment przy klubowych rezerwach. Jest to kolejny dowód na to, jak „wylewa się młodzieżowca z kąpielą”. Rezygnacja z prowadzenia drugiej drużyny przez Jagiellonię, Lechię, Wisłę Kraków, Cracovię i Koronę to zamknięcie możliwości rozwoju młodych zawodników w swoim naturalnym środowisku – czyli macierzystym klubie. Chłopcy po skończeniu wieku juniora starszego rozjeżdżają się po Polsce lub w ogóle rezygnują z grania w piłkę nożną. Trafiają do małych klubów z trzeciej lub maksymalnie drugiej ligi, często z problemami organizacyjnymi i walczą o miejsce w składzie z lokalnymi, „zasłużonymi” zawodnikami. I co ich tam ratuje? Przepis o obligatoryjnej grze dwóch młodzieżowców. Jeśli chłopak jest zdolny, to pogra ze dwa lata w 3 lidze i będzie próbował wrócić wyżej, ale czy nie jest to strata dwóch lat rozwoju? Dla tych najbardziej zdolnych, którzy nie mogą grać w Ekstraklasie, bo kupiono akurat kogoś z zagranicy – jak najbardziej. Taki zawodnik nie dostaje możliwości trenowania z lepszymi, dorosłymi zawodnikami, często swoimi lokalnymi idolami, nie mówiąc już o grze.

Trener pierwszej drużyny nie widzi go w treningu, nie może pochwalić i dokonać bieżącej obserwacji. Może tylko z doskoku śledzić jak radzi sobie w 2 lub 3 lidze. A tam gra ma niewiele wspólnego z tym, co dzieje się na boiskach Ekstraklasy, więc nawet jeśli ktoś ze sztabu pojedzie oglądać chłopaka i ocenić czy robi postępy, to trafi na ligową rąbankę, w której piłka lata mu nad głową zamiast być przy nodze.

Żeby znaleźć kolejnego Sebastiana Szymańskiego, nie trzeba wysyłać skautów za granicę

Trenując w rezerwach, zawodnicy są wciąż blisko klubu, z dużą szansą na włączenie do kadry pierwszej drużyny, co na przykład dzieje się w zespole aktualnego mistrza Polski. Sebastian Szymański nie trafił do „pierwszej” Legii z powodu doskonałej gry zespołu rezerw, ale dlatego, że w tej grze był pod stałą obserwacją sztabu szkoleniowego, który miał go na co dzień u siebie w Warszawie i występował wymiennie w CLJ oraz w 3 lidze. Serwis legia.net pisał w lipcu 2016 r.: „W nagrodę za dobrą postawę, „Seba” pojechał z drużyną Besnika Hasiego na zgrupowanie do Austrii”. Nie pojechałby, gdyby był na wypożyczeniu np. w Sieradzu, bo w Legii nie byłoby drużyny rezerw, w której udowadniałby sztabowi szkoleniowemu, że warto na niego postawić. Ale tę kwestię poruszę jeszcze przy innej okazji.

Jeden młodzieżowiec – to naprawdę niewiele

Wracając do meritum. Warto zadać sobie pytanie: czy młodzieżowcy nie grają, bo są za słabi, czy są słabi bo nie grają? Z całą pewnością odpowiadam, że to drugie. Najbardziej namacalnym dowodem jest przypadek Damiana Kądziora, którego talent nie wystrzelił nagle w wieku 25 lat, tylko nikt mu wcześniej nie dał na tyle dużo minut w Ekstraklasie, by mógł w niej choć trochę okrzepnąć i pokazać swój potencjał.

Oczywiście pamiętam o kontuzji. Ta jednak nie przeszkodziła mu w późniejszej grze w Lublinie, Ząbkach i Suwałkach, gdzie wszędzie był wyróżniającym się zawodnikiem. Czy przez swoją podróż po polskich ligach stracił kilka lat grania i teraz mógłby zaliczać występy już w przykładowej Sampdorii czy innym Chievo? Wielce prawdopodobne. To dla zawodników pokroju Kądziora, Szymańskiego, Michalaka (pisałem o nim szeroko >>>TUTAJ<<<) czy Gumnego, propozycja Klimczaka jest skierowana, bo takich jak oni jest jeszcze wielu w juniorach starszych, ale praktycznie nikt nie ryzykuje i nie daje im szansy na grę.  Na dokładkę mogę podać przykład Bartłomieja Pawłowskiego, który w Lechii Gdańsk przepadł w sezonie 2016/2017, a w Zagłębiu Lubin jest obecnie jednym z najlepszych. Dlaczego? No dlatego, że gra. Hipotetycznie, może zdarzyć się tak, że jak zaraz ten zawodnik złapie pewność siebie, która pozwoliła mu kiedyś trafić z Widzewa do Malagi i może zainteresuje się nim Adam Nawałka, to znów zacznie się telenowela pod nazwą: ”jak to się stało, że wcześniej nikt o nim nie pamiętał?”, a Pawłowski jest przecież w wieku Kądziora.

Konrad Michalak, to rzadki w Polsce przykład, modelowej kariery młodzieżowca.

Lepiej spróbować, niż żałować, że nie spróbowano

Może pewnym rozwiązaniem byłoby czasowe przyjęcie takiej „regulacji Klimczaka” -próba na żywym organizmie czy to się sprawdza, czy nie, jak wpływa na poziom gry i co dzieje się z zawodnikami po skończeniu 21 lat? Czy są „wypluwani” przez kluby, czy może właśnie dzięki grze z najlepszymi w Polsce, uczą się i są w stanie spełnić pokładane w nich nadzieje. Ile na to potrzeba? Wg mnie 2-3 lat. Co ryzykujemy? Nic. A to dlatego, że nie można nazwać stratą czasu, dodatkowej inwestycji w rozwój młodzieżowca, bo taka inwestycja to warunek sine qua non rozwoju polskiej piłki. Ktoś powie, że nie będzie tanio, bo nie każdy ma młodzieżowców gotowych do gry i ceny za nich pójdą w górę. Jest w tym na pewno trochę racji, ale w Polsce szkoleniem młodzieży nie zajmują się tylko wielkie kluby. Taki ruch spowodowałby może większe skupienie skautów na niższych ligach w naszym kraju, stałby się impulsem do jeżdżenia po Polsce i szukania zdolnych chłopaków w mniejszych klubach i miejscowościach, a nie podkupywania ich z największych akademii.

Na tym powinno nam wszystkim najbardziej zależeć, by w jak najszybszym czasie przetestować jak największą liczbę graczy po skończeniu wieku juniora starszego, w warunkach „frontowych”. I zrobić to nie w 3 lidze na kartoflisku, gdzie w tym samym meczu możesz strzelić w okienko z 30 metrów i zerwać torebkę stawową przez dziurę w boisku, ale przy kilku(nastu/dziesięciu) tysiącach ludzi na trybunach w warunkach prawdziwego stress-testu.

Jak ważne to jest, pokazują ostatnie wyniki Widzewa Łódź, gdy po pierwszych potknięciach, 15 tys ludzi na trybunach wymaga lepszej gry, czasem w mocniejszych słowach – nagle młodzi zawodnicy dostają małpiego rozumu i zapominają jak grali jeszcze miesiąc temu i sami mówią w wywiadach, że odczuwają za dużą presję z trybun – takiej presji nie poznają na wypożyczeniu w Turze Bielsk Podlaski.

Wdrożenie „regulacji Klimczaka” wymagałoby stałej obecności minimium 3 zawodników ze statusem młodzieżowca w kadrze drużyny po to, by być zabezpieczonym przed kontuzjami zainteresowanych graczy. Mnożąc przez 16 drużyn, mamy 48 młodych zawodników mogących pokazać się na najwyższym szczeblu rozgrywek w Polsce. W porównaniu do kilkunastu, którzy obecnie wybiegają na boiska Ekstraklasy, mamy wówczas spore szanse na to, by zmniejszyć prawdopodobieństwo przegapienia kolejnego Damiana Kądziora. Do tego procesu potrzebne są jednak również drużyny rezerw w klubach na najwyższym szczeblu rozgrywek. Ewentualną zmianę przepisów, należy traktować jako zachętę do inwestowania w piłkę młodzieżową, a nie karę i ingerencję w życie i  klubów Ekstraklasy.

Arkadiusz Stolarek